Tereny Valfden > Dział Wypraw

W cieniu gór

<< < (13/19) > >>

Lucas Paladin:
To będzie prosta walka. - pomyślał sobie rycerz. Jego myślenie było jak najbardziej prawidłowe, agresywni kanibale byli gotowi do ataku. Lucas miał jednak już ułożony w głowie odpowiedni plan, jak pozbyć się niebezpiecznych ludzi. Musiał działać jednak szybko i zdecydowanie. Skoncentrował swoją energię magiczną w wolnej - lewej dłoni, wlewając weń blask Zartata, jego światło i dobro, aby paradoksalnie nieść śmierć tym, którzy są w mroku. Lucas wyczekał aż kanibale zdołają się zbliżyć w grupie na na odległość około 2 metrów po czym wrzasnął wywołując zaklęcie: - Izeshar upishosh! - błysk spadający z niebios zwęglił ich ciała na popiół. Nie ocalał z nich ani jeden, jak mówi Pismo. Pozostała jednak sprawa kusznika, który był blisko naładowania broni i wystrzelenia bełtu w kierunku ÂŚwiętego Mściciela. Bractwo ÂŚwitu przygotowuje jendak swoich rycerzy i na taką ewentualność i uczy ich tak przydatnej umięjętności jaką jest przemieszczenie. Lucas bez skrupułów z niej skorzystał. Chowając miecz i sięgając po buzdygan, znalazł się dokładnie w tym miejscu i rąbnął kusznika w łeb z całych sił, robiąc mu w środku gulasz z mózgu i kości czaszki. Definitywnie, żywot kanibali został z tą chwilą zakończony.

Dragosani:
Kanibale byli martwi. Zabijanie niewinnych ludzi i pożeranie ich ciał jednak bardzo różni się od ataku na wyszkolonego rycerza w pełnej zbroi, władającego na dodatek magią. I przekonali się oni o tym na własnej skórze. Ciężko było jednak stwierdzić, czy zginęli wszyscy. W tej grocie raczej tak. Lucas dostrzegł komorę w której to przedtem siedzieli. Nie wychodziły z niej inne tunele, jedynie w sklepieniu widniał dziura, przez którą wylatywał dym z ogniska. Płonęło ono na środku komory. Wokół niego stały jakieś bardzo proste i prymitywne meble. Nad ogniem był rożen. Przytwierdzone było do nieco ciało dziecka. Na oko sześcioletniego. Już upieczone, gotowe do spożycia. W sali było jeszcze trochę kości, jakieś noże i tym podobne śmieci. Na czymś w rodzaju stołu Lucas dostrzegł blask złota.

Lucas Paladin:
Kanibale byli martwi, Lucas zbliżył się do ich siedliska. Widok dziecka ułożonego na rożenie zmroził w nim krew, to również sprawiło, że nie żałował tego, iż pozbawił ich życia. Byli istotami wynaturzonymi, pozbawionymi empatii i dobra w sercach, niezdolni do zboczenia z niecnej ścieżki, którą podążali. Zabijanie dzieci było czymś, co Lucasa dotykało najbardziej, sam zresztą mógł coś takiego przeżyć. Podszedł do stołu, na którym zobaczył mieniące się złoto, najprawdopodobniej grzywny. Okradanie martwych? Dragosani miałby pewnie na to jakąś chwytliwą kwestię.

Dragosani:
Złotem okazał się pierścień. I patrzył tak na Lucasa oczami, których wszak nie miał. Patrzył i mówił "Weź mnie, weź mnie". Przecież kanibalom i tak by się nie przydał. Dziecku także. Oczywiście duma rycerza mogła mu zabronić zagarnięcia łupów. W grocie nie było nic innego godnego uwagi.

Nazwa: Złoty pierścień
Wartość: 100 grzywien

Lucas Paladin:
Lucas postanowił wyzbyć się dumy rycerskiej na tę chwilę, pieniądze były mu potrzebne do zakończenia szkolenia na Anioła. Zabrał więc ze stołu pierścień, a ponieważ nie było tutaj już niczego wartego uwagi, ani innych przeciwników do pokonania wycofał się z jaskini, aby wrócić do Ptasznika z wieściami. Dodatkowo miał jeszcze okazję, by choć przez chwilę podziwiać wdzięki Mięty i spotkać Grzybka.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej