Tereny Valfden > Dział Wypraw

Pamiętniki zakonnicy

<< < (2/9) > >>

Gordian Morii:
//: Ja Ci dam Gordiana. :D

Spacer mijał wam zdecydowanie bardzo przyjemnie. Mordian jako stara, dziennikarska wyga dbał o to, aby tematów na rozmowy było co niemiara. Toteż od dowodzenia w bractwie bardzo szybko przeszliście na obecną politykę, handel i rolnictwo skoncentrowane nie mniej, nie więcej a na uprawach poziomek, z którego słynąć miała jedna z gmin w hrabstwie Kevan. Dotarliście na targowisko, ludzi jak to ludzi było tam bez liku, wszyscy gadali, krzyczeli, zachwalali swoje produkty przez co ciężko było usłyszeć nawet swoje myśli.
Niewysoki mauren o gładko ogolonej głowie pochwycił Mordiana za rękaw surduta i zaczął
- Drogi panie spójrz na ten dywan! Niebywała jakość! Twoje stopy pokochają go bardziej niż Twoja własna żona!
- Ja nie mam żony. - odparł opierając się redaktor.
- Ahhh pozazdrościć... Ale chodź chociaż dotknij! - zachęcał jeszcze mocniej.
- Wybacz przyjacielu, ale nie mamy czasu, poza tym widzę, że sprzedałeś już ich bardzo wiele, stoisko świeci wszak pustkami.
- Gdzież tam. Te psy królewskie skonfiskowały go na rzecz jakiegoś tam podatku! Ojciec mówił, płyń na Valfden weź wynajmij łódź, sprzedasz tam nasze piękne Ishgarskie dywany. A tu co? Tylko wziąć i z muru skoczyć. Wynajęcie łodzi, transport z Atusel i jeszcze to, wszystko kosztuje, a towaru prawie nie ma. - żalił się mauren.
- To dziwne, nie słyszałem o żadnej konieczności opodatkowania towarów...

Evening Antarii:
//:Ojj, pomyliło mi się! :)

Dziewczyna w tak ciekawym towarzystwie pana redaktora nie miała prawa się nudzić. Po drodze rozmawiali o gospodarce królestwa, handlu, o tym co szwankuje, a co należy pochwalić. Temat poziomek wyjątkowo ją zainteresował. Już myślała nad wypróbowaniem nowych przepisów na ciastka poziomkowe z hrabstwa Kevan! Albo wykorzystać je do pysznych deserów owocowych. Trochę truskawek, winogron, galaretki - a wszystko ozdobione bitą śmietaną i polewą czekoladową. ÂŚlinka cieknie na samą myśl.
Jednak do świata rzeczywistego przywołały ją krzyki i gwar targowiska, do którego przecież zmierzali. Zachęty kupców i nawoływanie potencjalnego klienta przeszkodziły Eve w rozmyślaniu o deserach poziomkowych. Potem pana Mordiana zaczepił jakiś mauren i mówił o swych dywanach bardzo pięknie (może by się skusić na kupno?), lecz gdy zaczął gadkę o podatkach... coś się nie zgadzało. Zdziwiona Eve uniosła brew.
-Podatki? Na Valfden? Pierwsze słyszę...- rzekła po cichu redaktorowi i wzruszyła ramionami na znak, że nie wie o co może chodzić temu kupcowi. Wszak żaden mieszkaniec wyspy nie musiał płacić takich opłat. Z ciekawości sama przyjrzała się bliżej Ishgarskim dywanom i łysawemu maurenowi.

Gordian Morii:
Dywany jak to dywany tkane, wyszywane i takie z haftem zachwycały barwą, wzorami i długością frędzli. Co do gatunków to były tu i zwykłe chodniki, kapy, kobierce, grube-milusie dywaniki do pokojów dziecięcych, zwinięte w rulon, rozłożone na podłodze, wiszące, latające. Słowem wszystkie możliwe! Oczywiście w niezwykle okrojonej wersji i ilości.
- No jak to? Przyszli, ubrani w ciemnoszare kapoty z mieczami i włóczniami i mówią do mnie. Oddaj część towaru na rzecz placowego, albo skonfiskujemy całość a Ciebie wywalimy za mury, być wracał skąd przybyłeś. Oo tak mówili. Zabrali prawie połowę najcenniejszych i zapakowali je na wózek. Po czym poszli dalej. Na pewno ich jeszcze spotkacie psich synów. - mówił gdy jego przebiegłe kupieckie oko dostrzegło zainteresowanie dziewczyny.
- A może panienka coś się skusi? Do sypialni, do salonu? Może gości jako prezent? Każdy kocha dostawać dywany! Dywany od Abbasa to towar pierwsza klasa!

Evening Antarii:
Eve oglądała dywany zupełnie tak, jakby się na nich znała. Choć nie była ekspertem w tych sprawach - zwracała uwagę po prostu na to, czy dywan jest "ładny" czy "niezbyt ładny". Wszystko zależało od wzorów, tekstury, i czy pasowałby do aranżacji głównego pokoju z kominkiem. -Mój znajomy wampir ma ładniejszy dywan w domu. Z Zuesh- odparła tylko, gdy mauren chciał jej wcisnąć swój towar. Nie ma to jak dywan z oskórowanego kotka. Całkiem miły akcent dopełniający wystrój wnętrza.
-To niesłychane co pan mówi!- powiedziała z przejęciem. Ubrani na czarno, dobrze wyposażeni... Pewnie i tak zwykli oszuści. -To niemożliwe w naszym królestwie...- dodała jeszcze, wyglądając na naprawdę zatroskaną całym zajściem. -Tłumaczyli się z tego? Pokazywali jakieś dokumenty potwierdzające dla kogo działają? Innym kupcom też coś zabierali?- wypytywała dziewczyna. Równocześnie rozejrzała się po straganikach stojących obok. 

Gordian Morii:
- Z Zuesh? Te zapchlone kocury zapewne wepchnęły mu jakiś stary dywan z Ishgaru, albo oskórowaną dupę własnego dziadka... Tak zwykli robić szubrawcy. Te dywany to klasa sama w sobie. Niezbyt drogo, a wręcz za darmo normalnie chodzą po 400 grzywien, ale jak dla takiej ślicznej panienki to nawet odejmę sobie od ust i za 300 grzywien ten kobierzec jest Twój. - zachwalał dywan kupiec.
- Dokumenty? Panienko, w jakich czasach i świecie Ty żyjesz? Takie obszczymury nie potrzebują dokumentów, każdy ich wie, że nie można z nimi dyskutować. Jeśli mówią, że są od króla to znaczy, że są. Tak jest w każdym państwie, a handlowałem i w Ishgarze i Ilusmirze. Bywałem też w kraju orków i Myrtanie władanej przez ludzi. Myślałem, że tu jest inaczej, ale się myliłem. Gdybym wiedział, to cenniejsze dywany ukryłbym przed ich wzrokiem, ale teraz? Przepadło.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej