Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
Funeris Venatio:
Głos w jej głowie nie był złudzeniem.
Evening Antarii:
Stała bez ruchu przyrośnięta do podłogi. Serce łomotało jak spłoszony ptak, lecz nie miało szansy nigdzie uciec. I miała pustkę w głowie stojąc tak przed aniołem do złudzenia przypominającym Funerisa. Lub prawdziwym Funerisem ale sprzed kilku tygodni. W to drugie wolała nie wierzyć, tak samo jak wcześniej nie chciała sobie wyobrażać tych tortur. Odganiała od siebie obrazy krwi, prób ucieczek, spędzania tyle czasu w tych ohydnych podziemiach, w samotności, pozbawionym nadziei. Teraz musiała na to patrzeć, choć nie chciała. Anioł, przeznaczony do zdobywania przestworzy, zbliżania się do Zartata, spętany teraz przez kajdany i mroczne siły, otoczony przez nieprzyjaciół...
Eve zadarła głowę do góry spoglądając na poranioną twarz ukochanego. I nagle tę niezmąconą ciszę podziemi przerwał głos. Lecz nie dochodził nigdzie z zewnątrz- lecz z jej głowy. Stała samotnie przed aniołem, przed wielkim byczym posągiem jak mała dziewczynka i słuchała tego głosu, który skierował do niej kilka krótkich słów o potędze miłości. Silniejsza od śmierci, magii, zła, a nawet od zwykłych kajdan.
I krótkie konkretne pytanie, na które odpowiedź brzmiała
-Tak
wypowiedziane szeptem, lecz zrozumiale, z wiarą i powagą.
Funeris Venatio:
Funeris poruszył najpierw prawą gałką oczną, potem lewą. Wywinęła się do góry nogami, by po chwili wrócić na swoje miejsce. Następnie po kilku sekundach anioł podniósł powieki. Z wielkim ociąganiem, zmęczeniem i bólem. Jego głowa zwisała luźno, więc Evening jeszcze tego nie widziała. Wielki Kanclerz Bractwa ÂŚwitu zaczął dostrzegać obrazy. Wielka plama na jego wzroku wreszcie zaczęła przemieniać się w coś konkretnego. Zobaczył nogi. Zgrabne i szczupłe, chociaż mocne i dobrze umięśnione pod skórą. Z wielkim ociągnięciem próbował poruszyć mięśniami. Wszystkimi na raz. Krtań nie zareagowała, nogi nie zareagowały. Nadgarstek odpowiedział. Lewa dłoń ruszyła się minimalnie, subtelnym szarpnięciem przemieszczając się o dosłownie kilka centymetrów.
[member=2398]Lucas Paladin[/member]
Lucas Paladin:
Lucas stał tak obok Funerisa, podczas gdy wszystko działo się wewnątrz, w środku. To tam Evening musiała się zmagać z czymś, co było poza zasięgiem rycerza. Musiała zmierzyć się z tym sama, a Lucas nie mógł zostawić przyjaciela samego. Ktoś musiał go pilnować, żeby nie zrobił czegoś głupiego.
Funeris Venatio:
Lucas stał przed Funerisem i pozostałą dwójką, która tam wtedy jeszcze była. Stał najbliżej drzwi i tak jak zostało wcześniej powiedziane, usłyszał jak coś za nim upada.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej