Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pośród traw i starych drzew: Pani Jeziora
Demetris:
Demetris tym czasem schowała się za drzewem, blisko ogniska. Pospiesznie ogarnęła sytuację swym bystrym okiem. Szkoda, że była noc. Przez to jej oczy wychwytywały tylko jakiś ruch, czarne plamy czające się po prawej albo lewej. I te przerażające ślepia namierzające ją jako ofiarę. Kolejny dowód na to, że las nie jest zupełnie bezpiecznym miejscem, dla kogoś kto nie umie walczyć... Chęć pomocy grupie przeważyła. Odwaga przerosła strach, a drżące ręce rudowłosej zacisnęły się na łuku bardzo spokojnie, odruchowo. Opanowała szybki oddech i skupiła się na jednym celu. Na jednym wilczku który podszedł zadziwiająco blisko. Na tle ciemności wyróżniały się tylko jego białe kły.
Spotkanie oko w oko dwóch leśnych istot walczących o przeżycie musiało skończyć się śmiercią jednego z nich. Elfka nie chciała go zabijać... Może postraszyć palącym się drewnem z ogniska? Przestraszyć krzykiem? Niemal czuła jego oddech na swojej skórze... Ale to tylko wyobraźnia podsuwała Demi takie obrazy, kazała zebrać się w sobie i strzelać. Bo ile można czekać na oddanie jednego strzału? O, na pewno wilk nie będzie taki cierpliwy, by łaskawie poczekać, aż rudowłosa naciągnie cięciwę, wyceluje, strzeli - i go zabije.
Demetris miała naciągnięty łuk. Okrążyła drzewo, by nieco się za nie schować. W jednej chwili przybrała wyuczoną postawę łucznika. Stanęła bokiem, prawa ręka była gotowa by w każdej chwili puścić strzałę... Noo... chodź trochę bliżej wilczku... nakazała mu w myślach. I jak na rozkaz ruszył w jej stronę z odległości około 20 metrów. Warknął i zaczął biec w jej stronę, jak myśliwy polujący na ofiarę. Jeszcze tylko trochę... Nie spieprz tego Demi... tym razem nakazała sobie. Gdy zwierzę było jakieś 10 metrów od niej wreszcie posłała strzałę w jego stronę. Przeleciała między drzewami z charakterystycznym świstem. A sekundę później tkwiła gdzieś poniżej gardzieli.
Oko jej nie zawiodło. Dziesięć metrów wystarczyło by wilk dostał w pierś. Strzała utkwiła jakoś krzywo, ale skutecznie unieruchomiła wilczka. Na szczęście dla długouchej.
-Ventepi, dziękuję, że pomogłaś mi obronić się przed tym wilkiem. Jego ofiara nie pójdzie na marne...- powiedziała do siebie nad martwym już ciałem futrzaka.
25-1=24 żelazna strzała
//(mogę odzyskać?)
1x wilk
Kenshin:
Ostatni z wilków postanowił zaatakować orka i go ugryźć w nogę niestety dla wilka źle się to skończyło, bo gdy tylko podbiegł wystarczająco blisko to Kenshin odepchnął go telekinezą wybijając z rytmu. Pasterz stworzenia dobył dwuręcznego bułata i dobiegł do zdezorientowanego wilka i mocnym uderzeniem z góry na dół trafił czworonoga w głowę. Czaszka pękła na pół a krew i resztki mózgu zdobiły srebrną broń. Ork w ostatnim akcie wytarł broń mokrą trawę i schował do pochwy dziękując bogini za przeżycie tego ataku.
0x wilk
Progan:
Po walce Progan odsapnął - Uf - wypuścił powietrze opuszczając łuk.
- Pani, racz przyjąć do swojego królestwa twe sługi, które na Twoją chwałę chodziły po tym świecie... - szepnął i zarzucił na plecy łuk.
- Trzeba pobrać trofea - powiedział - Pasterzu, zbierz tyle ile potrafisz, ja dokończę.
Nessa:
- Pomogę - długoucha drugi raz powiedziała to słowo w ciągu godziny. Wilk, z którym walczyła, padł. Odwróciła wzrok od zwierzęcia. Za zbędne uznała wszelkie modlitwy. Ventepi wie, co siedzi w głowach drużyny w końcu. - Trochę się na tym znam, ale mam jedynie sztylety - mówiąc to, schowała srebrny sztylet i wyciągnęła ten z mosiądzu. - Nie mam jednak w co pobrać krwi, więc jeśli sądzicie, że się ona przyda w jakiejś ilości... - Nie dokończyła. Odłożyła swój miecz i uklęknęła przy swojej ofierze. Pogłaskała go po korpusie w czułe wyglądającym geście, który po prostu sprawdzał sierść. Upewniła się, że w zwierzęciu nie tli się nawet odrobina życia i wzięła się za pobieranie trofeów. - Ma ktoś sznur?
Nigdy nie uważała tego za coś przyjemnego. W szczególności, że czekała ich jeszcze podróż. Nie mogli teraz wrócić i odnieść zdobyczy. Kciukiem podniosła wargę wilka, by zobaczyć stan kłów. Zostawiła je jednak na sam koniec i zaczęła nacinać skórę. Sztylet był ku temu nie najwygodniejszą bronią, lecz przyzwyczaiła się już do niego. Swój nożyk gdzieś zostawiła, nie pamiętając nawet kiedy.
Zwierzę trzeba było gdzieś zawiesić, a długoucha na ten akurat spacer nie wzięła nic odpowiedniego do przywiązania!
Nawaar:
Dhampir natomiast wracał z polowania na kretoszczury z mięsem narzuconym na plecach. W swych dążeniach chciał jak najszybciej wrócić do obozowiska, by nakarmić głodnych członków zgromadzenia. Dziecko świtu wiedziało jednak. że daleko nie opuściło miejsca gdzie rozpalone zostało ognisko i wkrótce powinno dołączyć do reszty.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej