Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pośród traw i starych drzew: Pani Jeziora
Nawaar:
Dhampir nawet nie zorientował się kiedy dotarli do kruczego wału. Przypomniał sobie, że był tam dawno temu, gdy odbijali z rąk bandytów Szeklana. Wtedy to była misja w sumie samobójcza, ale dzięki wielkiemu szczęściu udało się wyjść cało z tej opresji. Teraz jako członek zgromadzenia mógł jawnie przejść, przez wał o ile strażnicy ich przepuszczą pod przykrywką pielgrzymki. W głębi siebie sądził, że powinno się udać o ile, Progan potrafi przemówić do ludzkich serc.
Anette Du'Monteau:
-Przechodźcie, ale uważajcie w lasach. Ostatnimi czas nie jest tam całkowicie bezpiecznie. Niewielkie przejście przy głównej bramie wydało z siebie dźwięk. Pojawił się drugi strażnik. Gestem ręki powiedział wam żebyście przeszli. Podróżni musieli się faktycznie pilnować, gdyż terenów wewnątrz muru strzegł niejaki James i jego ludzie. W razie wzbudzenia niepokoju miejscowych, nie spotkali by się z miłym przyjęciem.
Progan:
Progan kijem pognał wiernych do przejścia, a raczej wskazał im drogę. Sam zaś odezwał się jeszcze raz do strażników
- Dziękujemy, zaniesiemy modlitwy za was, o zdrowie i pomyślność do Ellmora, pana losu i przeznaczenia - powiedział i sam przeszedł na drugą stronę muru. Teraz znaleźli się w zupełnie innym świecie.
Nawaar:
Członkom wyprawy do Pani z Jeziora udało się dostać pozwolenie na przejście, przez fortyfikację. Kiedy, Progan wskazał swym kijem ścieżkę przemarszu niczym pasterz prowadzący swe owieczki wtedy Silvaster zrozumiał i pomyślał sobie. Trzeba zawsze wierzyć w niego. Wtedy spojrzał na człowieka i wyrył w sobie słowa, które pomyślał w głowie. Teraz nie stało na ich drodze już prawie nic, prawie dlatego, że nim przeszli strażnik ostrzegł pielgrzymów, że tam gdzie się udają ponoć nie jest bezpiecznie. W sumie przekonają się na własnej skórze, co za niebezpieczeństwa napotkają na drodze i oby niebyły one zbyt uciążliwe. Podróżnicy przeszli dalej, ale wewnątrz fortyfikacji panował zupełnie inny świat choć dhampir pasował bardziej do niego niż do poukładanego konkordatu. Jednakże nie rozglądał się zbytnio, by nie wzbudzić podejrzeń o tamo wcześniejsze wydarzenie, tylko spokojnie sobie szedł do przed siebie.
Demetris:
-ÂŁoo...- wymsknęło się Demetris, gdy przechodziła przez bramę.. A był to odgłos podziwu, a także uświadomienia sobie poczucia małości. Tak po prostu ją to teraz napadło. Wkraczają na krucze ziemie. Niebezpieczne lasy są tuż za rogiem... Lecz tak jak powiedział Progan - "zaniesiemy modlitwy za was, o zdrowie i pomyślność do Ellmora".
Nie patrzyła w oczy ludziom pilnującym wału. Tylko od czasu do czasu rzucała ukradkowe spojrzenie z ciekawości. Szła pokornie razem z towarzyszami.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej