Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
Evening Antarii:
Jedno spojrzenie na Funerisa, jedno w bulgoczącą zawartość oktagramu. Byłaby do tego zdolna? To i tak były chore wizje, imaginacje. Jej ewentualna śmierć też nie będzie do końca realna. - Jaką mam pewność że puścisz go wolno?!- zawołała w przestrzeń.
Funeris Venatio:
Lucas obrócił się i zobaczył, że Derek i Palmer leżą na posadzce. Spod ich hełmów unosił się delikatny dym, a w powietrzu zaczął unosić się zapach nieznośnej spalenizny drażniącej powonienie. Kula światła, którą podtrzymywał paladyn, właśnie, z lekkim opóźnieniem, rozpłynęła się w powietrzu. Korytarz szeroki na niewiele ponad pięć metrów nieco przygasł blaskiem, lecz Lucas ciągle podtrzymywał swoje źródło światła, tak samo jak stojący na przeciwko niego Funeris. Funeris, który stał z rozłożonymi rękami, w których tlił się blask po dwóch pociskach esencji wysłanych z dwóch dłoni. Tylko nieco bardziej czerwonych, jakby mniej boskich, bardziej pierwotnych i trącących złem. Te dwie postacie dzieliła odległość równa szerokości korytarza.
Nikt się nie odezwał, z nieba nie spadła karteczka z odpowiedzią, a z zakamarków nie wyszedł żaden demon, by wyśmiać Evening w twarz. Po prostu nic się nie stało.
Lucas Paladin:
Funeris znów odleciał. Lucas właśnie po to tutaj był, żeby pilnować swego przyjaciela. Nie pozwoli na więcej ofiar, bo Funeris był Aniołem i to zamierzał mu powiedzieć. Powiedzieć kim tak naprawdę jest. A ta siła nie ma nad nim władzy.
- Przyjacielu, spójrz na mnie. - zaczął Lucas - Kogo widzisz? Widzisz Lucasa Paladina. Twojego brata w służbie boskiemu Zartatowi. Widzisz Twoje dziecko, które jako Anioł otaczasz opieką. Słyszysz? Jesteś Aniołem! Aniołem Zartata! ÂŻadna demoniczna moc nie ma nad Tobą władzy. Bo jesteś ponad nią, bo miłość Zartata do Ciebie, Bracie jest ponad tą mocą. Funerisie Venatio, pokonaj tę siłę! Aenye! - Lucas wolał też nie dmuchać na zimne i natychmiast oślepił Funerisa. To pozwoli mu jeszcze silniej dotrzeć do jego świadomości. - Walcz z tym Funerisie. Twa narzeczona walczy o Ciebie, Twój przyjaciel walczy o Ciebie. Ty musisz teraz zawalczyć o nas. I zwyciężysz!
Funeris Venatio:
Lucas nieco zapomniał, że jego łączność z Zartatem zostało mocno nadszarpana. Nie czuł wszechogarniającej obecności Pana ÂŚwiatła, więc rzucanie zaklęć, które umożliwiała mu właśnie boska obecność, było utrudnione. Podtrzymywał właśnie zaklęcie światła i po prostu nie miał wystarczającej siły, by rzucić następny czar. W efekcie ani nie oślepił Funerisa, ani nie utrzymał kuli nad głową, która rozpłynęła się w powietrzu. Teraz jedynym źródłem widoczności była energia pulsująca nad postacią stojącą naprzeciwko mściciela. Postać ta wystudiowanym do perfekcji ruchem dobyła miecza.
- Skąd pewność, głupcze, że jestem tym, kim chcesz, żebym był? - powiedział jakże znajomym przecież głosem.
//Funeris ma statystki... moje. Do zobaczenia w mojej KP. Ty masz tylko 1 inkantację do wykorzystania. Walka jak z mini bossem, opisujesz jedynie swoje poczynania, nie przeciwnika. Jeżeli oczywiście chcesz doprowadzić do konfrontacji. Pole do popisu masz szerokie.
Lucas Paladin:
Lucas trzymał buzdygan w dłoniach. Abominacja Funerisa nie zapomniała chyba, że podobno jak on, Lucas potrafił po mistrzowsku posługiwać się tym typem broni, w rezultacie walka przeciwko mścicielowi może nie wyjść mu na dobre. Rycerz nie okazał przerażenia, strachu, zwątpienia, zwyczajnie nie wolno mu było. Musiał ratować przyjaciela.
- Myślisz, że się Ciebie boję? - żwawo odpowiedział Lucas - Nie jesteś Funerisem. I nigdy nie będziesz. Jesteś żałośnie skomlącą parodią wielkiego Anioła. Przyjacielu, jeśli mnie słyszysz, zwalcz to zło w sobie. Ja jestem z Tobą.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej