Tereny Valfden > Dział Wypraw

Pojedynek

<< < (11/15) > >>

Eddar aeb Shar:
Słońce wysoko nade mną, kufel pusty przede mną, alkoholu masa we mnie.
Każdy kolejny kufel zdawał się być głębszy. Twarz krasnoluda przeszła już z barwy krwawej plamy do ciemnej purpury. Gały oczne były bardziej czerwone niż białe, a źrenice zrobiły się wielkie jak monety.
Eddar spojrzał na swojego przeciwnika. Ten nie wyglądał o wiele lepiej. Obaj zawodnicy chwiali się na siedziskach, a kuflów nie napełniali już po brzegi, bo nim upiliby choć kroplę połowa wylądowałaby na podłodze.
- Psia mać! - warknął Eddar, nie mogąc umieścić kufla pod kurkiem. Gdyby wcześniej pozwolił sobie na jakiekolwiek śniadanie, już dawno by je zwrócił, a gdyby nie najadł się poprzedniego dnia, leżałby już pod stołem, nucąc "Odę do Wielkich Cyców".
Ale nie, dzielny Eddar aeb Shar, krasnolud, któremu nie straszne niebezpieczeństwo, zdołał w końcu nalać trochę piwska do kufla. To już był sukces. Brodacz z dumą uniósł kufel. Ku chwale, ku zwycięstwu, a w najbliższej przyszłości ku wychodkowi!
Operacja przykładania warg do krawędzi naczynia też nie była szczególnie prosta. Krasnolud musiał trzymać kufel w obu rękach i pomału, centymetr po centymetrze, zmniejszał dystans pomiędzy ustami a trunkiem.
- Biegał karzeł po wulkanie, całkiem boso nanana, miał pierścionek niczym baba i włosy na stopach hej! - przypomniała mu się stara krasnoludzka przyśpiewka. Nie do końca tak brzmiał tekst, ale to w tej chwili nie miało znaczenia. Przyśpiewka miała pomów skoordynować dłonie i usta, by jakoś łyknąć piwa z kufla.
I udało się! Gdy tylko Eddar zamoczył wargi w pianie, przechylił kufel bardziej i niemal natychmiast pochłonął całość. Gdyby choć trochę się z tym ociągał, byłoby kiepsko.
Krasnoludowi odbiło się. Chociaż to mało powiedziane. To było najpotężniejsze beknięcie roku, a całkiem możliwe, że nawet dziesięciolecia (kwestia sporna, czy poprzedni rekord uwzględniał akustykę pomieszczenia). Ten dźwięk przewyższał zew godowy mamuta.
- Przepra... ÂŁYK! - biedny krasnolud dostał aż czkawki. A na czkawkę najlepsze jest ponoć piwo...

Hagmar:
Obaj straciliście przytomność. Pytanie kto pierwszy?

Eddar aeb Shar:
Na to pytanie nie znał odpowiedzi nawet Eddar. Odpłynął i cały pojedynek dla niego teraz nie istniał. Znajdował się w przepięknej krainie, gdzie mógł leżeć sobie na plaży, a opalone kobiety w strojach z liści palmowych podawały mu rozmaite trunki w wydrążonym kokosie.
Tymczasem ciało krasnoluda spoczywało gdzieś pomiędzy stołem a podestem. Z kącika ust ściekała ślina, a z nozdrzy dobywało się ponure chrapanie.
Eddar miał tą przewagę, że był dobrze przygotowany do konkurencji. Ivar za to dość długo pił rozcieńczone piwo. Z jednej strony pochłonął on mniej alkoholu, z drugiej - nagły wzrost procentów w trunku mógł nim nieco wstrząsnąć. No i gnida nie miała honoru - jakim podłym typem trza być, żeby oszukiwać w konkursie picia? Toż to nie do pomyślenia! A brak honoru to brak charakteru, a do picia trza mieć charakter, co nie?
Chrap chrap...

Hagmar:
Nagle podeszła do ciebie piękna elfka i złożyła pocałunek na twym policzku. I wtedy się obudziłeś, leżąc na łóżku w małej izbie. Na łóżku siedziało taru i lizało cie po mordzie.

Eddar aeb Shar:
- Dobry piesek - mruknąłem ochrypniętym głosem. - Gdzie ja kuźwa jestem? Czy to karczma? - Przypomnienie sobie, jak wyglądały izdebki w karczmie, przekraczało możliwości Eddara. - Wody. - Stwierdził i wyszedł z izdebki, szukając "wodopoju".

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej