Tereny Valfden > Dział Wypraw
ÂŚpiący król
Evening Antarii:
Mężczyzna był zajęty jakimiś rozmowami o interesach, nudy. A miecz nosił tylko dla ozdoby bo jakoś nigdy nie miał czasu albo pieniędzy na porządną naukę tą bronią.
- To taki jeden pan. Patrz teraz... - na twarzy malował jej się złowieszczy uśmieszek, mógł oznaczać dosłownie wszystko. Wzięła w rękę jednego ziemniaka i rzuciła nim prosto w mężczyznę. Miała cela. Idealnie trafił w jego głowę i rozleciał się na niej. Talerz szybko podsunęła Dragowi a sama zrobiła niewinną minkę. - To on! - "zdziwiła się".
Mężczyzna wstał i był tak zdenerwowany że na czole pulsowała mu żyłka.
- Ej, cwaniaczku! Co to miało kurwa być!? Co ty sobie myślisz?!! - zaraz za nim wstało też dwóch jego kolegów.
Dragosani:
Akcja dziewczyny, rzucenie mężczyzny ziemniakiem i późniejsze "wrobienie" w to Draga, było dość zaskakujące. Ale przynajmniej wyjaśnił się dobór słów. Człowiek istotnie śmiesznie się złościł. Drago zerknął najpierw na Czterdziestkę Czwórkę, potem na talerz i na końcu na "ofiarę" ziemniaczanego pocisku. I jego towarzyszy. Wstał, coby nie odpowiadać tak na siedząco. Uznał, ze można pograć w grę dziewczyny. Czemu nie. Mogło być zabawnie.
- Gardzę ludźmi, którzy sypiają z żonami swoich towarzyszy - powiedział wymownie zerkając na jednego z towarzyszy obrzuconego jedzeniem mężczyzny. Chciał dać mu do zrozumienia, że mówi właśnie o jego hipotetycznej żonie. Ciekaw był ich reakcji.
Evening Antarii:
- Ooooo! Hahahahaha! - dziewczyna śmiała się tak jakby to była najśmieszniejsza sytuacja w jej całym życiu. No ale z boku mogło to wyglądać co najmniej dziwnie. - Osz ty kur...! - zdusił w sobie przekleństwo, na swego towarzysza nawet nie spojrzał, a potem dobył miecza. Był strasznie wściekły i buzowała w nim adrenalina. We włosach miał przecież jeszcze kawałki ziemniaczka... -Dalej, bierzcie się za niego!- krzyknął i ponaglił ich ruchem ręki. Z boku wstał jeszcze jeden mężczyzna. Chyba chciał się bronić albo chociaż pokonać wampira który wszczyna bójki po tawernach.
W tym momencie także i Czterdzieści Cztery spoważniała, wstała, dobyła sztyletu i zajęła się jednym z jego kolegów. Tym który sypia z jego żoną, podobno. Była mistrzem, od dziecka uczyła się walki tą bronią więc jeden spaślak i w dodatku z kilkoma promilami nie był dla niej problemem. Zrobiła zgrabny obrót, wymierzyła cios i raniła go w ramię. Broń wbiła się na kilka centymetrów a mężczyzna krzyknął przeraźliwie. Jednak musiała zrobić unik przed jego pędzącym rozpaczliwie ostrzem. Potem uskoczyła lekko w bok i wbiła sztylet w kark mężczyzny.- Dobranoc, proszę pana.
A mężczyzna z mieczem z czarnej rudy może i mógł się pochwalić drogą zabawką, ale nie umiał nią porządnie władać. Doskoczył do Draga by dać mu "nauczkę".
W tym czasie jeden z czwórki która zaryzykowała walką zmierzał po cichu w stronę wyjścia...
3x http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Bandyta
Jeden z nich wyposażony w
Nazwa broni: Jednoręczny miecz z czarnej rudy
Rodzaj: miecz
Typ: jednoręczny
Ostrość: 35
Wytrzymałość: 40
Opis: Wykuty z 1,01kg czarnej rudy o zasięgu 0,9 metra.
//Jeden z nich jest wyposażony w miecz i atakuje Draga. Drugi ma sztylet i szykuje się do ataku. Jednego zabiła Czterdzieści Cztery a czwarty jest trochę tchórzliwy i nie bierze się na razie za walkę.
Dragosani:
Drago nie wyciągał nawet broni. Człowiek z mieczem z czarnej rudy może i był nieźle wyposażony, ale umiejętnościami odstępował od Draga. Jego atak był wręcz obelgą dla mistrza szermierki. Wampir uchylił się przed ciosem. Z perspektywy atakującego wyglądało to tak, jakby wampir był już niemal pod jego ostrzem, a potem nagle znalazł się kawałek dalej, już poza torem klingi. Drago przeskoczył ławę, dzięki czemu zyskał nieco miejsca. Wyciągnął rękę w stronę człowieka z mieczem z rudy. Pobrał nieco mocy z Kryształu i rzucił jedno słowo.
- Uosh. - Zaklęcie Uroku wbiło się w umysł nieudolnego szermierza jak krasnoludzki kilof w skałę. Teraz powinien zapomnieć o wszelkich przewinieniach Draga i uznać go wręcz za przyjaciela. Pozostało dwóch. Jeden ze sztyletem, szykował się do ataku, drugi uciekał. Było to ryzyko wezwania straży. Co prawda wampir się tego nie obawiał, wszak słowo Hetmana było bardziej znaczące niż jakiś tam anonimowych klientów podejrzanej karczmy, ale nie chciał posuwać się do wykorzystywania pozycji. Skinął dłonią w stronę uciekiniera.
- Izaar - szepnął. Uciekinier po prostu zasnął. Pozostał ostatni. Antares wyciągnął pistolet i wycelował mu w twarz.
- Spokój - powiedział. - Brak wam poczucia humoru? Temu koledze się podobało, co nie? - zapytał zauroczonego.
Evening Antarii:
Jeden z nich, ten który chciał się bronić po prostu usiadł z powrotem na ławkę, trochę zszokowany.
Czterdzieści Cztery schowała swoją broń a potem sięgnęła po sztylet tego, którego przed chwilą zabiła i podeszła do drzwi, gdzie w progu stał tchórz. Opierał się ręką o drewnianą framugę i patrzył z przerażeniem na wampira. - Trzymaj się - rzekła dziewczyna do niego na pożegnanie, narzuciła kaptur na głowę i przybiła dłoń mężczyzny do framugi. Mocno, aż po sam trzonek, broń tkwiła w jego śródręczu i dalej w drewnie.
- Psst, Drago, zmywamy się! - szepnęła ostrzegawczo kiedy gospodarz zaczął gonić ich kuchennym nożem. Po prostu chciał ich "nastraszyć" i pozbyć się ze swojego lokalu.
- Na konie, szybko! - zawołała dziewczyna i odwiązała sobie jednego wierzchowca. Wskoczyła na niego chwytając pewnie za lejce.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej