Tereny Valfden > Dział Wypraw

Zemsta to wyraz słabości

<< < (25/30) > >>

Elrond Ñoldor:
- Hipnozą? Uosh izaar! - impuls telekinetyczny wystrzelił wprost w demona po prawej stronie. Czy udało mu się przejąć władzę nad demonem?

Dragosani:
Alarm wszczęty przez jednego z ogrzych demonów przywołał na pokład posiłki. I to jakie! Dwa wielkie białe demony. Do tego winda pokładowa unosiła coś jeszcze większego. Jednak "to coś" nie było jeszcze na pokładzie. Drago mógł więc z Elrondem chwilowo skupić się na białych demonach. Mag zaczął czarować, chciał zahipnotyzować jednego z demonów. Wampir uznał, że sam zrobi to nieco inaczej.
- Aresh iaash! - krzyknął inkantację, wyzwalając moc fragmentu Krwawego Kryształu i kierunkując ją w umysł białego demona, który to znajdował się po lewej stronie. Zaklęcie Paraliżu powinno bardzo ograniczyć jego zdolności bojowe na jakiś czas. W sam raz, aby towarzyszący wampirowi arcymag spuścił na demoniczne łby jakieś mordercze zaklęcie.

Rakbar Nasard:

Rakbar odwrócił się plecami do konfratrów i stanął przy relingu, obserwując kotłującą się morska bitwę. Szukał celu, wypatrywał statku z największą ilością załogi lub tego, który stanowił największe zagrożenie dla niego samego. Znalazł. Galeon, a właściwie jego załoga, szykował się do ponownego ataku.

Zgiełk walki, niesamowity swąd spalonego mięsa i świeża morska bryza. Atak, próba zemsty, zmiana ról i znowu stanowisko ofiary. Kto pociąga za sznurki w tym konflikcie? Czy mamy z nim jakiekolwiek szanse, kiedy pogrywa z nami jak tylko chce?

Emocje o różnym charakterze kotłowały się w głowie maga, jednak ten nie zwykł na taki stan rzeczy, w chwilach grozy i niebezpieczeństwa natychmiast odżegnywał zbędne myśli. Tak zrobił i teraz, z pomocą medytacji wprowadził swój umysł na najwyższy poziom skupienia, sięgając przy tym do własnej duszy, aby zerknąć, czy brama jest dostatecznie otwarta, by pobrać ogromne ilości energii magicznej. Zauważył, że lewitujący z boku żywiołak pobiera od niego moc, którę musi przeznaczyć na najpotężniejsze zaklęcie z magii ognia. Nie lubił pozbywać się swoich istot na polu walki, szczególnie że ich stworzenie tak trudno przychodzi. Skierował swojego żywiołaka w górę, a potem gwałtownie w dół, poza pokład statku. Zanurkował głęboko w wodę. Przenikliwy syk powietrza, wrzenie wody i gwałtowne jej parowanie całkiem dobrze odzwierciedlały jak potężną energią emanuje ta postać żywiołaka. Tylko głupiec mógłby go zlekceważyć. Rakbar był z niego bardzo dumny.

- Elash ruesh anesh qiesh osh hu!
Rakbar pobrał ze swojej duszy gigantyczną ilość energii, tyle ile mógł w tej chwili. Pot zbierał się na jego czole ilekroś był na granicy własnych możliwości. Skierował ją wysoko ponad chumury, na wprost swojego celu. Skondensował ją w jedną ogromną kulę, po czym zaczął oddziaływać na nią pirokinetycznymi mocami, które spowodowały znaczny wzrost temperatury, wyładowania aż w końcu powstanie półpłynnej cieczy przypominającą magmę. Stosunkowo niska temperatura panująca na tej wysokości spowodowała, że magma na powierzchni zastygła, tworząc ciało stałe o średnicy 5 metrów w kształcie zdeformowanej kuli. Rdzeń meteorytu jednak pozostał nadal w stanie półpłynnym.
Wkrótce meteoryt pod wpływem grawitacji zaczął spadać. Rakbar kierował nim za pomocą psionicznych sił, aby jego droga lotu była skierowana na wprost na statek, najlepiej w grotmaszt. Pocisk spadał z ogromna prędkością, dlatego niewiele czasu minęło, kiedy spotkał się z celem. Uderzenie spowodowało zauważalne raptowne drgnięcie powietrza a po chwili szybko narastającą temperaturę. Statek na którym stał był widocznie niewiele dalej od strefy niebezpiecznej, przez co odczywał dyskomfort w postaci gorąca. Ale to nic, był już teraz tylko widzem. Grotmaszt cały paląc się, upadł do wody, ciągnąć za sobą inny maszt. Statek pod wpływem uderzenia rozerwany został na pół a gigantyczna temperatura zaraz wywołała gigantyczny pożar na drewnianym pokładzie i płóciennych żaglach. Wśród załogi zapanowała chwila grozy, bowiem wszystko wskazywało, że za chwilę zginom. Statek bardzo szybko ginął pod wodą, by wkrótce zniknąć z powierzchni ziemi. Wir wody wciągnął pozostałych członków załogi, którzy próbowali ratunku. Rakbar pragnął zobaczyć potężne starcia w czasach draconów. To była rasa, którą uważał za protoplastów geniuszu.

Isentor:
Zaklęcia Elronda i Dragosaniego poskutkowały.

Elrond Ñoldor:
Arcymag pacnął się w czoło. Popełnił błąd nowicjusza. Użył złego zaklęcia. Skoncentrował się i zrobił następnie dwie rzeczy bardzo szybko. Pierwszą z nich było zdjęcie hipnozy. Drugą rzucenie uroku.
- Uosh! - impuls telekinetyczny wgłębił się w umysł demona zanim ten zorientował się o co chodzi i kto tak w bezczelny sposób bawi się jego umysłem. Gdy jego ciało znalazło się pod wpływem zaklęcia Elrond rozkazał mu zaatakować jego pobratymca. Tego sparaliżowanego. Dłonie demona zamieniły się w ostrza. Wystarczyło jedno celne cięcie, by głowa sparaliżowanego demona poturlała się po posadzce.
- Teraz go jeszcze trzymam. Ale jak każę zaatakować mu samego siebie to się ocknie. Może kazać mu skoczyć za burtę? Jest ogniem, wody raczej nie powinien lubić...

1/2 Biały Demon

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej