Tereny Valfden > Dział Wypraw

Elfi szlak, czyli dwunastu gniewnych ludzi.

<< < (7/10) > >>

Nessa:
Obsesja elfki rzeczywiście się nie zmieniła. Może tylko obok kotów pojawiły się takie duże szczurowiewiórki, które widziała na rycinach i aż cisnęło się na usta, by nazwać ten gatunek "kuoka". Ale Drago jeszcze nie wiedział najważniejszego - Nessa nauczyła się milczeć. Sztuka to wybitna pod warunkiem, że wiesz, kiedy z jej dobrodziejstw skorzystać. A teraz nie był odpowiedni moment. Nie był. Spotkanie po latach nie jest po to, by milczeć. Spotkanie po latach jest po to, by mówić dużo i bez sensu. Tak, by następnego dnia lub za tydzień skończyła się doza tematów, które potem się jeszcze pojawią i będą eksplodować każdego dnia.
- Przyznaj. Brakowało ci tego wśród wypacykowanych rycerzyków i krwiożerczych bestii. Kogoś, z kogo będziesz mógł się pośmiać. Tak serdecznie - uśmiechnęła się szeroko i nie kontynuowała tematu kotów. W tym momencie one zupełnie się nie liczyły. Kulki futra z pazurami ni umywały się do wampira z pistoletem i szablą, który zresztą odwzajemniał uśmiech.

Dragosani:
Elfka trafiła w sedno. Zawsze miała dobrego cela i trafiała idealnie. Nie bez przyczyny Drago uważał ją za jedną z najlepszych łuczniczek na Valfden. Sam nigdy nie opanował sztuki strzelania z łuku choć w połowie tak świetnie jak ona. Z drugiej strony ona nigdy nie walczyła w zwarciu tak dobrze jak on. Można rzec, że w walce by się uzupełniali.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. Ciężko teraz o taki chwile - odpowiedział i oparł się wygodniej na krześle. Odwzajemniao uśmiech elfki jak głupi. Chociaż może nie aż tak głupi? Bo czy głupotą jest uśmiechanie się do przyjaciół? W sumie to też zależy od sytuacji.
- Zamierzasz wrócić w bardziej cywilizowane rejony? - zapytał w końcu, po chwili ciszy. - Chętnie przyjąłbym cię w domu. Zobaczyłabyś dywan z futra jednego z tych kotów - powiedział. Lecz widząc minę, jaka zapewne zaczęła pojawiać się na twarzy Nessy dodał natychmiast.
- To był zbrodniarz, zdrajca paktujący z demonami. W ich kulturze z takich robią dywany. Ten mi podarowali. Całkiem ładny. Hm... W sumie Visenya też cię chętnie pozna. - Zarzucił haczyk. I obserwował reakcje elfki. Nie żeby spodziewał się jakiejś zazdrości, czy coś. Raczej oznak współczucia do Visenyi. Czy czegoś w tym guście. W sumie diabli wiedzą co sobie elfka mogła roić w tej swojej elfiej główce.

Nessa:
   Słysząc pytanie wampira, Nessa spięła się nieco. Niewidocznie. A przynajmniej taką miała nadzieję. Powrotu "w bardziej cywilizowane rejony" nie rozważała ze względu na Lithana. Jednak o tym nie chciała nikomu mówić. Nie był on problemem, o ile w ogóle, przy którym ktokolwiek mógłby jej pomóc. W dodatku raczej nie zapowiadało się, by miał zbyt szybko zniknąć. Pożył te kilkadziesiąt tysięcy lat, to pożyje i kolejne sto, ale wiek koczowania po lasach? I to na wyspie? Nie było to spełnieniem marzeń Tinuviel, więc teraz, gdy spotkała swego dawnego kompana, przeszło jej przez myśl, by wrócić. Wrócić, wspominając o próbie odnalezienia samej siebie, przytłoczenia władzą w Trójprzymierzu i następstwem jej ucieczki - strachem przed drugim na wyspie wampirem-bestią, który mógł być o wiele mniej przyjaźnie nastawiony po takiej dezercji. I ta bajka nie mijałaby się z prawdą! Nessa naprawdę się zmieniła, władza do niej nie pasowała i nie widziała siebie w roli dominującej (w każdym aspekcie!), a Gunsesa się bała. Nawet nie tyle, że spodziewała się, że rozszarpie jej gardło, choć miał ku temu powody.
- Visenya? - I tak oto Nessa poruszyła tylko jedną kwestię, odrzucając problem dywanu i praw zwierząt. Nie był to czas, by o nie walczyć. Nie chciała również mówić o swoim powrocie. Uśmiechnęła się za to, jakby rzucając Dragosaniemu wyzwanie. Nie było w tym krzty zazdrości. Tinuviel spodziewała się, że wampir sobie kogoś znajdzie, ale ciekawa była, jak określi wspomnianą kobietę. Narzeczona? Partnerka? Służąca? Wspomni o jej rasie lub wyglądzie? Kombinuj panie nieśmiertelny, bo Nessa z miłą chęcią Visenyę pozna.

Dragosani:
Drago nie zauważył reakcji elfki. Albo nie zwrócił na nią uwagi. Albo po prostu zignorował. Nie znał wszak powodów ucieczki długouchej. Nie wiedział o jej spotkaniu z Lithanem. Ona z kolei mogła nie wiedzieć, że obecnie jest on "dobry". I raczej nie będzie nachodził młodych elfek, staruch jeden. Natomiast o tym, że Nessa może obawiać się potępienia ze strony Gunsesa, Drago nawet nie pomyślał. Uśmiechnął się krzywo, słysząc pytanie elfki.
- Tak. To moja "asystentka do spraw finansowych". Tak ją nazywam. Na dryg do interesów i zajmuje się wydawaniem moich pieniędzy. No i domem też. Można chyba określić ją służką. Chociaż ja jej tego nie powiem. - Znów się uśmiechął. Nie wspomniał o rasie, ani o wyglądzie. Wszak jakie to ma znaczenie?
- Więc, jeśli będziesz w okolicy, wpadnij. Nawet jak mnie nie będzie, to ona pewnie cię ugości - powiedział jeszcze. Spojrzał na pootwierane butelki, ale nic nie powiedział. Potem spojrzał na notes.
- Spisujesz swoje przygody w dziczy? - zapytał żartobliwie.

Nessa:
Bingo! To jedyne słowo, choć nieznane, które przyszło Nessie na myśl i długo nie mogła się go pozbyć. Kto by się bał zwykłej służki lub "asystentki do spraw finansowych". Musiałaby chyba być stara i gruba. I z wałkiem w dłoni! A wampir przecież by takowej kobiety nie wybrał do pomocy. Nie pasowałaby do jego wizerunku czy zagranicznego dywanu. Zatem elfka piekielnie chciała ją poznać. Ileż takie spotkanie może przynieść krępujących sytuacji dla Dragosaniego! Może nawet wróci na chwilę do stolicy. Weźmie trochę oszczędności, kupi jakieś lepsze strzały lub coś srebrnego. Tak w razie czego. Ostatnio słyszała coraz więcej o stworzeniach, które zdecydowanie dalekie były od dzieci Ventepi. Chociaż mogło to wynikać z niedoinformowania i skłonności do wyolbrzymiania wieśniaków.
- Nie, nie - zaprzeczyła szybko. - Znalazłam to, ale nie zdążyłam przeczytać, bo władza mnie odwiedziła - na twarzy elfki pojawił się dość neutralny uśmiech numer 5 i podała wampirowi książeczkę.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej