Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wiejskie problemy
TheMo:
W końcu zobaczył ogień pochodni. A następnie okolica rozświetliła się płomieniami zajmującymi po kolei magazyny.
-A Bastardo odpowie.
Powiedział cicho i potarł zapałką o draskę. Potrzymał ją trochę okrytą dłoniami, aby się lepiej rozpaliła. Potem rzucił ją do jednego z magazynów. Ogień szybko rozprzestrzenił się po wylanej oliwie, by po chwili zając inne elementy wyposażenia. Za niedługo zajmą się też i drewniane ściany. Podbiegł do drugiego budynku, w którym rozlewał oliwę. Powtórzył czynności wykonane przed chwilą i kolejny składzik dołączył do swych, dymiących się braci. Nawet śnieg nie zatrzyma tego szalejącego żywiołu. Jedynie ograniczy jego rozprzestrzenianie się. Ale zadanie można uznać za wykonane. Themo biegiem wrócił do towarzyszy. Gdy odbiegł trochę od palenisk przestał czuć ich ciepło.
Silion aep Mor:
- No nareszcie jestes! Z ogarniecia w akcji 3+ - zasmial sie - Zabrales mi moja oliwe i magazyn. Narwany jestes! Spodobalbys sie brzytwie. Ale dobra, wracajmy. Oto twoja pochodnia. - podal ci ponownie pochodnie abys mogl pozniej oswietlic sobie droge. Wracaliscie o dziwo spokojnie. W polowie drogi odpaliliscie pochodnie. Po jakims czasie doszliscie do wioski. - Swietna akcja. Ty lepiej idz do soltysa, mimo iz jest 2 w nocy czeka na ciebie. Chlopaki idziemy sie schlac. - niziolki znikli w karczmie a ty zostales sam.
//Jest 2:00 w nocy.
TheMo:
Wrócił brodząc w śniegu i przyświecając sobie pochodnią. Kiedy za horyzontem zniknęły płonące magazyny, przestał się odwracać. W końcu dotarli do wioski.
-Wypijcie też moje zdrowie.
Rzucił na pożegnanie miłej kompani, z którą zrobili porządek. Cóż, lepiej mieć pod nosem jedną zaprzyjaźnioną bandę niż kilka neutralnych lub, co gorsza, wrogich. Zgasił pochodnię, gdyż w Chmielowie było w miarę jasno. ÂŹródła światła bijące z domów pozwalały mu na odnalezienie drogi do sołtysa. Stanął przed drzwiami jego domu i zapukał. Nie robił tego głośno. Nie chciał budzić mu żony, czy kto tam jeszcze z nim mieszka.
Silion aep Mor:
Soltys niestety mieszkal sam lecz Themo tego nie wiedzial. Gdy zapukal uslyszal krotkie. - Właź chłopie!
TheMo:
Otarł buty, by nie nanieść śniegu sołtysowi, który potem musiałby wycierać tą wodę. A że baby nie miał to sam by to zrobił. Wszedł do środka i zamknął drzwi za sobą. Mróz pewno nie był też pożądaną rzeczą w domu krasnala. Zaczął pocierać dłonie w celu ich ogrzania.
-Robota wykonana.
Zdefiniował krótko cel swojej wizyty.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej