Tereny Valfden > Dział Wypraw
Letnie popołudnie
Armin:
Armin na początku miała dziwne przeczucia dotyczące tego mężczyzny, bo myślała, że w paczuszce może być broń, ale gdy usłyszała, że to zwykłe ksiązki bezinteresownie się uśmiechnęła. Pożegnała się w Frankiem i wyszła z karczmy. Paczuszkę wzięła w prawą rękę i wyruszyła na szlak. Czarnoskórą pszeszył obraz martwych zwierząt, ponieważ właśnie tą drogę musiała jeszcze raz pokonać. Szła wzdłuż rzeczki, kiedy zobaczyła dobrze znane jej wilki. Na brązowo-szarym futrze widać było krew, która już lekko zaschnięła. Maurenka przytknęła dłoń do nosa, gdyż czuła smród, który towarzyszył rozkładowi zwłok. Dziewczyna zaczęła biec, by móc znowu odetchnąć świeżym powietrzem. Nie oglądała się do tyłu, tylko szła przed siebie. Miała nadzieję, że ten szlak nie jest zbytnio długi.
Evening Antarii:
//Idziesz dalej. Nie z powrotem. Szłaś ścieżką, po drodze była karczma i obrzeża Efehidonu, a teraz idziesz dalej w tę samą stronę co na początku.
Armina szła dalej, ale w stronę wioski oczywiście. Nie z powrotem. Szła przed siebie a o karczmę zahaczyła po prostu po drodze. Teraz zmierzała w stronę małej wioski niemal przyległej do Efehidonu. Jeżeli trzy domki na krzyż można nazwać już wioską.
Popołudnie było przyjemne gdyż słońce nie grzało już tak mocno ale ziemia wciąż była nagrzana. Było więc ciepło lecz nie upalnie. Drzewa szumiały spokojnie a ścieżynka prowadziła prosto. Jednakże ta droga była dość niebezpieczna o czym czarnoskóra zdążyła się już przekonać. Może dlatego Frank osobiście bał się dostarczyć kilu książek?...
Armin:
Maurenka przemieżała ścieżkę, która wiodła prosto. Trzymała pakunek i była zawascynowana tym, że komuś pomaga, a nie zabija ludzi, czy przenosi broń z punktu A do punktu B. Miała dostać pieniądze za coś prawego. To było dla niej coś nowego. Ciekawe o czym są te książki? Może przyrodnicze albo historyczne? Mijała okoliczne drzewa, były piękne, zielone. Armin rozmyślała tak aż doszła pod właściwy adres. Grzecznie zapukała do drzwi i czekała na odpowiedź.
Evening Antarii:
Przed samym domem jednak dziewczyna usłyszał "chrumkanie". Było to stadko dzików, posilające się korzonkami i małymi żyjątkami schowanymi wśród mchów. Kiedy ujrzały Armin na swoim "terytorium" dwa największe z nich ruszyły w jej stronę. Zaczęły szarżować. Dwa mniejsze dziki, zapewne lochy, zostały z tyłu ale miały się na baczności. Reszta stadka się rozpierzchła. Tylko ta najodważniejsza czwórka zaatakowała.
4x dzik. 2 z nich atakują Armin bezpośrednio, 2 czają się z tyłu.
Armin:
- Nie, znowu jakieś zwierzęta?! - Armin prawie krzyknęła te słowa. Pochwyciła sztylet i odskoczyła w bok, gdyż dziki biegły prosto w nią. Dziki zahamowały, a czarnoskóra skorzystała z okazji i wbiła sztylet w okolice uszu zwierzęcia. Maurenka usłyszała przeraźliwy kwik, a następny dzik wbiegał prosto na nią. Armin ponownie wykonała unik, ale tym razem wysunęła ukryte ostrze i przejechała wzdłuż tułowia bestii. Widać było ciemno-czerwone plamy na ziemi oraz na sierści zwierzęcia. Kobieta była gotowa, by kolejne dziki trafiły do nieba...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej