Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pośród traw i starych drzew: Pani Jeziora
Progan:
Progan wyłowił spojrzenie Nessy. Uśmiechnął się do niej, cierpko, chociaż chciał ciepło i życzliwie, nie umiał. Lekko zmrużył oczy i przytaknął głową. Co to oznaczało? Sam Progan raczy wiedzieć. Kiedy Progan poznał Lithana był on osobą, której poszukiwało go całe królestwo. Królestwo Valfden, za liczne mordy, wzniecenie wojny domowej, anomalie magiczne i chęć obrócenia całego Valfden z perzynę. Mówią, że ludzie się zmieniają. Czy elfy też? Czy Elf, który żył ponad trzydzieści tysięcy lat i przez te trzydzieści tysięcy lat pałający żądzą zemsty i utopienia swej goryczy i żalu w morzu bólu, cierpienia i krwi też? Tego Progan nie wiedział, jednakże modlił się do Ventepi, Zewoli i Zartata o łaskę światła dla Lithana. I kto wie, chyba modlitwy jego zostały wysłuchane.
Kenshin:
Dla orka, Lithan stanowił pewną niewiadomą nigdy nie mógł odgadnąć jego intencji a rozmowa z nim ciągle mu się nie kleiła. Widocznie nie mogli jakoś znaleźć wspólnego języka, ale mimo wszystko Kenshin nie czuł się przy nim komfortowo, co nie zmienia faktu, że traktował go normalnie choć z dystansem wszak elfi mag wiedział dużo i mógł służyć jako dobre źródło informacji na temat całej wyspy i wydarzeń z nią związanych a nawet wiele więcej. W końcu to dzięki niemu dowiedzieli się, co zagraża całej wyspie i jedynie konkordat może sobie z tym poradzić choć. Dlatego też przestał rzucać na niego spojrzenie i zaczął maszerować za resztą.
Lithan le Ellander:
Minęło kolejnych kilka godzin. Zbliżał się wieczór, kiedy drużyna dotarła do kruczego wału
Anette Du'Monteau:
Z góry muru doszedł was niski głos strażnika. Widzieliście tylko jego, lecz mieliście wrażenie że obserwuje was więcej niż jedna para oczu.
-Kto i w jakim celu? - spytał od razu.
Progan:
- Pielgrzymi ze zgromadzenia konkordatu puszczy i kniei, wyznawcy Ventepi - zawołał z dołu Progan, pełniący ówcześnie funkcję Archonta
- Kierujemy się ku świętemu jezioru, aby oddać cześć pani wody!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej