Tereny Valfden > Dział Wypraw

Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy

<< < (25/53) > >>

Lucas Paladin:
Pomieszczenie promieniowało potężną magiczną aurą. Lucas czuł jak jego energia zanika gdzieś w mroku, a dobroczynna moc Zartata zaczyna go opuszczać. Nie wróżyło to dobrze, zdecydowanie nie. Rycerz rozglądał się po budynku, a Funeris błądził myślami, jakby szkując dla siebie miejsca. Wtem mściciel poczuł coś, czego kompletnie się nie spodziewał. Przeszywający ból w kolanie, jakby ktoś złamał mu nogę. Z krzykiem upadł i starał się rozpaczliwie szukać punktu obrony. Z dołu dostrzegł twarz Montego, który stał nad nim z sztyletem w dłoni. Przerażenie Lucasa sięgnęło zenitu, "Zartacie", zdawała się wołać jego twarz. Na szczęście chwilę później widział jedynie jak głowa paladyna odpada od karku, a czarny jak noc Neltharion wysuwa się zza ciała oszalałego rycerza. Krew obryzgała twarz Lucasa, ale nic nie cieszyło go tak, jak widok Funerisa w pełni zmysłów. Przynajmniej na tę chwilę.
- Zartacie, chroń nas! - rzekł tylko Lucas. Niełatwo było przestraszyć świętego mściciela Bractwa ÂŚwitu. Ale to, co działo się w tym budynku od dłuższego czasu przyprawiało o dreszcie.
- Bracie, ile jeszcze takich niespodzianek nas czeka? - zapytał Funerisa.

Evening Antarii:
Uderzenie w głowę rękojeścią miecza przyprawiło dziewczynę o zawroty, ale nim upadła na ziemię, dostała jeszcze w brzuch. Ten cios sprawił, że Eve straciła na chwilę dech w piersi, za to ból głowy zszedł na drugi plan na kilka sekund. Tak jak podczas walki z demonem, tak i teraz, bardzo żałowała, że nie miała na sobie tej zbroi... Widocznie nie przywidywała nagłego buntu jej braci z organizacji. Co za niemiła niespodzianka...
Chwilę klęczała na zimnej ziemi obejmując się za pas i tylko raz syknęła z bólu. Z grymasem na twarzy rozmasowała bolącą skroń, a potem z zaciśniętymi zębami pozbierała się z kolan, wciąż mając dłonie przyłożone do brzucha. Ból trzewi był nieznośny, ale ten pulsujący w głowie też dawał się we znaki. Guz gwarantowany.
Otarła policzek z krwi rycerza i spojrzała z lekkim obrzydzeniem na jego rozkawałkowane ciało. Głowa i korpus oddzielnie.
-Czyżby i jego opanowały mroczne siły?...- spytała, wciąż jeszcze dochodząc do siebie. -Wszystko w porządku Lucas?- w przeciwieństwie do niego nie wołała o pomoc do Zartata. Jego i tak tutaj nie ma.

Funeris Venatio:
Lucas podał rękę Lucasowi, pomagając mu wstać i od razu podszedł do swojej narzeczonej, klękając przy niej. Objął ją czule, odkładając na moment Nelthariona. Sprawdził jej ranę na skroni, ale nie wydawało się, żeby coś strasznego stało się z jej czaszką. Lekko rozcięta skóra uwolniła nieco krwi, a guz już zaczął powoli rosnąć, znacząc skroń na sino-czerwoną barwę. Lucas mógł ruszać stawem, więc jemu też nic wielkiego się nie stało. Funeris rozejrzał się wokół, po innych członkach wyprawy, próbując spostrzec w nich coś dziwnego. Zajrzał w ich dusze, sondował w poszukiwaniu zwątpienia i poddania się mrocznej woli. Nic takiego nie znalazł, jedyny niepokój budziła jego własna ukryta cząstka, z którą nieustannie wewnątrz siebie się zmagał. Wielka bitwa, która nie miała końca.
- Czy ktoś jeszcze poddał się demonowi w swojej wizji? - powiedział wreszcie, jeszcze raz spoglądając po zakonnikach wokół.

Lucas Paladin:
Lucas rozejrzał po zebranych, rozruszał staw i spojrzał na Funerisa. Nie zamierzał w tym miejscu zostawać ani chwili dłużej. Należało załatwić to, po co się tu przyszło i natychmiast stąd wyjść. Strach strachem, ale rycerz nie był lekkomyślny. Ryzyko utraty życia, tylko po to, żeby zaspokoić ciekawość, do lekkomyślnych zachowań należało. Rzekł więc do Funerisa:
- Zdaje się, że wszystko w porządku. Ruszajmy dalej, nie ma co mitrężyć.

Evening Antarii:
-Taak... Im szybciej to wyjaśnimy i się stąd wydostaniemy tym lepiej- dodała niezadowolona z zaistniałej sytuacji. Chociaż... i tak pewnie nie obeszłoby się bez paru siniaków. Inaczej nikt by jej nie uwierzył, że walczyła z demonami.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej