Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pośród traw i starych drzew: Pani Jeziora
Nessa:
Długoucha nie odzywała się już więcej. Szła w milczeniu , napawając się cudownymi kolorami, które ją otaczały, a które zwiastowały powolne nadejście hemis. Dużą uwagę poświęcała stawianym krokom, gdyż złociste podłoże bywa śliskie, a upadek elfa w lesie mógłby wywołać ogromną wesołość kompanii i zakłopotanie Nessy. Nie z takiej strony chciała się pokazać. Bądź co bądź, ale nie była byle świeżakiem. ÂŚwietnie radziła sobie z łukiem, całkiem nieźle ze sztyletami, bez pytania potrafiła oprawić praktycznie każdy rodzaj zwierzyny... i to by było na tyle. Zbyt wiele w swoim krótkim życiu to ona nie zrobiła, ale ukrywanie się w lasach opanowała do perfekcji.
Zerknęła na niewielkie prześwity nieba. Niedługo się zatrzymają. Może wtedy będzie ognisko, o którym Tinuviel wspominała! Kątem oka dostrzegła Progana. Obawiała się o niego. Nie wiedziała, jak zniesie podróż, lecz na razie radził sobie wyjątkowo dobrze. Uśmiechnęła się pod nosem i ruszyła dalej, ciągle pilnując się, by nie iść za szybko.
Lithan le Ellander:
Noc nadeszła szybko, jak to późną jesienią. Szarość świata połączyła pnie i kamienie w jedno. Ziemia zlała się z niebem i już po kilku chwilach ciemna szarość opanowała wszystko. Za nią napłynęła ciemność. Coraz głębsza, coraz bardziej atramentowa.
- Zmierzcha, za chwilę nie będziemy widzieli zupełnie nic... - powiedział i zbliżywszy kryształ na kosturze do ust wyszeptał coś. Kryształ zajarzył się lekkim światłem, który szaro-niebieską poświatą rozlało się dookoła na promieniu 10 metrów.
- Poszukajmy jakiegoś drewna na opał. Zatrzymamy się tutaj na noc. Jutro przed świtem wyruszymy dalej.
Nawaar:
Wędrowcy poruszali się dość żwawo, ale jak to bywa czasu nie oszukali i należało przygotować się na nadchodzącą noc. Dhampir miał znaczącą przewagę nad resztą gawiedzi, kiedy zrobiła się szarówka i powoli nastawała noc. W tej sytuacji mogli jedynie założyć obóz i rozpalić ognień, by jakoś przetrwać zimną noc. Silvaster wiedział, że Lithan zna nie jedną sztuczkę i, po majstrowaniu z kosturem jego kryształ rozświetlił najbliższy teren w promieniu 10 metrów. Dlatego nie mając, co nic do roboty wyszedł z propozycją pójścia nazbierania patyków na opał. - Zróbcie miejsce na ognisko, a ja w tym czasie pozbieram patyki. Skoro jedyny widzę tutaj w pełnej ciemności to powinno mi to pójść sprawnie i szybko. Powiedział i odszedł kawałek w poszukiwaniu patyków i gałęzi.
Lithan le Ellander:
Silvaster
//: Znalazłeś całkiem miły, całkiem suchy chrust. :3
Progan:
Progan też się zatrzymał. Dojrzał w świetle leżący konar, obok niego był kamień. Z wielką ulgą usiadł na pniu i odsapnął. Od dość dawna już bolały go nogi, nie był przystosowany do chodzenia po nierównościach lasu jak elfy, ani tak wytrzymały jak ork. Siedział, uśmiechnął się po zebranych i zaczął swoim kijem rozgarniać kamyki i liście na bok, aby zrobić miejsce po środku małej polanki na ognisko.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej