Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
Funeris Venatio:
Funeris zmówił krótką modlitwę nad duszą Montego i ułożył jego ciało spokojnie przy ścianie. Niewiele mógł teraz z nim zrobić, już na pewno nie pochować, więc nie pozostawało nic innego, jak usunąć je z korytarza. Anioł wstał, starł krew z miecza o materiał na spodniach i ruszył korytarzem w lewo. Dotarli szybko do pomieszczenia, które zostało po prostu zawalone. Strop czegoś nie wytrzymał i przysypał całość. Nie wiedzieli, czy było to zagranie celowe czy nie, ale wiadomo było, że do środka się nie dostaną.
- Kurwa mać. Miałem nadzieję poszperać w jego księgach i notatkach... - powiedział z dezaprobatą Funeris, jakby mając za złe właścicielowi tego miejsca, że go nie wpuścił do środka.
Evening Antarii:
Podziemia widocznie nie były zbudowane solidne. Całe pomieszczenie było w gruzach i niewiele można było z tego wszystkiego wywnioskować. Przynajmniej dla postronnego obserwatora.
-A w czyich?- dopytała z ciekawością. Czyli jednak coś zapamiętał, i to dokładnie. I musiał być w pełny świadomy. Nikt niespełna zmysłów nie planuje szperania w papierach. To był dobry znak, choć to, czego Funeris szukał, leży teraz pod stertą gruzów.
Funeris Venatio:
- Tak jak mówiłem, Londona. Z tego, co mi się wydaje, albo raczej pamiętam, to on tutaj dużo czasu spędzał. Byłem tutaj raz, spętany jakąś mocą, ale jeszcze w pełni świadomy. Co się działo potem, to już niewiele pamiętam.
Lucas Paladin:
Po reakcji Funerisa było widać, że jest z nim coraz lepiej. Aura tego miejsca coraz mniej go przytłaczała, a Anioł zyskiwał siły. To dobry znak. Lucas zastanawiał się gdzie zatem teraz należy się udać:
- Więc co dalej, przyjacielu?
Funeris Venatio:
- Korytarz na prawo, a później idziemy przed siebie. Czuję, że możemy doczekać się konfrontacji. - Ze złością i, jak zauważyła Evening, pełną świadomością umysłu, Funeris kopnął jeden z kamieni, który poturlał się po korytarzu i odbił od ściany. Rozruszał barki, wydał szybki rozkaz wymarszu i ruszył drogą z powrotem. Na chwilę znów stanęli nad ciałem paladyna, rozejrzeli się wokół, czy nie napotkają żadnych nowych niebezpieczeństw i poszli w prawo. Po tyle samo trwającej chwili dotarli wreszcie do mocnych drzwi, które były wzmacniane czerwonymi sztabami metalu. Przed wejściem, na posadzce, ścianach i suficie, tworząc pełny zamknięty pierścień, wyrysowana w kamieniu była pewna linia. Inkrustowana piórami, mieniła się delikatnie i blado na niebiesko, połyskując na tle otoczenia. Drzwi nie były zamknięte, wystarczyło je pchnąć i otworzyć.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej