Tereny Valfden > Dział Wypraw
W cieniu gór
Dragosani:
I tak oto wojownik Zartata wszedł do mrocznej jaskini, aby pokonać krwiożercze pomioty. Jego magia rozświetliła mrok. Przeszedł kilkanaście metrów wgłąb jaskini. Nagle dostrzegł kości. Ot tak porzucone kości. Zdecydowanie ludzkie. I to należące nie tylko do jednego człowieka. Lucas mógł dostrzec cztery czaszki. Wszystkie kości były wymieszane, ciężko było stwierdzić, czy to pełne szkielety czterech ludzi. Jednak bliższe oględziny wykazały coś interesującego. ÂŚlady zębów na kościach, jakby coś je ogryzało z mięsa.
Lucas Paladin:
Ogryzione z mięsa kości wbrew pozorom wcale nie wskazywały na wampiry. Ich interesowała jedynie krew, to był ich bodziec, a nie mięso. Lucas zaczynał podjerzewać, iż to nie nocni łowcy stanowią tutaj zagrożenie, a jacyś niebezpieczni drapieżnicy. Być może Sambiry, nie umiał stwierdzić. Tym bardziej zachował czujność i ruszył dalej w głąb jaskini z kulą światła nad głową i srebrnym mieczem w dłoni.
Dragosani:
I ruszył dalej. Jaskinia nie była jakoś przesadnie skomplikowanym kompleksem podziemnych tuneli. Ot główny korytarz zakręcający kilka razy. Miał tez kilka płytkich odnóg w których Lucas znajdywał czasem inne kości. Także ze śladami zębów. Które jednak coraz mniej przypominały mu kły zwierząt. Minął kolejny zakręt tunelu i dostrzegł blask światła. Zapewne pochodzącego z jakiegoś ogniska, czy czegoś w tym rodzaju. Usłyszał też jakiś ciche głosy. Rozmawiające głosy. Zdecydowanie nie zwierzęce. Zakręt korytarza zza którego widział blask ognia był jakieś dziesięć metrów od niego.
Lucas Paladin:
Kanibale? - Lucas sam nie wiedział co dokładnie myśleć. Wiedział natomiast co zrobić. Wykorzystując umiejętności telekinetyczne posłał kulę światła na 10 metrów do przodu, mógł w ten sposób zwabić ewentualnych napastników do siebie. Stanął w miejscu, wciąż mając w broń w pogotowiu i czekał na rozwój wydarzeń. Tak naprawdę nie wiedział, czego się spodziewać.
Dragosani:
Fortel Lucasa podziałał. Zakonnik usłyszał krzyk zaskoczenia. Potem kroki. Zza zakrętu wyszło trzech ludzi. Byli obdarci i zdziczeli. Z początku nie zauważyli Lucasa, lecz dostrzegli go. Huknęli coś w niezbyt ludzki osób i rzucili się na niego w prymitywnym ataku. Za nim zza zakrętu wybiegła jeszcze dwójka innych kanibali. Też ruszyli do ataku. Za nimi pojawił jeszcze jeden. Z kuszą. Zaczął ładować broń.
Kanibal x 5
Kanibal z kuszą x 1
// Pięć jest siedem metrów od ciebie i biegną. Szybko się zbliżają. To dość prosta i prymitywna szarża. Jakby byli dzikusami.
// Kusznik jest dziesięć metrów od ciebie i naciąga kuszę.
// Niestety ciężko znaleźć jakiś bardziej wymagających ludzi, którzy pasowaliby do tej roli :/
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej