Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
Evening Antarii:
-Widocznie London dobrze czuł się w swojej roli. Może na tych kartkach planował kolejne ataki na Bractwo...-głośno myślała. Nie wiedziała ile w tym prawdy; to tylko gdybanie. Ale... kto wie!
Pozostawało jeszcze pomieszczenie na prawo. Kryło się ono za mocnymi drzwiami i... jakimiś dziwnymi kreskami w kamieniu, które świeciły niebieskim światłem. Anielskie pióra...
-Te wzory, to też magia, prawda?- dopytała, po czym wyciągnęła dłoń w stronę drzwi. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale wejście nie wyglądało jakoś groźnie, więc zaryzykowała.
Funeris Venatio:
Funeris nie wchodził do środka. Nie miał chęci, nie miał zamiaru, ani nawet sił. Tych wewnętrznych, drzemiących w całym jego jestestwie, ukrytych pod warstwą skóry i mięśni, poukrywanych między kośćmi, płynących w żyłach. Gdy patrzył na te drzwi, widział swój ból. Widział go, czuł, dotykało go zimno kajdan i samotność. Był odcięty od ludzi, których kochał, którym zawierzył wiele razy swoje życie, którym to życie po wsze czasy ofiarował. Nie czuł nic poza bólem trawiącym jego duszę, wżynającym się głęboko w jego trzewia i po kawałku wyrywającym z nich boską moc. Nie jest banalnym wyrwać z anielskiej duszy łaskę Pana ÂŚwiatła, ale są na tym świecie moce, które to potrafią. Wystarczy wspomnieć Urzjel, która została zmieniona w szaloną abominację niegdyś dumnej anielicy.
I teraz, gdy Evening przekraczała próg tego pomieszczenia, czuła się podobnie. Kontakt ze ÂŚwiatłem został jej odebrany tak nagle, że oparła się o drzwi otwierające się właśnie w lewo. Weszła do komnaty i ujrzała to, co wewnątrz.
Na środku pomieszczenia znajdował oktagram, nie tyle wyrysowany, co wyciosany w kamieniu. W środku niego kipiała jakaś ciecz, bulgocząc i unosząc nieznany, lecz bezwonny opar. Po obydwu stronach, na prawo i lewo, świeciły się te dziwne pochodnie, które do złudzenia przypominały żywy ogień. Schodząc szerokimi schodami do środka pomieszczenia stawało się przed wielkim posągiem. Bycza postać, o potężnych rogach i złym, świecącym się na czerwono spojrzeniu. Blask bijący od tych gałek był identyczny z tym, jaki Funeris miał w swoim prawym oku. U dołu posągu, tuż przy dwóch masywnych nogach, były kajdany. Czarne jak najczarniejsza noc, smoliste i masywne. A na nich zawieszona była postać. Miała parę śnieżnobiałych skrzydeł.
Evening Antarii:
Drzwi ustąpiły bez problemu. Nie były zamknięte na wszystkie spusty, ani chronione żadnymi zaklęciami i barierami. Tylko że magiczne siły rycerzy gdzieś ulatywały, i na sercu też jakoś ponuro się robiło.
Nie musiała o nic pytać Funerisa. Od razu było widać, że nie chce tam iść, że zbyt duży ból się z tym wiąże. I nie miała zamiaru go zmuszać, bo sama nie miała ochoty tam wchodzić - tak bardzo wyczuwalne było zło. Straciła nawet boską energię.
Jej oczom ukazała się duża sala jak na takie podziemia. Ciemna, oświetlana niegasnącym ogniem, czerwona poświata widniała na ścianach nadając otoczeniu charakter otchłani. Przynajmniej takie wrażenie odniosła dziewczyna, przekraczając próg. Spędzić w tych mrokach tyle czasu... Na dodatek bez boskiego wsparcia...
Kamienny oktagram w którym bulgotało coś śmierdzącego, drażniącego płuca. Wielki byczy posąg z iskrzącymi na czerwono oczyma z pewnością nie zachęcał do dalszego zwiedzania. Raczej mógł wypełnić strachem jakieś tchórzliwe duszyczki. Do takich Eve nie należała, i choć nie czuła obecności Zartata, to umiała wykrzesać w sobie potrzebną odwagę. Nie chciała wyobrażać sobie anioła w tym miejscu.
Te czerwone oczyska coś jej przypominały... Już gdzieś widziała ten błysk i demoniczną cząstkę... I chyba nawet wiedziała gdzie.
Do kamiennych nóg przytwierdzone były kajdany, a do kajdan anioł. Czyżby któraś z anielic z Bractwa, czy nieznajoma jej istota? Eve przyjrzała się anielskiej twarzy i sylwetce przytwierdzonej do posągu. Na razie bała się odezwać. Nie wiedziała jaką mroczną energią jest wypełniona ta sala, skoro nawet boskim aniołom odbiera siłę...
Funeris Venatio:
Potężne drzwi zatrzasnęły się z hukiem, gdy Evening dała ostatniego kroka i znalazła się wewnątrz. Uderzenie czerwonych skrzydeł masywnych wrót było tak nagłe, że wszyscy wokół podskoczyli z zaskoczenia. Lucas usłyszał, jak coś za nim upada. Panna Antarii spojrzała na twarz skrępowanego anioła. Spojrzała na nieprzytomną, starą, zniszczoną i poznaczoną bruzdami twarz tego, którego poprzysiągła poślubić.
Evening Antarii:
Jakieś przekleństwo na "k" przeszło jej przez głowę. Rzadko jej się to zdarzało, ale teraz to już była przesada. Czuła się jak bohaterka tych strasznych (ale i tandetnych) opowieści opowiadanych podczas ognisk organizowanych przez dzieciaki z podgrodzia. Ciarki przeszły jej po plecach.
Rozejrzała się w prawo, w lewo i za siebie też. Zrobiła obrót wokół własnej osi w poszukiwaniu żywej duszy. Albo nieżywej i groźnej.
Nieśmiało ruszyła do przodu. Ręce skrzyżowała na piersi przyjmują postawę jakby obronną, jak w zimną noc chroni się przed mrozem, tak teraz chciała oddzielić się od wszechobecnego zła. Przygryzła dolną wargę i szła w stronę posągu byka... Najpierw obok bulgoczącej cieczy ostrożnie zaglądając do środka. Mijała też kolejne pochodnie dyskretnie się im przyglądając. Im bliżej była, tym bardziej rozpoznawała w uwięzionym aniele Funerisa, jego rysy twarzy. Nie mogła się pomylić. Nawet zniszczona, poraniona cera, liczne blizny, ślady cierpień, nie sprawiły, że go nie rozpoznała.
Jeszcze raz obejrzała się za siebie. A potem wróciła do oględzin kajdan i reszty kamiennego byka, przy którym uwięziony był anioł.
Zupełnie zignorowała fakt, że przed chwilą Fun stał za drzwiami. To kolejna wizja w której widziała przeszłość. Mroczną i pełną bólu przeszłość jej ukochanego. Kilka miesięcy temu było tak naprawdę, choć teraz to była zwykła iluzja.
Nagle dopadła do czarnych kajdan, jakby tknięta jakimś impulsem. "Działaj!" - obudził się jej mózg. Zaczęła szperać przy łańcuchach, szarpiąc się z nimi rozpaczliwie jak dziecko, z całych sił chciała wydostać Funa z tej pułapki. Metalowe uciski były przeszkodą nie do pokonania...
Uklęknęła bezradnie przed posągiem i uwięzionym mężczyzną. Po tej chwili milczenia wstała i zapytała żałośnie. -Co mam zrobić by cię wydostać?...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej