Tereny Valfden > Dział Wypraw

W cieniu gór

<< < (6/19) > >>

Dragosani:
Budynki okazały się domami, które stały na obrzeżu jakiejś wioski. Zwyczajnej wioski, niemal anoniomowej, jakich wiele na Valfden. Od trochę chat i zagród, gdzieś tam z tyłu jakieś pole i takie tam. No wioska, no. Pośrodku był plac, jak to w takich wioskach. Przy nim była jakąś prosta karczma. Za wioska, na łące, rozstawiony był jakiś duży i kolorowy namiot. Stało obok niego wiele wozów. W samej wiosce zaś kręciło się sporo osób. Zbyt dużo, jak na niewielką osadę.

Lucas Paladin:
Tajemniczy namiot rozstawiony za wioską. I mnóstwo ludzi. Lucas postanowił się tym nie przejmować, najważniejsze było teraz napełnić żołądek i odpocząć. Póki co nikt przybyszów nie zaczepił, to i nie było powodu, żeby się interesować. Skierował więc Tancerza do karczmy, gdzie z Grzybkiem mogli spełnić podstawowe potrzeby. Zostawił więc konia przed wejściem a sam wszedł do środka, rozglądając się za karczmarzem.

Dragosani:
Lucas w stajni z trudem znalazł miejsce dla Tancerza. Było tutaj naprawdę podejrzanie dużo ludzi, zapewne przyjezdnych. Oczywiście nie w samej stajni, ale gdzieś musieli zostawić swoje konie i wozy. Gdy weszli do karczmy, znaleźli tam właścicieli tychże. I to w dużej liczbie. Karczma pękała bowiem w szwach od ilości ludzi. Gospodarz (który okazał się niziołkiem) i jego pracownicy ledwo co dawali radę ogarnąć całe to towarzystwo.

Lucas Paladin:
Tłum. W karczmie gorąco i smród, ciężko będzie znaleźć tutaj jakikolwiek pokój, a tym bardziej coś zjeść. Należało więc posłużyć się tytułem, w innym przypadku, Lucas zniknąłby w ogromnie ludzi i nie zostałby obsłużony. Przepchnął się więc przez tłum i podchodząc do szynkwasu, odezwał się do niziołka:
- Lucas Paladin, Marszałek Koronny w służbie Jego Wysokości króla Isentora I. Szukamy wraz z mym sługą w waszej karczmie noclegu i strawy.

Dragosani:
Zartat musiałby być wielce rozczarowany, że Lucas tak podle wykorzystuje własną pozycję. Ale nie każdy może być szlachetny i takie tam, jak widać. Gospodarz wytarł dłonie o fartuch. Skłonił się lekko. Zrobił to oczywiście zaraz po tym, jak postawił na pobliski stół michę z jakimś pachnący czymś.
- Panie Marszałku, zły moment pan wybrał - powiedział. - Tłumy dzisiaj mamy, strawa się znajdzie, ale z kwaterą to już ciężko. -Karczmarz chyba nie chciał nikogo wyrzucać z już wynajętego pokoju. - Cyrk przyjechał, jak co roku, i się zjechali ludzie z całej okolicy. Stąd te tłumy - dodał, jakby w usprawiedliwieniu.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej