Tereny Valfden > Dział Wypraw
W cieniu gór
Lucas Paladin:
- Odpocząłem już wystarczająco. Reszta podróży nie zmęczyła mnie tak bardzo. A co do dnia, czy nocy, mój Panie, jestem rycerzem Bractwa ÂŚwitu, powołano mnie do walki przeciw nieumarłym i demonom. Niezależnie czy w blasku dnia, czy mrokach nocy. Znam techniki, które są w stanie przezwyciężyć zło. - Lucas był gotów. Chociaż nadal uważał, że wszystko idzie póki co jakoś podejrzanie łatwo. Zwykł już nie ufać ludziom, po tym, co go spotkało w drodze poszukiwań zagionionego słowa, wróg nie śpi i może czychać na każdym kroku. Z drugiej strony nie wiedział, czy zastanie nocnych łowców w swojej kryjówce. Póki co, nadal mieliśmy dzień, co osłabiało ich możliwości.
Dragosani:
- Jak uważasz, rycerzu - odparł Ptasznik. W jego głosie dało się wyczuć minimalną niechęć. Właściwie tylko w ostatnim słowie. A może to było tylko takie wrażenie podejrzliwiego Lucasa? Ptasznik wstał i otworzył drzwi.
- Mięta! - zawołał. Gdzieś tam Lucas usłyszał głos odzywającej się dziewczyny. Ăw głos zbliżył się do drzwi.
- Zaprowadzisz rycerza do jaskini, którą znalazłaś. On zajmie się naszym problemem - wyjaśnił Ptasznik, gdy do domostwa weszła Mięta. Była to dość przeciętna, wiejska dziewczyna. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. W wieku około z dwudziestu lat. Jasne włosy i również jasne, zielonkawe oczy. Całkiem zgrabna. Siedem na dziesięć, jak to by powiedział Dragosani. Dziewczę spojrzało z ciekawością na Lucasa.
Lucas Paladin:
Całkiem niezła. - pomyślał sobie rycerz. Spojrzenie niewiasty nie przeszkadzało Lucasowi, jak każdy mężczyzna lubił jak kobiety na niego patrzyły, zresztą miał co sobą reprezentować. Podszedł do Mięty i szarmancko ucałował dłoń, po czym się przedstawił: - Lucas Paladin, bardzo jestem rad, że mogę panienkę poznać. - i zaprezentował jeden ze swoich najlepszych uśmiechów. Zaloty przeszkadzały jednak w wykonaniu zadania, także od razu po tym małym pokazie od razu poprosił o zaprowadzenie go do jaskini.
Dragosani:
- To moja córka, Mięta - powiedział chłodno Ptasznik, obserwując szarmanckie popisy Lucasa. Ton był chłodny, lecz nie wyrażał niechęci. Może mężczyzna dobrze ją ukrywał. Albo nigdy jej nie czuł. Dziewczyna skinęła na rycerza.
- Chodźmy więc, panie. Trzeba przejść kawałek drogi. - I poprowadziła Lucasa. Wyszli z domu, później z osady. I poszli w las. Mięta szła pewnie, zapewne doskonale znała okolicę.
Po mniej więcej godzinie dotarli na miejsce. Do podnóża jednej z gór. W skalistej powierzchni widniała mroczna wyrwa. Jaskinia.
- To tutaj - powiedziała szeptem Mięta. - Poradzi sobie pan? Ja... ja się boję. Wolałabym już iść do domu... - Spuściła nieco wstydliwie wzrok.
Lucas Paladin:
Droga do jaskini w towarzystwie Mięty minęła szybko, większych komplikacji nie było. Lucas mentalnie przygotowywał się do walki. Wie, że wampiry są nie lada wyzwaniem, miał jednak gotowy arsenał na pokonanie tych niecnych bestii. Przede wszystkim miecz i pancerz ze srebra, na które Ci nieumarli są bardzo wrażliwi. Dodatkowo nabyte w Bractwie zdolności i zaklęcia. Teraz miał okazję je zaprezentować. Rzekł jeszcze do Mięty: - Dziękuję Ci za wskazanie miejsca. Idź, idź. Poradzę sobie sam. - kiedy stał już na przeciwko wejścia do jaskini, rozpoczął modlitwę do Zartata. Zartacie, boski Aniele, obdarz swojego sługę odwagą i siłą, aby mógł stanąć mężnie przeciw wrogom Twojego światła. Prowadź mą rękę, niech ona zakończy żywot tych, którzy swoją obecnością plują Ci w twarz. - po czym zdecydowanym krokiem wszedł do środka. Sięgnął po Seregila i od razu rzucił też zaklęcie światła, coby dobrze widzieć:
- Elisash!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej