Tereny Valfden > Dział Wypraw
Poszukiwania
Melkior Tacticus:
- Nie pale. - odparł krótko i zszedł z konia by prowadzić go ulicami miasteczka - Szukamy pewnego kupca imieniem Jan, jeśli mój ojciec prowadził nielegalną działalność to to co wyprawia ten bogaty knur to działalność charytatywna kurwa...
- Melkior ma racje, chujek ma sporo na sumieniu i plecy wielkie jak posąg Zartata z... nie istotne. Nie można go legalnie uciszyć... Szli ulicą ku gospodzie "Szary Gołomąpb".
Tym czasem w równoległym wszechświecie kalesonów - kamienicy na tej samej ulicy znaczy się - ktoś spoglądał przez okno obserwując ulice.
- Przybyli, co robimy?
- Niech szczeniak Aragorna zacznie działać, nie zadrze ze strażą i nie wpadnie nam tutaj prawda Pierre?
- Tego nie wiem, dracon jest przewidywalny. Zawsze wiadomo co zrobi. Jego syn... co o nim wiemy?
- Nic, po za tym że nie wie co robi. Tak w ogóle gdzie jest ta czarna kurwa?
- Nie wiemy, jego okręty stoją w porcie. Konta nie tknięte a w Ekkerund cisza...
- No no, podziwiam Cię Pierre. Jesteś lepszy od Iorwetha, choć on był po prostu głupi i dał się zabić. Ughtor gotowy?
Chyba nie chcesz wypuścić TEGO w środku miasta? Smocza krew nie rośnie na drzewach po za tym zostało mi jej za mało... a w dodatku ciężko ICH kontrolować...
- Spytałem czy jest gotowy... wiem że nie zrobisz mi pierdolonej armii Leng! Dwóch już zajebał...
TheMo:
Themo przeciągnął skręta i złapał go w dwa palce i odstawił od ust. Wypuścił z płuc trochę dymu.
-Czyli klasyczny bełt w dupę, albo ostrze między żebra.
Zrzucił trochę popiołu z czubka skręta i zszedł z konia. Złapał go za lejce i prowadził za Melkiorem. Ucieszył się, kiedy ich cel został nazwany bogatym knurem. To oznacza grubasa z mnóstwem złota. Czyli będzie co rabować. Choć można spodziewać się sporej ochrony. Trochę sportu nie zaszkodzi.
Melkior Tacticus:
Melkior zatrzymał ekipę pod gospodą.
- Nie przywiązujcie koni, Yarpen pilnuj tyłów. - przy karczmie była brama, jak to przy kamienicach, prowadząca na mały wewnętrzny placyk. Teren trudny, kutas mógł ich zobaczyć. Elf ściągnął "Matyldę" z pleców, odbezpieczył i oparł o ramię.
- Za mną nim ktoś wezwie straż... - powiedział ruszając ku bramie.
Równoległy wszechświat kalesonów, lewa nogawka...
- Idą, cholera! Jak?
Yarpen. Miałbyć martwy...
- Plan B?
- Działaj. Panowie, pora na nas.
TheMo:
Themo puścił lejce zostawiając wierzchowca do pilnowania Yarpenowi. Dokończył palić swojego skręta i rzucił niedopałek na ziemię. Przydeptał go, by ugasić żar. Spojrzał na szyld karczmy, do której mieli zaraz wejść.
-Szary Gołąb? No to zobaczmy jakie ptaszki są w okolicy.
Widząc to, jak Melkior się dozbraja położył dłoń na rękojeści miecza. Drugą dłonią wyjął sztylet. Był gotowy iść do boju. Wziął jeszcze głęboki oddech.
Stisla:
W tym czasie Stisla spokojnie zsiadł z konia, wedle rozkazu dalej Yarpen miał się nim zająć.
- Ylfiku, będę jak twój cień. - rzekł krasnolud potwierdzając gotowość, dobył miecza i zaczął rozglądać się nerwowo.
W głowie tysiąc i jedna myśl:
// Gdzie my, kurka nioska jezdymy?
// Po kiego tutaj stanęłismy?
// Czy to tutaj będzie Aragorn?
Później brodacz spojrzał w lewo na stojącą gromadkę ludzi obok ulicznego kupca... własciwie to spoglądał na damską część populacji....
// Ciekaw co ma ta paniusia pod tą kiecunią...
// A jaki cyc spory, może by mnie nim nawet udusiła
Uśmiechnął się w duchu, a i na twarzy można było zauważyć jak kąciki jego ust podniosły się ku górze.
Wtem otrząsnął się wyrwany z ryku, jaki do niego dotarł... Nie wiedział czy to głos komandora czy jakiejś maszyny.. Jeszcze się nie otrząsnął na tyle by wiedzieć...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej