Tereny Valfden > Dział Wypraw

Odbudowa

<< < (10/13) > >>

Demetris:
ÂŚnieg chyba już na zawsze przestanie jej się dobrze kojarzyć po tym co właśnie ujrzała. Tauren. Nieżywy. Zamrożony na kość. Powstrzymała strach i gdy zdziwienie minęło, ukucnęła nad ciałem. Chciała się mu po prostu przyjrzeć. Szukała śladów walki, głębszych ran, zadrapań lub innych wskazówek, jak owa istota mogła zginąć.
Nie dało się też przeoczyć krwawego napisu KARA. Kara... kara... "Czeka!" dobiegło ją wołanie z drugiego pokoju. "Kara czeka!". Bardzo dobitny sposób przekazywania wiadomości, trzeba przyznać!
Obejrzała jeszcze pokój powierzchownie. Starała się w nim znaleźć może narzędzia zbrodni? Czegokolwiek, co pomogłoby rozwiązać tą jakże tajemniczą sprawę. Strzepnęła z końcówek włosów szron.
Długoucha ignorowała zimno. A przynajmniej o nim zapomniała na chwilę pod wrażeniem tego co zobaczyła także w drugim pokoju. Piękna czerwona lodowa róża. -Może i byłoby to dzieło sztuki, gdyby nie trup w środku. Wygląda jak dzieło kogoś... utalentowanego? To na pewno. Albo kogoś, kto posługuje się magią- odpowiedziała czarnoskórej. -Może to jakieś małżeństwo? Pewnie razem tu mieszkali...- Demetris próbowała sobie wszystko poukładać w głowie i kojarzyć fakty. -U mnie był napis "kara". Myślisz, że to miało być "kara czeka Ciekawe na kogo... - spytała jeszcze, po czym po oględzinach pokojów na prawo i lewo, ruszyła za Armin.

Armin:
- Moim zdaniem ten ktoś może być artystą. No wiesz, nie każdy wyrzeźbiłby takie cudo. A może zazdrosny mąż? Przyłapał swoją żonę z innym facetem, wkurzył się i zbrodnia gotowa. Róża na znak miłości. - powiedziała głośno swoje przmyślenia. - A kara raczej już przyszła, nie sądzisz? - dodała po chwili. Kobiety kierowały się do nastęnego pokoju, by go przeszukać.

Devristus Morii:
Ostatni pokój to pokój dziecięcy. Spojrzałyście przed siebie i zobaczyłyście deski z prawdopodobnie łóżek dzieci ułożone w napis: KAÂŻDEGO BEZ WYJÂĄTKU. Podniosłyście wzrok do góry i ujrzałyście sople lodu, lód w postaci sopli lodów połączonych ze sobą pod różnymi kątami, ale żaden z nich nie dotykał podłogi ani sufitu. Armin zaczęła wzrokiem badać prawą stronę sopli, zaś Demetris lewą. To co ujrzały było okrutne - dwójka taureńskich dzieci zamrożona w bryle lodu, która przypominała drzewo. Dwa drzewa połączone ze sobą gałęziami.

Armin:
Armin widziała przedziwny obraz zrobiony z lodu. Dwa drzewa i dzieci w środku. Maurence przez chwilę zrobiło się przykro przez tą rodzinę. Ktoś ją wymordował, a mogła sobie teraz spokojnie dalej żyć.
- No, to jest dziwne. Dwa drzewa i kolejne ofiary. I oczywiście jakiś przerażający napis "każdego bez wyjątku". - streściła wszystko co widziała. - Jednak moje poprzednie przemyślenia się nie sprawdziły. Chyba, że ten zdradzany mąż wini wszystkich za zdradę jej żony. - po tych słowach maurenka lekko się uśmiechnęła. Ta sprawa robiła się naprawdę niezwykła. Została jeszcze kwestia lodu, który praktycznie wisiał w powietrzu. To musiała być sprawka jakiegoś czarodzieja, czy maga. - Widziałaś może kiedyś takie cudo? Nie często widzi się lewitujący lód w dodatku w takim osobliwym kształcie. Stawiam na czarodzieja, a ty? - spytała się Demetris.

Demetris:
Z ust wymknął jej się odgłos przerażenia pomieszanego z żalem. Biedne, małe taureńskie dzieci... Zamknięte w jakichś popieprzonych lodowych rzeźbach. Najpierw uderzyła w elfkę złość i nienawiść do tego, kto to zrobił. A potem przyszedł smutek i dziwne uczucie w jej wrażliwym elfim serduszku, które przecież pragnęło dla każdego dobra. I choć jego ciepło mogło roztopić lód, to przecież nie przywróci im życia. To było takie uczucie, jakby zobaczyć swojego małego, rozjechanego kotka na ulicy z językiem na wierzchu i wypadniętymi oczkami,  całego we krwi - całkiem podobnie czuła się elfka, która z pewnością nie była przyzwyczajona do takiego okrucieństwa. Wychowana na elfim dworze, wśród ogrodów, porcelanowych ozdób i strojnych sukien, z rzadka doświadczała cierpienia. A tutaj spotkała się ze śmiercią całej rodziny i to zło uderzyło w nią nagle. Wszystkie negatywne emocje musiały znaleźć ujście. W tej chwili zdała sobie sprawę z tego, że na nic jej wesołe rozmówki, żarciki, zaczepki, radosne oczy. Bowiem żadna z tych rzeczy nie przywróci rodzinie życia.
Te ofiary były lodową wiadomością. "Kara czeka każdego bez wyjątku". Ale kara za co!? To właśnie nie dawało długouchej spokoju.
Elfka podeszła bliżej. Uniosła dłoń i delikatnie dotknęła lodowej trumienki w kształcie drzew. Chłód wzmagało dodatkowo poczucie, że ktoś zabił ich z zimnym sercem, bezwzględnie. Jak potwór albo zwykłe dzikie zwierze. Choć i one nie byłyby zdolne do takiego okrucieństwa. Oczy jej się zaszkliły. Na policzku poczuła jedną, ciepłą łzę. Na chwilę zapomniała o tym co ją otacza, nie słyszała słów maurenki...
Chwilę potem wróciła do rzeczywistości. Otarła łzę z policzka i spróbowała na to spojrzeć inaczej.
Okej... czyli... latające sople. Lewitujące nad ziemią i pod sufitem. Tajemniczo zawieszone w przestrzeni. Dwa drzewa - czy to jakiś znak, symbol? Złączone gałęzie mogły oznaczać... rodzeństwo? Połączone więzi, coś w tym stylu. I te kilka słów które miały przekazać wieść o tym, że każdy zostanie ukarany i nie będzie wyjątków...
-Hm?- rzekła słysząc pytanie Armin.- Ach, tak... Nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałam- oznajmiła, starając się aby głos jej nie drżał. Powoli uspokajała się. Co się stało, to się nie odstanie - tak sobie próbowała to tłumaczyć. - Nie mam pojęcia też jak to "działa"- dodała. -Magia? Być może. Albo zwykłe złudzenie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej