Tereny Valfden > Dział Wypraw

Pośród traw i starych drzew: Pani Jeziora

<< < (19/45) > >>

Progan:
Progan naciągnął łuk, przyciągnął cięciwę do policzka, lotki musnęły go skórę. Zostali otoczeni przez wilki i wargi. Jednego z nich udało się zabić Kenhisnowi. Ten początkujący druid wykazywał się znajomością pradawnej, szamańskiej magii. Progan natomiast nie znał jeszcze magii. Miał jednak łuk i umiał się nim posługiwać po mistrzowsku. Teraz kiedy zwierzęta były blisko, celność była wręcz stu procentowa. Pojawił się wilk, obiegając z prawej, odbił szybko w lewo i rzucił się na drużynę. Staruszek tylko zluzował uścisk palców. Strzała zasyczała w powietrzu i łupnęła w czaszkę bestii posyłając ją na ziemię. Następnie wybiegł kolejny, tym razem zza pleców grupy. ÂŁucznikowi takiemu jak Progan wystarczyło tylko sekundy na ponowne napięcie cięciwy i wycelowanie. Zwierzę dostało od góry nad kark, pomiędzy łopatki. Strzała dotknęła serce.

1x warg
4x wilk

Lithan le Ellander:
//:Silvaster, udało Ci się zabić wszystkie kretoszczury i nie otrzymałeś przy tym żadnych obrażeń.

//:Kenshin zabiłeś warga.


Lithan miał twarz z kamienia. Wiedział co należy robić. Rzucanie zaklęć mogło być ryzykowane dla kompanii, elf więc uniósł szybko dłonie nad głową i klasnął. Jego ciało w jednej chwili rozpłynęło się w dym z którego wyleciała chmara 20 czarnych kruków. Ptaki wnet zaczęły atakować i dezorientować pozostałe przy życiu drapieżniki. 

Nawaar:
Dhampir pochował wszelakie bronie i zaczął od przyciągnięcia kretoszczura, który oberwał strzałą. Silvaster podszedł do niego i najpierw wyciągnął strzałę oceniając ją do ponownego użytku, a potem wziął go na ręce i zaniósł do pozostałej dwójki, by nie latać tam i z powrotem zbierając trofea i mięso. Jednak nim zabrał się za zbieranie trofeów wyjął jeszcze nóż z czaszki jednego i schował go do pochwy. Teraz mógł zająć się zbieraniem trofeów. Dziecko świtu wyciągając srebrny sztylet rozpoczęło całą procedurę pozyskiwania trofeów, czyli najpierw ponacinało skóry wzdłuż tułowia stworzeń, potem w okolicach łap, po czym lekko szarpnęło ściągając trofeum z pleców stworka w ten sposób pozyskało kilka metrów różowiutkiej skóry. Następnie zabrał się za kły i pazury na samym początku wziął się za pazury i wbijając delikatnie sztylet w każdą łapę starał podważyć się z chirurgiczną precyzją wyciągając każdy, po kolei a kły wydobył tak roztworzył każdemu małemu stworkowi jego paszczę, po czym wbijając je w dziąsła starał się je wycinał je razem z zawartością, aby później oczyścić. W taki oto sposób dobył trofea które schował do skórzanej torby, ale wiadome było, że nie poszedł sobie zapolować dla nich, tylko zdobyć jedzenie na później. Dlatego też mając wciąż sztylet w ręku poucinał wszystkie uda z kretoszczurów i znajdując pnącze przywiązał je do siebie i zarzucił na plecy. Tak właśnie zakończyła się wędrówka po jedzenie i wystarczyło wrócić na miejsce obozowiska, co właśnie czynił maszerując w jego stronę.

// Ile trofeów pozyskałem?
// Strzała i nóż nadają się do ponownego wykorzystania?


 

Kenshin:
Szept zauważył, że warga, którego trafił soplami pozbawił życia bezboleśnie czego efektem był uśmieszek pojawiający się na jego twarz do czasu aż stworzenia nie rozpoczęły kontrataku, ale całe szczęście Lithan pomyślał o wszystkim i przemieniając się w kruki zdezorientował przeciwnika.. Ork czując, że moc magiczna ponownie zawitała do jego ciała i duszy znów rozpoczął czarować. Kenshin skupiając się przyciągnął do swojej wielgachnej łapy drobinki wody i zaczął oddziaływać na nie swoją mocą magiczną. Pasterz stworzenia w odpowiednim momencie wykrzyknął inkantację sopla lodu. - Izosh! W jego dłoni uformował się ostry jak brzytwa sopel, który pchnięty telekinezą poleciał w stronę drugiego czającego się warga trafiając go w sam środek czoła. Warg zastygł w miejscu gdy chłód dotarł do jego mózgu zamarzając go częściowo, po czym padł bezdechu tam gdzie stał.
    Jednak to nie był koniec potyczki, bo zbierając resztki mocy magicznej wypowiedział znaną już wszystkim inkantacje lodowego sopla. - Izosh! Wypowiedziały czarne usta tworząc drugi sopel z resztek wody zostającej mu na rękach. Pocisk był gotów do rzutu, więc lekkie pchnięcie telekinezą sprawiło, że sopel przemierzał przestrzeń powietrzną poszukując potencjalnego celu, który obrał sobie Kenshin. Pasterz stworzenia za swój cel wybrał wilka, który co rusz naskakiwał na czarne kruki i czarny ork wyczekiwał odpowiedniego momentu do skoku bestii i nie musiał w cale na to długo czekać, kiedy się to wydarzyło i gdy wilk ponownie wyskoczył przypieczętował sobie swój los, bo po chwili jego serce zostało przebite, przez ostry sopel. Stworzenie umarło podczas skoku i opadając na ziemię wyłożyło się.


0x warg
3x wilk

Nessa:
   Długoucha oczywiście nie przyglądała się wszystkiemu bezczynnie. Oceniała sytuację, jednak kruki jej to znacznie utrudniły. Było głośno, było tłoczno. Było ciemno. To nie był dobry czas dla niedoświadczonej wojowniczki, która właśnie robiła delikatne okrężne ruchy prawą dłonią, w której trzymała sztylet. Upewniła się jeszcze, czy Demetris jest bezpieczna i mogła ruszyć. Szczególnie, że niewiele jej już zostało. Kenshin z Proganem zajęli się praktycznie wszystkimi. Niebezpieczeństwo pozornie odeszło. Nessa tak po prawdzie dziwiła się, że reszta zwierząt nie wycofała się z podkulonymi ogonami. Jednak trzeba było zakończyć ten nieprzyjemny początek postoju.
   Tinuviel złapała mocniej miecz, starając się przypomnieć sobie co do czego. Trzeba kłuć ostrym końcem. Chociaż, biorąc pod uwagę doświadczenie Nessy, taki rodzaj ataku nie byłby zbyt humanitarny w odczuciu bogini, której teraz służyła. ÂŁuku jednak nie miała przy sobie. Zresztą w nocy, gdy zwierzęta są tak blisko, nierozważnie jest być w otoczeniu samych łuczników. Mają oni niewielkie szanse przy bliższym spotkaniu.
   Zatem elfka ruszyła. Oglądała nie raz dobrych, a nawet wybitnych wojów w walce. Nie mogła sobie jednak przypomnieć, jak wygląda jej początek. Raczej nie biegną tak "na hurra". Dostojne podchodzenie też nie ma racji bytu. Choć może oni się zwyczajnie nad tym nie zastanawiają i po prostu atakują? Widocznie następnym razem elfka będzie się musiała temu przyjrzeć. Teraz nie było czasu.
   Ruszyła na wilka, który był oddalony od dwóch pozostałych. Zawsze to dawało jej jakieś szanse. Jedyne, czego była pewna, to że nie chciała powtórzyć swojego machania sztyletem ze starcia z krukiem w chatce. Taka panika mogła się źle skończyć. Zatem teraz długoucha musiała wyczuć odpowiedni moment. Gdy zwierze ją już zauważyło, a raczej uznało, że dziewczyna znajduje się zbyt blisko niego i może to sugerować dziwny rodzaj ataku, z którym zapewne tak wiekowy wilk jeszcze się nie spotkał. Ruszył w kierunku elfki, która wykonała niezgrabny cios z lewej do prawej na wysokości pyska zwierzęcia. Tinuviel miała ogromną przewagę - dystans, który dawał jej miecz i długość ręki. Jeśli wilk podszedłby zbyt blisko, miała sztylet. Tak sobie przynajmniej powtarzała. A wilki, w przeciwieństwie do psów, nie gryzły po nogach, a od razu starały się przewrócić przeciwnika i dostać do jego szyi.
   Cios niestety na niewiele się dał. Musnął zwierzę i jeszcze bardziej je rozsierdził. Może gdyby był dzień Nesa zauważyłaby krople krwi. Czyli elfka miała niewiele czasu. Cofnęła się dwa kroki w tył gotowa na atak. Wilk susem chciał pokonać odległość ich dzielącą, lecz długoucha już w odpowiednim miejscu trzymała miecz. Skok nie był zbyt wysoki, więc cięła na odlew od prawej, gdyż miecz miała w lewej ręce. Ciężko to nazwać poderżnięciem gardła, ale powinno według zamierzeń łuczniczki uszkodzić poważnie szyję zwierzęcia. Jednocześnie próbowała odsunąć się w lewą stronę, by uniknąć nieprzyjemnych konsekwencji możliwie nieudanego ataku.
   Jeśliby jej się udało, to wciąż miała w ręku sztylet, by dobić zwierzę. Niech Ventepi ma je w opiece!

0x warg
2x wilk?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej