Tereny Valfden > Dział Wypraw
W cieniu gór
Dragosani:
Podróż, wbrew wszelkim pozorom, przebiegła szybko i spokojnie. Trudno się tego spodziewać w górach, ale widocznie do Lucasa (i Grzybka, rzecz jasna) uśmiechnęło się szczęście. Albo Zartat uznał, że najwyższybko czas przestać robić sobie jaja ze swojego prawie najlepszego sługi i zająć się czymś pożytecznym. Na przykład wysłuchanie modlitw i nie opowiadaniem na nie. W każdym razie po jakimś niesprecyzowanym czasie dotarli do celu. Minęli dwie duże skały i w niewielkiej.dolinie dostrzegli kilka domów, otoczonych palisadę. Brama była otwarta, wokół palisady, na trawie.spacerował owce, pilnowanie przez kilku ludzi.
- To tutaj! - zawołał Grzybek. - Tutaj mieszkam z tatką, mamą i rodzeństwem. Znajdżmy tatkę, on pewnie chce z panem porozmawiać - zaproponował. I ruszyli do maleńkiej osady. Ludzie pilnujący owce spoglądali na wędrującego rycerza z uwagą. Pod palisadę na ławce siedziało kilku dziadów. Oni z kolei patrzyli na przybyszów z najwyższym spokojem i dostojnością godną wysokich kapłanów Zartata. Jak to tylko mogą starzy ludzie w takich miejscach. W sumie należał im się pewien szacunek, że aż tyle lat tu przetrwali.
Grzybek pokierował Lucasa do osady. Witał ludzi kiwnęciami głowy i też słownie. Potem zaprowadził rycerza do swojego domu. Był całkiem spory, jakby jego ojciec był tutaj kimś nieco ważniejszym. Weszli do środka.
- Kogo tam nies... Grzybek! - zawołał mężczyzna w izbie. Siedział za stołem i jadł pierogi. Natychmiast wstał i podszedł do syna.
- Widzę, że sobie prowadziłeś. - zerknął na rycerza. - Witamy w naszej skromnej osadzie, szlachetnego pana - zwrócił się do Lucasa. Jego sposób wysławiania się był inny niż Grzybka. Chyba nie mieszkał tutaj całe życie.
- Nazywam się Ptasznik i jestem tutaj jakby sołtysem - przedstawił się. - Heh, nawet nie wiem jak nazwać te funkcję w tej małej społeczności. Zakładam, że Grzybek wyjaśnił sprawę? - zapytał.
Lucas Paladin:
Na całe szczęście żadnych komplikacji w drodze nie było. Fakt, Lucas nie miał okazji popracować ostrzem przed walką z wampirami, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Był w pełni sił i teraz mógł spokojnie zająć się niepokojącym problemem. Gdy dotarł do wioski zauważył jak Ci ludzie żyli. Bez miejskich luksusów, przepychu. Skromnie, a radzili sobie świetnie. Gdyby nie wampiry. Lucas sporzjał na ojca Grzybka, o równie dziwnym imieniu i poczuł litość dla tych ludzi.
- Tak, zostałem poinformowany o wampirach. Możesz mi powiedzieć coś więcej?
Dragosani:
- Usiądzie pan. - Ptasznik gestem zaprosił Lucasa do stołu. Grzybek nie bardzo wiedział chyba co ze sobą zrobić. Jego problem rozwiązał ojciec.
- Grzybek, znajdź matkę. Niech przyszykuje jakąś strawę dla gościa - polecił. Jego syn od razu ruszył wykonać powierzone zadanie. Ptasznik zaś usiadł przy stole, podobnie jak zapewne Lucas.
- Ataki rozpoczęły się jakiś czas temu. Najpierw znikali pojedynczy ludzie. Potem mieszkańcy samotnych chat. Szczęśliwie napastnicy jeszcze nie odważyli się atakować większych grup ludzi, jak choćby nasza osada. Ale to zapewne kwestia czasu - powiedział. - Nie znajdowaliśmy ciał w miejscach ataków. ÂŚlady walki oczywiście były. Sugerowały grupę co najmniej kilkuosobową. Nie sposób stwierdzić ile ich jest naprawdę. Moi zwiadowcy... - Ptasznik użył dość ciekawego słowa, jak na sołtysa tak małej osady. - Znaleźli jednak potencjalne miejsce ich kryjówki. Jednak moi ludzie to nie wojownicy, a sam bym sobie nie poradził. Poza tym, mój stan zdrowia już nie pozwala na toczenie bojów. Każę zwiadowcom pokazać ci, panie, miejsce gdzie mogą ukrywać się napastnicy.
Lucas Paladin:
Lucasowi to wszystko wydawało się podjerzane. Za proste. A może facet należał do jakiś tajnych służb i stąd dowiedział się co w trawie piszczy? Sprawdzić na pewno nie zaszkodziło, zwłaszcza, że Lucas zmarnował na podróż wystarczająco dużo czasu. Czekały go obowiązki w stolicy i w Bractwie. Nie przedłużając więc z marszu odpowiedział sołtysowi:
- Wskaż mi to miejsce, chętnie się tam rozejrzę.
Dragosani:
- Nie chce pan odpocząć po podróży? - zapytał Ptasznik. - Oczywiście mogę od razu kazać komuś pana tam zaprowadzić. Ale sugerowałbym zrobić to raczej z samego rana. Tak w razie gdyby to naprawdę były wampiry. W dzień będą bezbronne.
// Jest popołudnie, tak na marginesie. Mniej więcej 15:30.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej