Tereny Valfden > Dział Wypraw

Pośród traw i starych drzew: Pani Jeziora

<< < (40/45) > >>

Kenshin:
Ork, tylko przetarł zaspane oczy ze zdumienia nawet się uszczypnął, by sprawdzić czy to wszystko, co widzi nie jest snem. Teraz cieszył się, że Progan go zbudził, bo mógł uczestniczyć w wielkim wydarzeniu, które rzadko się zdarza albowiem Pani z Jeziora łaskawie odwiedziła pielgrzymów. Jednakże Kenshin nie wypowiedział ani jednego słowa, bo wszystko, co miało zostać powiedziane już było, także jemu pozostało tylko napawać się pięknym widokiem.

Pani Jeziora:

Pani Jeziora spojrzała na Silvastera i zmrużeniem oczu odwzajemniła jego gest życzliwości. Spojrzała potem na Nessę z Domu Carnetila. Powiodła wzrokiem po Orku, na chwilę, bowiem wiedziała, że jego imię będzie znane na całym świecie.
- Znowu spotykamy się Lithanie, synu Skazy. Znowu stajemy przed sobą twarzą w twarz, a ja nadal nie wiem, czy dobrze uczyniłam, że nie zabiłam Cię kiedy byłeś małym elfem. Teraz po tysiącach lat przelewania krwi wszystkich ras tego świata, po królestwach, które upadały jedno po drugim Ty zjawiasz się w końcu tutaj. Na Numenorze, gdzie wszystko ma swój początek. Przyprowadzasz tutaj potomkinię Czystego Serca i stajesz nad moim jeziorem? Jak śmiesz... - jej głos zabrzmiał niczym metal, a głęboko pod wodą rozległ się huk, niczym uderzenie gromu. Pod wodą?

Lithan le Ellander:
Lithan zwiesiwszy ręce wzdłuż ciała i powiedział, a jego głos był obojętny
- Nie przyszedłem tutaj kajać się przed Tobą i prosić Twojego przebaczenia, bo i co się stało, to się nie odstanie. ÂŚcieżka, którą podążam jest moją ścieżką i Ty wiesz, że mogą umrzeć całe narody, ale ja nie umrę. Tak jak i Ty. Mogą umrzeć wszystkie królestwa, ale póki wody na świecie nie zabraknie, Ty będziesz żyć w swym mieście. Lecz teraz przychodzę do Ciebie, jako do ostatniego Strażnika Równowagi. Widzisz, że na świecie pojawiły się nowe siły. Plaga Płynnej Czarnej Rudy i ten byt, który wszak wzywał innych do przyłączenia się do nich. Przychodzę do Ciebie z nimi - wskazał na resztę konkordatu - Bo jesteśmy za nich odpowiedzialni.

Nawaar:
Dhampir uśmiechnął się w stronę Pani z Jeziora, kiedy ta zmrużeniem oczu odpowiedziała na jego gest życzliwości. Wtedy też znów zwróciła się do Lithana. Jednak to, co powiedziała było zimne niczym lód bądź stal miecza, który swą surowością był zdolny przebić niejedno bijące serce zamarzając je przy tym. Te słowa były pewnie jak kubeł lodowatej wody wylane na pozostałych członków konkordatu, które ugasiły ich zapał. Tak przynajmniej było z Silvasterem, który nie odezwał się ani słowem w stronę dziewczyny i elfa, a słysząc swoim wyczulonym słuchem  huk omal nie podskoczył. Dziecko świtu zrobiło kilka nerwowych ruchów starając się dojrzeć gdzie uderzył grom, ale żadnego śladu nie było widać chyba, że ten dźwięk pochodził z pod wody? W tym momencie dhampir nie zastanawiał się dłużej na tym, tylko wsłuchał się w słowa maga, który jakoby prosił o pomoc Panią z Jeziora dla całego znanego im świata a w szczególności dla członków zgromadzenia. Jednak w głowie zrodziło się pytanie, które chciał zadać rozmówcą, ale tymczasem powiedział je w głowie ze strachu. Kim są strażnicy równowagi? Silvaster w głębi liczył na to, że Pani z Jeziora nie odwróci się do nich plecami i nie każe im odejść, nie dając im żadnej wskazówki jak walczyć z przeciwnikiem.

Kenshin:
Kenshin nerwowo się przyglądał rozmawiającym postacią, bo nie zamierzał się wtrącać i sprowadzać gniewu Pani z Jeziora na siebie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej