Tereny Valfden > Dział Wypraw

Pośród traw i starych drzew: Pani Jeziora

<< < (18/45) > >>

Progan:
Progan wstał i złapał za łuk, nałożył strzałę. Wpatrywał się w ciemność i powiedział
- Ventepi, poniechaj nam tej walki, a jeśli taka jest Twoja wola raz dać nam pewne oko i silne ramię - rzekł i zaciągnął się leśnym powietrzem.

Lithan le Ellander:
//: Slivaster
//: Ale jest noc, a Ty jesteś w lesie. Wiesz ile drzew jest w lesie na długości 100 metrów. DUÂŻO. A Ty owszem, widzisz w ciemnościach, ale nie PRZEZ materię ;)
//: Zbliżyłeś się na odległość 40 metrów. Pomiędzy pniami widziałeś poruszające się sylwetki zwierząt. Były to 3 kretoszczury.

3x kretoszczur



//: Reszta grupy
//: No cóż... Zwierzęta jednak nie odeszły :(
//: 20 metrów przed wami pojawiły się pierwsze sylwetki drapieżników. Kierowały się na was, powoli was okrążając. Warczały na was zachodząc was z boków.

2x warg


6x wilk

Nawaar:
Dhampir zbliżył się do miejsca pisków na jakieś 40 metrów, po czym okazało się, że teraz nie tylko słyszy ich piski, ale i również widzi małe sylwetki trzech różowych szczurków. Silvaster stwierdził, że to dobra okazja do sprawdzenia swoich nowo nabytych umiejętności strzeleckich. Dlatego ukucnął i nakładając żelazną strzałę na cięciwę łuku mocno ją naciągnął. Teraz starał się wyczuć moment, w którym jeden z kretoszczurów odwróci się pyszczkiem w jego stronę całe szczęście, że bestie były w ruchu i nie trzeba było czekać całej nocy na odpowiednią sytuację, gdyż potrwało to dosłownie ze cztery może pięć sekund, gdy Silvaster wypuścił strzałę. ÂŻelazny pocisk przeleciał dystans 40 metrów w mgnieniu oka przecinając chłodne jesienne powietrze i bezbłędnie trafiając w łysą głowę jednego z kretoszczurów. Grot strzały bez problemów przeciął miękką skórę a potem kości czaszki by zatrzymać się na mózgu i tam utkwić na stałe. Dhampir wiedział, że bestia nawet nie poczuła, co i kiedy ją trafiło więc tym razem nie mógł sobie zarzucić tego, że nie oddał zwierzęciu należytego szacunku.
    Dziecko świtu zdało sobie teraz sprawę, że pozostałe dwa kretoszczury go zauważą i ruszą w jego stronę. Tak się właśnie stało, bo po chwili zorientowały się, że ich kolega przestał się ruszać i oddychać a dźwięk pisków wydawał się, coraz bardziej donośniejszy znaczyło to, tyle że rozpoczęły swoją szarżę na pozycje Silvastera, ale wiedząc, że ich marsz zemsty potrwa długo z racji powolności ruchów to postanowił im pomóc zbliżając się do nich samemu. Dhampir schował łuk do sajdaka i dobywając srebrnego miecza oraz miedzianego noża ruszył wyskakując w dal, tak właśnie skrócił dystans o kolejne 10 metrów. Teraz biegł dalej przed siebie prosto na parkę kretoszczurów, po minucie się spotkali patrząc sobie w oczy, ale to one pierwsze zaatakowały chcąc odgryźć łowcy jego palce u stóp. Dziecko świtu nie zastanawiało się długo i odskoczyło do tyłu gdzieś na 2 metry, po tym złapało rękojeść nożna, pomiędzy swoje palce i cisnęło nim trafiając bezpośrednio w czoło jednego z kretoszczurów, który ponowił atak na nogi Silvastera. Miedziany nóż również doskonale przebił czaszkę bestii lądując ostrzem w mózgu uszkadzając go poważnie, co pozwoliło unieszkodliwić kretoszczura na miejscu i pozbawiając go szybko i bezboleśnie życia. Martwy szczurek padł praktycznie, pod stopami długowiecznego.
    Dla dhampira nie był to koniec walki, bo ostatnie z żywych stworzeń rzuciło się na niego w szale również starając się chwycić go zębami i odgryźć, co nieco. Na nieszczęście kretoszczura usłyszał jedynie kłapnięcie własnych zębów dlatego, gdyż dziecko świtu przeskoczyło go i wylądowało za nim na odległość około 2 metrów. Jednak to nie zniechęciło kretoszczura i odwracają się ponowił atak starając się dziabnąć plecy długowiecznego. ÂŁowca jednak wiedział, co się święci zrobił dwa przewroty do przodu skutecznie unikając kolejnych ataków, by w końcu odwrócić się i solidnym pchnięciem wbić srebrną klingę w paszcze różowego szczurka. Kretoszczur zastygł na moment z mieczem w środku, po czym osunął się z niego gdy, tylko dhampir wyciągnął miecz. Dusza stworzenia powędrowała do bogini w pokoju nie zaznając bólu, tak przynajmniej Silvasterowi się wydawało. Jednak mając się cały czas na baczności wysłuchiwał się nadal w odgłosy lasu, by nie zostać zaatakowanym podczas zbierania trofeów i mięsa na jedzenie.

0x kretoszczur

Pozostaje :

3xNazwa amunicji: żelazna strzała 
0x Nazwa broni: nóż do rzucania

//Sprawdzę natomiast w następnym twoim poście czy nadają się do odzyskania.
   
   

Kenshin:
Niestety prośby Progana spełzły na niczym i towarzysze musieli zmierzyć się z naturą. Kenshin mógł być pewien, że stworzenia zostały zwabione, poprzez ognisko i unoszącym się dym. W ten sposób wyczuły łatwą zdobycz z członków konkordatu, ale na nieszczęście bestii ludzie ze zgromadzenia umieli się bronić. Czarnemu orkowi nie spodobało się to, że zapomniał łuku i będzie zmuszony zdradzić swoją tożsamość reszcie grupy i pokazać swoje czary. Jednak uśmiechnął się na myśl, że nie było z nimi Hangmara, który po orczym pokazie mógł zadać kilka niewygodnych pytań. Dlatego ork skupił w sobie moc magiczną i zaczął się koncentrować ściągając cząsteczki wody będące w powietrzu i zbierając je na dłoni wypowiedział inkantacje sopla lodu. - Izosh! W czarnej łapie pojawił ostry i przeźroczysty szpikulec mogący zrobić dziurę w niejednym płocie. Kenshin zlokalizował przeciwników, którzy powoli otaczały towarzyszy a to dlatego, że głośno warczały więc trzymając sopel w dłoni pchnął nim za pomocą telekinezy starając się trafić jednego z przeciwników w głowę a jako, że była noc mogło to zostać utrudnione lecz, żeby zmniejszyć ból dla zwierzęcia postanowił wyczarować jeszcze jeden taki sopelek. Ork zebrał resztki mocy magicznej i znów ściągając wokół siebie drobinki wody wypowiedział ponownie inkantacje sopla lodu. - Izosh! Pojawienie się ponownie sopla nie trwało długo i tak jak zostało napisane wcześniej bez zastanowienie cisnął nim za pomocą telekinezy w prawdopodobnie rannego warga, by skrócić jego cierpienia do minimum, lecz tym razem nie wiedział gdzie trafił bestię.

2x warg Jeden prawdopodobnie zabity, ale niech prowadzący określi.
6x wilk

Nessa:
Strzelajcie. Strzelajcie, proszę. Nessa kręciła głową, próbując wyłapać alfę tego stada. On powinien dać znak do ataku. Liczyła jednak, że Progan i Demi wcześniej zdejmą chociaż dwie sztuki. Udziału Lithana ocenić nie mogła. Wiedziała, że na łuczników może liczyć. Rudowłosa miała to we krwi, a hierofant był doświadczonym łucznikiem. To widać nawet po chwycie broni i przygotowywaniu się do strzału. Ze strony starca Tinuviel nie musiała się obawiać ataku w plecy. Delikatnie wysunęła prawą nogę przed siebie.
Gdyby długoucha miała kilka sekund więcej na pewno zdążyłaby się zdziwić, że ork włada magią. I to magią tak bardzo przypominającą tę nauczaną w Gildii Magów. Swoją drogą ciekawe jak się potoczyły dalej losy czarodziejów. Może niektórzy zaczęli sami praktykować magię, a może niektórzy zostali przygarnięci przez inną organizację. Nie miała jednak tego czasu, więc czekała jedynie na odpowiedź wilków, by ją odeprzeć. Rzucanie się na drapieżniki miało niewiele sensu. Rozszarpały by ją bez problemu. Mogła jedynie bronić towarzyszy i siebie samej.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej