Tereny Valfden > Dział Wypraw
Brunetki, blondynki i inne... trucizny
Evening Antarii:
Strażnicy puścili krasnoluda. Podsunęli mu niskie krzesełko, mężczyzna kazał mu usiąść i sam zajął miejsce naprzeciw niego. -Dziewczęta! Wina proszę nalać mi i temu miłemu krasnoludowi... - zza kotary wyszły trzy młode służki. Jedna była maurenką o skórze koloru czekoladowego i czarnych lokach. Druga była blada, włosy miała niemal białe, a na twarzy mnóstwo piegów. Jej błękitne oczy miały w sobie niezwykłą głębie. Trzecia miała czarne długie włosy i opaloną skórę. Każda z nich odziana tylko w zwiewne, przezroczyste sukienki, zajęła się nalewaniem wina, postawieniem tacy z winogronami, albo po prostu ładnie wyglądała, by gospodarz mógł się napatrzeć. Stisla z resztą też. -ÂŁadne, hę? - mruknął dumny. - Jestem Edward Garbatonosy- przedstawił się. Upił spory łyk. -Ahhh! Jedno z lepszych win na całej wyspie! - wytarł rękawem siwą brodę. -Lepszego nie znajdziesz, doprawdy. Ale do rzeczy. Jestem kupem, jak zdążyłeś zauważyć. Nie musisz się mnie bać, he he! - zaśmiał się serdecznie. - Zaś moja historia jest dość długa. Te towary są bardzo cenne. Tysiąc grzywien za wazy z malukami sprzed paruset lat. Skrzynie malowane (zawartości nie sprawdzałem!) idą po dwa tysiące... Sztućce to jakieś trzysta do pięćset grzywien. A sam wszystkiego się dorobiłem!- pochwalił się. Rozgość się krasnoludzie. Jesteś porządnym człowiekiem, potrafię to wycztać z oczu! No ale... rudobrody, kim ty jesteś?- spytał, po czym maurenka usiadła mu na kolanie i nalała pysznego wina.
Stisla:
- Czy ładne? Mości Panie, toż to zjawiska niespotykane, rzekłbym nadprzyrodzone! - zarzekał się krasnolud. I mówił najszerszą prawdę. Kobiety zrobiły na nim ogromne wrażenie.
- Kupcem powiadasz, ale chyba takim lepsiejszym... ykhm - Brodacz chrząknął gdyż w porę zorientował się, że popełnił gafę językową, a chciał zaimponować szczególnie młodym dziewczętom. - Znaczy się miałem powiedzieć lepszym... - szybko się poprawił.
Oj, majętność to chyba twoje drugie imię Dostojny Kupcu,co? - Stisla wreszcie doszedł do siebie, poczuł, że nic mu nie grozi, a i jego rozmówca nie miał złych zamiarów. - Mogę chlapnąć z Szanownym te "lepsze wino z całego świata"? - - zadrwił lekko z gospodarza namiotu, chcąc sprawdzić na jakim gruncie stoi.
- Jam jest Stisla, syn sławetnego Manka. Nie będę o ojczulku opowiadał, zna go każdy kto choć okruszynę tego światka zwiedził. Ty, Mości Kupcu, wyglądasz na takiego co bywał tu i tam, więc pewniutko żeś słyszał. No, ale mniejsza o to... Czym cię tak urzekł? - wypowiadając te słowa krasnolud skupił swój wzrok na ciemnoskórej kobiecie. W głębi duszy zazdrościł Garbatonosemu to, że dzielił z nią bliskość, choćby taką...niezobowiązującą.
Evening Antarii:
Edward zauważył wzrok Stisli skupiony na swojej maurence. Uśmiechnął się mimowolnie. -Pij i się nie krępuj! Powiem ci, jeździłem po świecie, także po kontynencie. Mają tam takie cuda... Ależ musiałem się na nie wykosztować! Istne boginie...- złapał się za głowę, choć tak naprawdę ceny niewolników nie robiły na nim wrażenia. -Są dla mnie bardzo cenne. Zrozumiesz, gdy zobaczysz moją żonę... Lepsiejszym kupcem? Uwierz mi, że pomimo mych bogactw... człowieka nie określa jego majątek- mężczyzna zrobił zamyśloną minę. Przez chwilę wbił wzrok w nieokreślony punkt gdzieś w przestrzeni. -Ha! A czymże mnie urzekłeś? A skąd mi to wiedzieć? Moi słudzy wzięli cię za niedoszłego złodzieja i podglądacza! Zupełnie niesłusznie. Są nazbyt gorliwi, musisz im wybaczyć. Nigdy mnie jednak nie zawiedli, nawet teraz- wyjaśnił. Spędziłem w Efehidonie już ponad dwa tygodnie. Więcej już nie sprzedam. Najbogatsi wydali u mnie swe oszczędności, a biedacy nasycili oczy. Zatem przysłużyłem się obydwu. Starczy tego dobrego! Dziś ruszam do Afers do mego domu - Gryfiego Gniazda. Jeśli nic cię nie trzyma w tej zapchlonej dziurze, to ruszaj ze mną, a zostaniesz sowicie wynagrodzony. Przyda się ktoś do obrony mych dóbr. Po drodze opowiem ci jak je pozyskałem (można powiedzieć, że uczciwą pracą, słowo honoru!). - Garbatonosy dokończył swe wino, dziewczętom kazał iść się ubrać, gdyż za godzinę ruszają na północ, a noce stawały się coraz chłodniejsze. Reszcie swoich ludzi kazał złożyć namiot uważając na niego, towary nakazał zabezpieczyć i pochować w skrzyniach na metalowe kłódki - wszystko zaś zapakować na wozy. Zaprząc konie, przygotować prowiant na drogę. -To jak? Zgadzasz się?
Stisla:
- No, ten tego boginie... - odparł nieco zawstydzony, ale zachęcony przez Garbatonosego do rozmowy mówił dalej
- Co ja złodziej, a skądże! Jam spokojna dusza, a i piękno umiem docenić. Majętność nie jest ważna póki nie masz komu jej oferować, Mości Kupcu, prawda li to?
Po wysłuchaniu propozycji współpracy starał sie nie ukazywać, że dalsze przebywanie w gronie tych piękności, mowa oczywiście o kobietach, było mu jak najbardziej na rękę.
- Gryfie Gniazdo? Nie znam, gdziekolwiek to jest, z chęcią odwiedzę. Niedawno wróciłem do Efehidionu, ale co mnie tu trzyma? Nic. Czy się zgadzam? Jasne, Mosci Panie. Ruszajmy!
Stisla żwawo zatupał nogami, po czym zdał sobie sprawę, że będzie pełnił rolę wykidajło nieznanego mu dotąd kupca. Nie przejął się rolą jaką miał pełnić, gdyby to miało jakiekolwiek znaczenie, ale tym, że w porównaniu do Edwarda był mało atrakcyjną partią. Nie żeby kobietki za nim nie szalały, ale nie takie, jak służące kupca. Nic innego nie chodziło mu po głowie, tylko trzy dziewczęta. W myślach już widział żonę Garbatonosego...
Z zadumy wyrwało go wołanie...
Evening Antarii:
- Wsiadaj, za chwilę ruszamy- ponaglił go strażnik, który kilkanaście minut temu siłą zwlókł go do namiotu.
Cztery wozy, każdy z nich zaprzęgnięty w dwa konie, stały na rynkowej uliczce. Kończono składać wielki namiot i całą, zapakowaną już konstrukcję, włożono na pierwszy wóz, powożony przez strażnika. Drugi pojazd przeznaczony był dla samego Garbatonosego. Był solidny, ale przede wszystkim piękny. Zdobiony złotem i ornamentami - wyglądał jak powóz dla samego króla. Ciągnęły go dwa najpiękniejsze konie - jeden gniady, drugi czarny jak noc, oba wypielęgnowane jak należy.
Trzeci wóz były to zapasy jedzenia. Dzbany pełne wina, beczki ciemnego piwa, sery pleśniowe, ryby wędzone i mięso suszone. Oprócz tego słodycze i owoce, a także warzywa, które nadają się na najpyszniejsze potrawy. Edward wytłumaczył, że nie będzie jadł pomyjów, które serwują w przydrożnych karczmach.
W czwartym jechały służki i strażnicy, którzy mieli pilnować całego konwoju przed rabusiami i nie tylko.
Wszystko było już gotowe do drogi, a po straganie Garbatonosego w dzielnicy handlowej w Efehidonie nie było już śladu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej