Gdy do Drago dołączył Gunses, na scenie tego przedstawienia pojawiła się jeszcze dwójka innych osób. Wyglądali na ludzi, lecz było w nich coś demonicznego. Dało się to wyczuć, dało się ujrzeć w ich oczach. To byli wojownicy. Prawdziwy. Mistrzowie w swoich sztukach. I wyczuli chyba, że to Drago i Gunses są tutaj ich odpowiednikiem. Wojownikami. Dlatego też to akurat ich wybrali na swoich przeciwników. Ruszyli do ataku, każdy skupił się na jednej Bestii.
Widząc nadejście swojego przeciwnika, Drago przestał zwracać uwagę na tego, który atakował Gunsesa. Coś mu mówiło, że to będzie walka jednej na jednego. I zamierzał taką właśnie walkę dać opętanemu. Przez chwilę dwójka przeciwników mierzyła się wzrokiem. Drago ocenił swojego nagłego nemezis. Z wyglądu człowiek. Trzymał broń i poruszał się jak przystało na mistrza. Za broń służyła mu katana. Nie wyglądało na to,żeby miała większy zasię niż szabla wampira. I nie była chyba też zrobiona z lepszego materiału. I nagle przeciwnicy rzucili się na siebie. Jak na jakiś sygnał, niemal równocześnie. Czujny obserwator zauważyłby, że to opętany ruszył pierwszy. O ułamek sekundy. Antares po protu szybko zareagował. Przypadli do siebie, opętany ciął swoją kataną piekielnie szybko, od góry. Drago wystawił ostrze szabli do bloku, lecz opętany momentalnie skorygował kierunek uderzenia. Minimalnie zmienił jego kąt. Ostrze przeszłoby tuż obok zastawy Draga i zraniło go, gdyby nie jego refleks. Wampir uchylił się w bok, dzięki swojej nadzwyczajne zwinności. Nie czekał przy tym na dalsze ataku opętanego, sam kontratakował. Błyskawicznie i precyzyjnie. Kontra ta zabiłaby każdego innego przeciwnika. Jednak nie tego. Opętany był mistrzem, doskonałym wojownikiem. Odskoczył, unikając czarnego ostrza. Po tym sam znów zaatakował, nie dając wampirowi wytchnienia. Jednak nie ostrzem. Skupił moc magiczna i uderzył Draga mortokinetycznym pchnięciem, prosto w pierś. Drago odleciał z tył, wyrzucony na jakieś dziesięć metrów. Jednak był Bestią. Był wampirem, a to była noc. W powietrzy wywinął salto, aby wytracić nieco energii i wylądował zgrabnie na ugiętych nogach, podpierając się demoniczną ręką. Nie czekał na dalsze ataku opętanego, tylko skoczył ku niemu. Krew wrzała w jego żyłach, lecz umysł miał klarowny. Był Protektorem. Uchylił się przed pchnięciem opętanego i zadał własne cięcie. Jego przeciwnik odbił je ostrzem katany. Drago wymierzył mu cios demoniczną ręką, chcąc go po prostu uderzyć, lecz ten uchylił się. Walczyli. Dwaj doskonali wojownicy. Byli jak dwa pierwotne żywioły. Perfekcyjne w ataku i obronie. Gdyby tę walkę zobaczył jakiś bard, niewątpliwie rozbrzmiałaby ona w pieśniach na całym Valfden. Walczyli. Drago odskoczył przed poziomym cięciem hoshu i odtrącił jego klingę, która zmierzała w stronę szyi Draga w kolejnym cięciu. Hoshu walczył doskonale. Ale Antares także. Dwaj demoniczni wojownicy w jednym starciu. Dragosani ciął szybko szablą, celując w pierś hoshu, jednak ten uniknął ciosu. Hoshu znów skupił energię magiczną i uderzył nią w mortokinetycznym pchnięciu. Drago został uderzony w ramię. Pchnięty kilka metrów w tył. Przeleciał ten dystans w powietrzu i wylądował na ziemi. Tym razem nie udało mu się ustać, upadł. Hoshu natychmiast skoczył do ataku. Antares odtoczył się szybko w bok, o włos unikając ostrza. Poderwał się błyskawicznie, tnąc poziomo szablą, aby nie dopuścić do siebie przeciwnika. Hoshu odskoczył, aby uniknąć zranienia. I natychmiast zaatakował ponownie, gdy tylko ostrze szabli go minęło. Dragosani uniknął pierwszego ciosu, drugi zbił z toru demoniczną ręką. Ostrze odskoczyło w bok, lecz natychmiast zaatakowało ponownie. Drago zablokował je szablą. Przeciwnicy odskoczyli od siebie. Przez moment okrążali się, obserwując uważnie. I znów skoczyli do walki. Hoshu pchnął ostrzem katany, lecz Drago zbił to uderzenie klingą szabli. I kontratakował. Ciał szybko niczym. Niczym uderzenie błyskawicy. Ostrze szabli tym razem dosięgnęło celu, trafiło w pierś hoshu. Rozcięło skórę i nieco ciała. Opętany syknął i odskoczył. A wampir widział jak jego rana zasklepia się. Natychmiast ruszył do ataku. Zasypał hoshu gradem ciosów. Sekwencją nazywaną sztuką krzyżową. Opętany parował każdy cios, lub unikał go. Odskoczył, chcąc zwiększyć dystans pomiędzy sobą, a wampirem. Zapewne znów chciał użyć mortokinezy. Ale Drago też miał niespodziankę dla swojego przeciwnika. Przez ostatnią chwilę koncentrował się. Skupiał moc demoniczną w ręce. Nie wlewał w nią gniewu, nie czuł go. Jego umysł był czysty. Idealnie klarowny i zdyscyplinowany. Siłą woli ukształtował moc magii demonicznej. Nadał jej postać piorunów. Takich jakie wytwarzał gniew, lecz te powstały dzięki dyscyplinie i sile woli. Pioruny Protektora. Cisnął nimi w hoshu. Opętany nie zdążył podnieść bariery mortokinetycznej. Pioruny trafiły w niego, hoshu wrzasnął i wyginał się w bolesnym łuku. Dragosani przestał wytwarzać pioruny i skoczył na rannego i poparzonego hoshu. Ciał raz, celując w rękę opętanego w której ten trzymał katanę. Pozbawił go jej. Krew trysnęła na podłoże. Zanim hoshu zdążył krzyknąć, Drago uderzył ponownie. W jego szyję. Głowa hoshu odparła od reszty ciała. Wylądowała na ziemi i potoczyła się kawałek. Bezgłowe ciało opętanego padło na ziemię.