Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pośród traw i starych drzew: Pani Jeziora
Nawaar:
Dhampir słysząc słowa elfa przebudził się, o dziwo ze spokojnego snu, ale nie stawał gwałtownie, tylko najpierw otworzył jedno oko potem drugie i rozejrzał się dookoła. Wszędzie panowała cisza i spokój, ale on zdrętwiały z porannego zimna nie chciał się nawet ruszyć, ale czy miał jakieś wyjście? Silvaster chciał jak najszybciej ruszyć do pani jeziora, po wieści i wsparcie w walce z łowcą, którego poznali jeszcze w innym wymiarze. Dlatego wstał z posłania rozprostowując kości, które charakterystycznie strzeliły następnie widząc Progana już na nogach i grzejącego się przy ognisku przywitał go. - Dzień dobry. Teraz poszedł się ogarnąć czyli odszedł kawałek i chowając się za jednym z drzew oddał mocz, potem obmył najpierw ręce a później całą twarz razem z głową. Zimna woda ze strumienia obudziła go dostatecznie na tyle, że mógł podróżować przez wiele kilometrów. Gdy znów dołączył do ogniska zjadł resztki z kolacji, by się wzmocnić i udać dalej na wschód. - Rozumiem, że zaraz wyruszamy i dobrze, bo czas nagli. Oznajmił dwóm towarzyszą.
Kenshin:
Ork został również obudzony, przez Lithana i nie widząc innego wyjścia wstał, otrzepując się z ziemi i liści. Oczywiście też udał się na stronę i robiąc ze sobą porządek powrócił do obozu gdzie większość już wstała. Wtedy też również zjadł z tego, co zostało i czekał na sygnał do wyruszenia.
Demetris:
Demetris też wstała. Bardziej chętnie niż miałaby wygrzebywać się z ciepłej pościeli wypełnionej pierzem. Twardy grunt dawał się we znaki, wiejący wiatr podokuczał odkrytym przez sen plecom, łopatki należało solidnie rozruszać (wszak to jedne z ważniejszych części ciała u łuczników), a włosy były, delikatnie mówiąc, w nieładzie. Po drodze należało zapleść warkoczyki od nowa a kolorowe piórka wpleść solidniej.
-Dzień dobry- mruknęła do wszystkich. Niektórzy jeszcze spali, niektórzy się zbierali z ziemi. -Proganie, czeka nad daleka wędrówka?- od tego zależał humor długouchej dzisiejszego dnia.
Jednak wystarczył jeden głęboki wdech i elfka poczuła się... jak w domu. Poranne rześkie powietrze wypełniło jej płuca i tak samo napełniło ją nową energią. Nie potrafiła tego nazwać. Taką samą radość sprawiało jej wdychanie powietrza po ulewnym letnim deszczu, albo zimnego i hemisowego.
Progan:
- Już niedaleko. W południe powinniśmy opuścić lasy, a przed nastaniem wieczora dojść do kruczego wału - odrzekł jej pogodnie staruszek.
Nessa:
//: Przeczytałam kilkanaście stron o polowaniu i oprawianiu zwierzyny. Miałam epickiego posta. I Gutek wrócił, jak mnie nie było ;[ Kij! Wykorzystam to kiedy indziej, jak mnie wilk zaatakuje.
Długoucha dobrze spała po pobraniu tych wszystkich trofeów z wilków. Zajęło jej to wyjątkowo długo, bo przecież to nie jest takie hop siup! Tu trzeba naciąć, tu przewiesić, tu podważyć, a tu wyłamać. Paradoksalnie skórowanie poszło chyba najszybciej. Kwestia wprawy. Bardziej dokładnym czyszczeniem skór postanowiła zająć się w wolnej chwili. Szło jej sprawnie, jednak domycie się z krwi było wyjątkowo trudne w takich warunkach. Zatem wciąż tu i ówdzie miała krwiste plamy. Następnie wzięła się za kły, by zwierzaki nie zdążyły jeszcze ostygnąć. Pojęcia nie miała po co to pobierać. Ale skoro każą. Westchnęła i pomasowała to lewy, to prawy nadgarstek, zaciskając przy tym i rozprostowując zmęczone palce. Pozyskiwanie pazurów i ich czyszczenie było bardziej precyzyjną pracą. Szczególnie że tyle tych zwierzaków ubito. Jednak posłusznie i to zrobiła. Na sam koniec wyczyściła jeszcze swoją broń i zajęła się truchłami, które wyglądały wyjątkowo upiornie bez skór i w świetle nocy.
Rano po krótkiej toalecie, przywitaniu się lekko zachrypniętym głosem z kompanami i uprzątnięciu swojej części obozowiska była gotowa do drogi.
- Kruczego wału? - uśmiechnęła się szeroko. A to ci podróż!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej