Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pośród traw i starych drzew: Pani Jeziora
Nawaar:
Dhampir wtrącił się do rozmowy o chowańcach albowiem widział praktycznie cały rytuał na własne oczy, kiedy jeszcze nie został członkiem konkordatu, ale nie zamierzał o nim opowiadać, o nie wolał żeby nowe członkinie przekonały się na własne oczy jakie cuda się wtedy dzieją a największym z nich była rozmowa z Jednorożcem! To było naprawdę mistyczne wydarzenie. - Dokładnie, Demi trzeba być naprawdę godzien i zyskać dużo w oczach Ventepi, by zechciała nas obdarować swoim chowańcem. Dlatego musimy spisać się dobrze a pewnego dnia otrzymamy własnego chowańca. Odpowiedział bardziej tajemniczo przynajmniej w jego mienianiu, ale miał nadzieję, że chociaż odrobinę wyjaśnił, co wiąże się z otrzymaniem od Ventepi chowańca.
Lithan le Ellander:
Mijały kolejne godziny i mrok objął okolicę. Daleko na północy widać było cienką, niebieskawą powłokę magicznej bariery rozciągniętej nad kolonią karną Mor Andor. Wtedy też do uszu kompanii dobiegł głos kroków. Lithan wstał i udał się między kamienie, aby sprawdzić, kto też odnalazł do nich drogę. W górze usłyszał sokoła, który zapiał i odleciał w stronę lasu. Elf zrozumiał i wyszedł na spotkanie członkowi konkordatu. Chwilę potem do ogniska przyprowadził Hagmara.
Nawaar:
Dhampir nie wiedział, co sprawiło nagle takie poruszenie, że aż Lithan powstał z miejsca by to sprawdzić. Silvaster w pewnym momencie usłyszał pisk sokoła wędrownego, ale to było niesamowite skąd się on tutaj wziął w tej zupełniej ciszy? Jeszcze lepszym zaskoczeniem było to, że usłyszał również kroki. Silvaster był pewien, że jedne z nich należały do elfa, ale kogo on tam odnalazł? Wkrótce za plecami elfa wyłonił się człowiek być może był jednym z nowych członków albo zagubionym wędrowcem. Dziecko świtu nic nie powiedziało do człowieka czekając aż pierwszy się odezwie.
Progan:
Kiedy coś się zaczęło dziać Progan złapał za swój kij pasterski i szturchnął nim dwa razy wielgaśne ciało czarnego orka.
- Zbudź się, Kenshinie - powiedział, jednakże zaraz okazało się, że to młodzieniec, który niedawno przybył do konkordatu. To, że znalazł drogę oznaczało, że był odważny.
- Zasiądź przy ognisku, ogrzej się i zjedz coś - powiedział podając trochę upieczonego mięsa jeszcze z poprzedniego obozowania. Odgrzane nad ogniem z pewnością pokrzepiłoby ciało elfa.
- Jestem Progan, a to Twoi bracia i siostry, witaj pośród nas.
Kenshin:
Ork cały czas spał aby móc wypocząć na spotkanie z Panią Jeziora. Towarzyskie rozmowy pozostałych członków marszu mu nie przeszkadzały dopóki do jego uszu nie dostał się pisk sokoła oraz dwa ledwo zauważalne szturchnięcia kijem i słowa Progana, które nakazały mu się zbudzić najpierw chciał je zignorować i spać dalej, ale wiedział, że to i tak nie pomoże a człowiek będzie próbował dalej to robić niczym upierdliwy komar. Progan miał szczęście, że trafiło mu się na spokojnego orka inaczej już dostałby w łeb albo stracił życie albowiem ten wojowniczy lud nie lubi jak mu się przeszkadza podczas drzemki. Kenshin początkowo myślał, że to kogut pieje z rana, by zbudzić wszystkich śpiochów. Niestety dla orka okazało się to nie prawdą, bo nie obudził się w swoim ciepłym łóżku a przy ognisku gdzie niedawno się położył. Jednak słysząc również czyjeś kroki przebudził się na dobre i usiadł w kręgu. Wtedy właśnie przybył Hagmar razem z elfem, którego piski ptaka sprowadził go aż tutaj do reszty towarzyszy. - Witaj Hagmarze widzę, że zdążyłeś na czas. Siadaj i ogrzej się drogę pewnie miałeś tak samo wyczerpującą jak my. Powiedział przyjaźnie i gestem dłoni wskazał na wolne miejsce gdzie człowiek mógł się rozgościć natomiast drugą dłonią przetarł sobie oczy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej