Tereny Valfden > Dział Wypraw

Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy

<< < (33/53) > >>

Funeris Venatio:
Płynęła. Z uporem, wytrwale, mijając ciała unoszące się na toni wodnej. Kilka razy ktoś starał się ją podtopić, gdy przepływała obok, raczej w akcie desperacji, niż umyślnie. Po nieznośnie zimnym czasie dotarła w pobliże miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą był ten dziwny okręt. Teraz tutaj były tylko szczątki, ta krążąca gdzieś dalej szalupa i rozbitkowie. Jedna para przyciągnęła uwagę Evening. Kobieta leżała na jakimś dużym kawałku drewna, a obok niej dryfował mężczyzna, odwrócony do Wieczorka tyłem. Ona była naprawdę ładna, o nim trudno było wyrokować.

Evening Antarii:
Co za okropni ludzie chodziło jej po głowie. Ale nie miała zamiaru się na nich mścić bo siły na to nie miała. Płynęła nie czując już nóg, widząc jak jej paznokcie sinieją a żyły na dłoniach mają taki sam kolor jak reszta fioletowej skóry.
Ujrzała swą nadzieję! Dryfująca dziewczyna i jakiś chłopak, już mocno zmarznięty, ledwo utrzymujący się na powierzchni. Kobieta miała rude włosy, duże usta usta i ogólnie była... ładna. Nie, żeby Eve zazdrościła jej urody, ale z pewnością podobała się mężczyznom. Utrzymywała się na drewnianych drzwiach. Sama! choć obok niej było sporo miejsca. Dlaczego nie leżą na nich razem?
Lecz gdy podpłynęła bliżej ujrzała jasnowłosego chłopaka, z przystojną twarzą, o niebieskich oczach. Na czerwonych policzkach osadził się szron, z ust wydobywały się kłęby pary, a cały się trząsł z zimna... Lecz był piękny i zrobiło się Eve szkoda tego młodego mężczyzny.
Powoli, zmęczona pokonanym dystansem, zbliżyła się do nich, szukając tu ratunku. -Czy mogę?...- spytała mocno zachrypłym i słabym głosem.
A właściwie! Po co się pytać? Tu jest z daleka od Bractwa, od  Valfden pewnie też. Walczy o przeżycie. Nie czekając aż dziewczyna coś odpowie, Eve wdrapała się na drzwi i widząc jak zziębnięty chłopak cierpi, kazała tamtej się przesunąć, po czym, ostatkiem sił, zepchnęła ją nogą do zimnej wody, a potem jeszcze odepchnęła ręką, żeby z powrotem tu nie weszła! Okropne. -I tak  byś go nie uratowała- rzuciła do niej i odepchnęła ją od dryfujących drzwi. Nie zwracała uwagi na jej krzyki i szamotaninę. I tak bardziej szkoda jej było mężczyzny.
-Chodź, zmieścimy się razem- leżąc na drzwiach podała mu rękę i pomagała mu wciągnąć się na "pokład".

Funeris Venatio:
Mężczyzna uśmiechnął się. Uśmiechem znajomym, kochanym, oglądanym tyle razy. Jadeitowe oczy zalśniły, ukazując ciepło, którego tak brakowało w tej atmosferze.

Evening Antarii:
-Mam wrażenie że już kiedyś cię widziałam- zaczęła, gdy mężczyzna cały znalazł się obok niej. -Widzisz? Ona specjalnie nie chciała, żebyś się tu zmieścił. Wredne babsko. A teraz musimy się przytulić, bo inaczej może być źle...- był o wiele zimniejszy od niej, cały się trząsł, od jego ciała biło chłodem. Evening przesunęła się i położyła bokiem, wtulając w niego. Na chwilę zignorowała zimne wody oceanu i ciemne niebo, a wpatrzyła się w głęboką zieleń jego oczu. A potem zerknęła w bok, ale dziewczyny nie było już widać na powierzchni.

Funeris Venatio:
A on tylko otulił ją swoimi skrzydłami. Kobieta zatraciła się, czując jak odpływa gdzieś daleko. Nie tyle fizycznie, co duchowo. Znowu zmieniała miejsce pobytu, znowu gdzieś spadała, czuła chłód, gorąco. Rozbłyski świateł, kompletna ciemność. Znalazła się na moment na ruchliwej drodze, gdzie jakieś dziwne i poruszające się z zawrotną prędkością pojazdy przemykały obok, potworne wydając dźwięki i jakby trąbiąc. Potem była na plaży, ubrana w jakiś ciemny strój ze spódniczką. Wreszcie poczuła, że jej stopy dotknęły twardego podłoża. Jakby zeskoczyła z niewysokiego murku. Otworzyła oczy i zobaczyła, że stoi pośrodku oktagramu. Sadzawka głęboka była na jakieś pół metra, nie było w niej teraz jednak żadnej cieszy. Nic nie bulgotało. Na dnie, tuż przy jej stopach, znajdowała się połyskująca na błękitno buteleczka.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej