Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pośród traw i starych drzew: Pani Jeziora
Lithan le Ellander:
Drużyna rozpaliła więc ognisko. Wyznawcy Ventepi obsiedli je dookoła, grzejąc się przy ogniu i rozmawiając o wszystkim. O przyrodzie, o zbliżającej się zimie, o tym co skrywa tajemnicza i gładka tafla jeziora.
Nawaar:
Dhampir ruszył się z zimnej ziemi w stronę ogniska tak jak nakazał elf, który jakoś się obawiał przywołania Pani z Jeziora i, co mogło ich poróżnić w przeszłości. Silvaster pamiętał, że Lithan coś wspominał o niej podczas misji w głębi, ale wtedy większe świtało rzucił Progan mówiąc, że żal powinna mieć do jego matki, ale co takiego zrobiła jego matka? Cóż pewnie przyjdzie się to dowiedzieć z rana gdzie towarzysze spróbują przywołać władczynię jeziora. Tak rozważając Silvaster usiadł na trawie, przy dopiero rozpalonym ognisku, które zostało rozpalone momentalnie, przez zabiegi Progana. Towarzysze mieli gdzie się ogrzać oraz mogli w spokoju porozmawiać o wszystkim, co do tej pory ich spotkało na trasie podróży oraz wcześniej nim dołączyli do konkordatu. Jednak sądził, że najważniejszym tematem rozmów będzie Pani z Jeziora i jej ewentualne przywitanie towarzyszy nad taflą jeziora. Dziecko świtu jednak milczało zastanawiając się, co zrobiła takiego matka Lithana?
Kenshin:
Kenshin resztkami sił doczłapał się do ogniska gdzie zasnął tuż obok niego. Ork był wymęczony całym marszem i biegiem czego nie ukrywał. Liczył na to, że przyjaciele nie będą mu mieli tego za złe.
Nessa:
Długoucha starała się podtrzymać lekką rozmowę o typach lotek, pogodzie na zachodzie wyspy, czy usposobieniu sambirów. Jednak większość towarzystwa nie była rozmowna. Trudno. Długouchej myśli również przelatywały obok opowieści, które zasłyszała w dzieciństwie, a które dotyczyły Strażników Równowagi.
-A czy ktoś z was został obdarowany przez Panią chowańcem? - zapytała i zrobiła minę, jak kot po lewej stronie. Napięcia w takich sytuacjach nie trzeba potęgować. To nie pomaga. Zatem wypadałoby je lekko rozładować i porozmawiać o słodkich zwierzakach!
Demetris:
Demetris rozsiadła się blisko ognia. Teraz kolor jej twarzy oświetlanej przez płomienie niemal dorównywał kolorowi jej włosów. Pomarańczowe usta stały się jeszcze bardziej pomarańczowe, a zielone oczy nabrały blasku.
-Ja jeszcze nie mam...- odpowiedziała Nessie. I wcale nie było to dziwne, gdyż okazji do zdobycia zwierzaka nie miała wiele. -Pewnie Ventepi czeka, aż każdy z nas będzie gotowy na przyjęcie chowańca- stwierdziła jeszcze.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej