Tereny Valfden > Dział Wypraw

Sen na jawie czy jawa we śnie?

<< < (7/37) > >>

Silion aep Mor:
Krasnolud wstal, otrzepal sie z kurzu po czym zaczał zbierać swoj ekwipunek. Najpierw wzuł koszulę, leżała idealnie jakby była szyta na miarę, w dotyku przypinała jedwab lecz to tylko bawełna. Następnie ubrał na swój krasnoludzi tyłek spodnie wykonane ze skóry kreshara oraz buty na nogi. Po wstępnej fazie ubierania przyszedl czas na jego kruczą szate. Szata leżała świetnie a co najważniejsze przysłaniała częściowo twarz. Zarzucił na plecy i czesciowo prawa reke bawełniany kruczy płaszcz. Z ubrania to bylo by na tyle. Podniosl swe ukryte ostrze i wsunal je na prawa reke. Zwolnil mechanizm ostrze wysunelo sie blyskawicznie, ponownie szarpnal nadgarstkiem, mechanizm sie cofnal, ostrze sie ukrylo. Nastepny byl topór z gór Carbon ktory wylądował na plecach. Juz prawie wyekwipowany krasnolud podniosł z ziemi dwie bronie krótkie: Mroźny oddech - nóż starannie wykonany z lekkiego lecz bardzo wytrzymałego szkła ilusmirskiego, w dotyku zimny niczym lodowy sopel i krzyk - srebrny sztylet który zadaje dotkliwe rany nieumarłym istotom i innym wrażliwym na srebro. Sztylet przypiał do prawej kostki a nóż umieścił w specjalnej pochwie umieszczonej na korpusie. Na koniec zabrał z ziemi kuszę asasyna oraz pozbierał porozrzucane bełty. Kuszę przypiął do pasa a bełty umieścił w specjalnym małym kołczanie przy pasie zaraz obok skórzanego mieszka. Stojąc już wyekwipowany Sil rozglądał się wokół, musiał przecież wydostać się jakoś z tej sypiacej sie półki skalnej.

Rodred:
Usłyszałeś głuche chrupnięcie kruszonych kamieni. Półka się ułamała i zaczęła zjeżdżać po niemal pionowej ścianie w dół. ÂŻołądek podszedł ci do gardła. Udało ci się uczepić krańca półki dzięki czemu nie wyleciałeś przed nią. Trocho się przebiłeś przez mgłę i zobaczyłeś gdzie spadasz. Ogromne bagno. Zaczęło się robić coraz cieplej. Spostrzegłeś raz po raz wystające ogromne białe od ciepła kamienie, które się dymiły. Wszędzi było pełno pary. A w bagnie widziałeś ludzi, niektórzy poparzeni i wyczerpani chodzili tam i z powrotem. Inni co jeszcze mieli siłę rozgrzewali owe kamienie rzucając na nie ciała tych co nie wytrzymali. Czasami wystawały różne ściany z toni błota. Siedzieli pod nimi umierający lub już martwi. Był tam między innymi król Kserkses w połowie szkielet szeptem rozmawiający z Leonidasem. W innym kącie siedział o zaciętym wyrazie twarzy i ostrych rysach inny dowódca. Twarz miał spoconą. Pot zalewał mu oczy i wąs. Nie znasz go ale nie wygląda na dobrego człowieka. Obok niego niższy z śmiesznym wąsem. Dogryzają sobie głośno ale mimo to w strachu.
Całe miejsce przypomina ci ogromną łaźnie. Po środku niej nad wodą widzisz ciągnącą się ścieżkę z lodu.

Silion aep Mor:
Krasnolud w pelnym uzbrojeniu wpadł do bagna, na szczescie przed samym upadkiem zlapal sie krawedzi jakiejs skaly ktora zmniejszyla predkosc spadania niwelujac potencjalne rany. Bagno, jak to bagno błoto, woda, wilgoć i upierdliwe owady. Z ta roznica ze to bagno parowało niczym łaźnia, a w roznych miejscach siedzieli wielcy przywodcy z opowiadan ktore czytal krasnolud dawno temu. W oczy rzucil mu sie przywodca Leonidas ktory dowodził armia 300 nieustraszonych. No ale wracajac do krasnoluda, stal on jak dureń z rozdziawioną paszcza ze zdziwieniem wpatrujac sie w to całe przedstawienie.

// Co ja mam tutaj niby robić?

Rodred:
//Nie daj się zabić i idź dalej. Jesteś w poniżej połowie wyprawy.

Z miejsca, w którym jesteś już widzisz, że owa ścieżka prowadzi do drzwi w skale mocno oddalonych. Zobaczyłeś, że wszystko umilkło oprócz syczącej pary. Wszystkie postacie patrzyły się na ciebie. Byłeś tu wyraźnie obcy.

//Jeżeli chcesz mogę ci to trochę przyspieszyć jeżeli wyprawa nie jest do końca w twoim guście.

Silion aep Mor:
// Co? Juz polowa? Dlaczego to takie krotkie? Ja lubie akcje, ale ta wyprawa akurat przypadla mi do gustu.
Krasnolud rzucil wodzom złowrogie spojrzenie po czym ruszyl w strone kamiennych drzwi, nie ma zamiaru wyciagac topora aby go nie zaatakowano, w tej sytuacji najlepiej sprawi sie ukryte ostrze badz mroźny oddech. Spokojnie, pewnym krokiem szedl przed siebie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej