Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
Lucas Paladin:
Lucas, obecnie zamykający pochód podszedł teraz bliżej Funerisa. Miał nadzieję dowiedzieć się czegoś, co pozwoli zrozumieć mu tajemnicze wizje, zapewne związane z nieobecnością przyjaciela. Musiał wyciągnąć z niego wszystko, co się da. Poklepał go delikatnie po ramieniu dając Aniołowi do zrozumienia, że chce z nim porozmawiać. Nie wiedząc za bardzo jak zacząć, Lucas zdecydował zachować się po męsku, prosto z mostu:
- Bracie, musisz nam wyjaśnić skąd się biorą te wizję, co się wtedy stało. Rozumiesz chyba, że nie jesteśmy bezpieczni. A mimo tego, że jesteśmy Bractwem ÂŚwitu, nie jesteśmy nieśmiertelni.
Evening Antarii:
O! Pytanie Lucasa było bardzo trafne. Mściciel wątpiła, żeby Funeris to wiedział. Sam ulegał tym iluzjom. Ale może podczas swego pobytu widział tu coś, lub kogoś bardzo potężnego, z umiejętnościami władania cudzymi umysłami... Lub inne szczegóły mogące zaprowadzić członków wyprawy do źródła owych czarów.
Na razie znajdowali się w pomieszczeniu przypominającym stołówkę. Jednak nikt tutaj od baaaardzo dawna nie spożywał posiłków - świadczyły o tym ławy i stoły mocno połamane i zniszczone, a także ich kościsty przyjaciel.
Evening nie była mistrzem jeśli chodzi o wiedzę o magii. A te magiczne światła płonęły, rozjaśniając zakonnikom pomieszczenia i kolejne korytarze.
-Parszywe miejsce...- szepnęła jakby sama do siebie. Trochę ją to zasmucało, gdy wyobrażała sobie Funerisa tutaj, poddawanego okrutnym procedurom. -Co to za miejsce?- spytała głośniej w między czasie chodząc i rozglądając się po podziemnej stołówce.
Funeris Venatio:
Evening nic konkretnego nie znalazła, paladyni też nie.
- Skąd się biorą wizje? Jak zwykle w takich sytuacjach, od demona. Potężnego, wielkiego, złego i mrocznego. Widzicie, moi kochani, powoli sam zaczynam rozumieć, przypominać sobie i... i odkrywać to wszystko. - Ostatnie powiedział z pewną odrazą, jakby wywoływało to u niego naprawdę nieprzyjemne wspomnienia.
- Ja... - nawet nie wiedział, czy chce to powiedzieć. - Ja sam mam jego cząstkę w sobie. Gdzieś tutaj, na którymś z poziomów, jest pewna sala. A tam, wśród przeróżnych niebezpieczeństw, czai się jedno, którego się boję. Sekta okazała się tylko posłańcem, przekaźnikiem, środkiem do celu. Tak, oni mieli swoje własne plany, ale któryś z nich zbyt bardzo się w nich zatracił i chyba sam nie spodziewał się, z kim wszedł w pakt. Pamiętacie Londona Price'a?
Lucas Paladin:
London Price. To miano coś mówiło Lucasowi, ale nie do końca potrafił sobie skojarzyć kto to. Niemniej jednak otrzymał mniej więcej część odpowiedzi, której oczekiwał. A więc niestety, chodziło o demona. I to potężnego, skoro zdołał po części zawładnąć Aniołem. - Nie spotkałem Londona osobiście. To przywódca sekty? - zdenerwowania Lucas ukryć nie zdołał. Ale postanowił być opanowany. Strach należy odczuwać, ale nie należy się mu poddawać.
Evening Antarii:
Wizje były dziełem demona. I to potężnego, co martwiło Eve. Przypomniała sobie swoje mizerne początki w Bractwie - już wtedy sekta szkodziła organizacji, lecz po cichu, a nie przez wielkie akcje z demonami. I już wtedy kierowało nią coś potężniejszego, z czym przyszło się zmierzyć Bractwu dopiero teraz, być może w bezpośrednim starciu.
-Fun, to ty jesteś kluczem do rozwiązania tej zagadki. Wszystko co pamiętasz, fakty które skojarzymy - wszystko się przyda- powiedziała. -A... co to znaczy, że jego cząstka jest w tobie?- zbliżyła się do anioła i przyglądała mu się uważnie. Czy było coś, co dało się zauważyć z zewnątrz, jakaś oznaka, blizna, którą ona przeoczyła?
-To jasne, że sekta działała z polecenia tego "demona"- mówiła dalej. A Londona pamiętała, oczywiście. Uśmiechnęła się smutno na wspomnienie tej wyprawy z pewnym sarkastycznym i cynicznym wampirem, którego bardzo lubiła, choć sama nie wiedziała dlaczego. -Pamiętam Wasapa, wysłanego właśnie przez Londona, jak się później okazało. On i jego banda mieli zabić Draga. Wasapa przekazaliśmy straży miejskiej, a co się działo z Londonem... tego nie wiem. Może działał dalej, a może pozostawał w ukryciu...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej