Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
Funeris Venatio:
Funeris pokazał palcem na swoje czerwone oko, które przecież Marysia widziała codziennie od jego powrotu. Czuł się jeszcze nieco inaczej wewnętrznie, od środka, będąc zupełnie obco wyczuwanym nawet przez swojego konia.
- Z tego, co pamiętam, to tu magia może nie działać... - powiedział, idąc korytarzem przed siebie.
Lucas Paladin:
- Miejmy nadzieję. - mruknął tylko do siebie Lucas i podążył na Funerisem. Odpowiedź znajdowała się w tym miejscu. A dla rycerza powinna być oczywista. Należało wypędzić demona z Anioła i zabić go. Dobry demon, to martwy demon. Mściciel był gotów stanąć oko w oko z abominacją, aby wspomóc swojego przyjaciela. Miał szczerą nadzieję, że Funeris to czuł i wiedział, że ma za sobą ludzi, którzy pójdą za nim w ogień. Lucas był jednym z nich.
Funeris Venatio:
- Znaczy się nasza magia... - poprawił się zaraz. Nie wiedział czemu, ale miało się wrażenie, jakby im bliżej było celu, tym bardziej moc Zartata słabła. Trudniej było pobierać energię, nie można było się dostroić z potęgą boga. Wtedy, gdy uciekał przed mrocznymi mocami tego miejsca, też nie mógł korzystać ze swoich zaklęć. Zawiódł się na pocisku esencji, zawiódł się na kuli światła. Nawet telekineza nie działała tak, jakby tego sobie chciał. Wyczerpany, ranny, pozbawiony cząstki siebie. Biegł, słaniając się, krwawiąc po ścianach.
Po chwili doszli do potrójnego rozwidlenia. Prawo, lewo i przed siebie.
- Ktoś miał swój gabinet na lewo, na prawo powinna być sala mojego przetrzymywania, a naprzeciwko... nie pamiętam, co było naprzeciwko, chociaż wiem, że spędziłem tam bardzo dużo czasu.
Evening Antarii:
Plamka w oku była tą demoniczną cząstką?... Dobrze, że demon nie pozostawił po sobie większych śladów. Choć mamrotanie, mówienie jakichś niezrozumiałych rzeczy, bycie myślami gdzieś daleko ze swoimi myślami, były kolejnymi oznakami obecnego w nim zła, którego nie dało się nie zauważyć.
A tę plamkę traktowała jako zwykłą zmianę na oku, która przecież czasami się zdarzała i nie była oznaką niczego niepokojącego.
W miarę zagłębiania się w korytarz Eve wyraźnie czuła, jak jej energia słabnie. Jej "łączność" z bogiem była poważnie zmniejszona. Teraz jedynie kiścień, miecz i tarcza mogły być naprawdę przydatne. A szkoda, bo mściciel wolała działać na odległość posyłając w przeciwników przeróżne zaklęcia magiczne.
-Mogę iść z którymś z paladynów na lewo- powiedziała, gdy dotarli do rozwidlenia, i rozejrzała się po twarzach rycerzy.
Funeris Venatio:
- Nie wiem, czy powinniśmy się rozdzielać - powiedział Funeris. Rozmasował kark, jakby nagle złapały go jakieś skurcze. Sam czuł, jak coś mu się kłębi pod skórą. Czuł mrowienie, nieprzyjemne swędzenie, coś chciało się przebić przez warstwę naskórka. Uczucie nie ustawało.
Wtedy stało się coś dziwnego, czego nie zrozumiał niemalże nikt. Monte stanął między Lucasem i Evening, rozglądając się po suficie. Gdy inni podążyli za jego wzrokiem, zakonnik zrobił coś niespodziewanego. ÂŁupnął z całej siły mściciela pod kolano, aż ten upadł w krzyku na kamienną posadzkę. W tym samym momencie uderzył głowicą miecza w głowę jedynej kobiety w towarzystwie, ogłuszając ją na moment. Kopnął ją jeszcze w brzuch, znowu odwracając się w stronę mężczyzny. W jego ręku pojawił się sztylet, który wbił gdzieś pod blachy pancerza Lucasa. Nie dosięgnął jednak dobrze do ciała, gdyż był przy nim już Funeris. Jednym szybkim cięciem ściął mu głowę, a krew popłynęła z tętnicy, plamiąc wszystkich wokół.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej