Tereny Valfden > Dział Wypraw
ÂŚpiący król
Evening Antarii:
- Bo jak zakonnice mogą być ciekawe? I nie marudź! - zaśmiała się. Potem delikatnie poklepała nietoperza po główce w przyjaznym geście i przymknęła torbę ale tak, by Drago mógł wszystko widzieć jak zmierzali do zamku. - Byłbyś idealnym pupilem.
Przeszli kawałek lasem, potem była nieduża zaniedbana łąka i trochę błota, ale Oczko dała radę gdyż znała tę trasę bardzo dobrze i wiedziała gdzie wody gromadzi się mniej a gdzie więcej. Więc tak bezpiecznie, bez brodzenia w błocie znaleźli się w chacie. Z zewnątrz był to drewniany domek jakiegoś leśniczego? Ewentualnie rolnika. Mocno podupadły stał się siedzibą Króla i miejscem, gdzie ludzie poddawani byli strasznym eksperymentom.
Oczko przeszła przez pokoje numerów rozmieszczone po dwóch stronach korytarza, jak gdyby nigdy nic. W końcu po prostu wróciła z misji. Ktoś przywitał się z nią, a ludzie tłoczyli się w małych pokoikach, szeptali a niektórzy płakali. Taka była bowiem codzienność w Zamku. Przeszła przez tę część bezpiecznie nie budząc niczyich podejrzeń. Bo i o co ją podejrzewać? Całą swoją chęć zemsty trzymała w tajemnicy.
Dotarli do Sali Tronowej, która okazała się, tak jak mówiła wcześniej, zwykłym dużym pokojem z metalowym szerokim stołem na środku. Oczko rozejrzała się i podeszła do klapy. Ostrożnie podważyła ją palcami i przesunęła w bok. Uderzyło w nią cuchnące, zatęchłe powietrze. Odwróciła się na chwilę i zakaszlała, usta przykryła chustą. - Zaraz się porzygam... -jęknęła. Ale zeszła wąskimi schodami w dół, do ciemnego dusznego korytarza rozświetlanego tylko przez kilka świec po bokach. Miejsce wyglądało jak z horroru, drzwi do pomieszczeń były ciężkie i metalowe, pokryte jakąś rdzą. Oczko jeszcze mocniej przycisnęła chustę do ust i nosa.- Możesz wyjść- szepnęła i uchyliła torbę.
Z tego miejsca szło się w dwie strony. Taki korytarz ciągnął się w prawo i w lewo.
//Oczywiście zamiast lamp są świece na ścianach :)
Dragosani:
Drago pisnął coś z oburzeniem, gdy dziewczyna stwierdziła, że zaraz zwróci ostatni posiłek. W wolnym tłumaczeniu z nietoperzowego brzmiałoby to "Tylko nie do torby!". Oczywiście Oczko nie rozumiała z tych pisków ani słowa. Przez całą drogę obserwował wszystko z wnętrza torby. Na tyle, na ile pozwalała mu to obecna pozycja, jak i forma. Gdy w końcu dotarli na miejsce i dziewczyna stwierdziła, że można wyjść, Drago wyleciał z jej torby. Wylądował obok niej i wrócił do człekokształtnej postaci. Skrzywił się, czując panujący w korytarzu smród.
- Niezbyt tu przyjemnie. - Rozejrzał się. - Skąd on wziął fundusze na zbudowanie czegoś takiego? - zapytał świat jako taki. - No, mniejsza. Szukamy? - zwrócił się do Czterdzieści Cztery.
Evening Antarii:
- A ja wiem? To świr, może sam sobie wykopał - wzruszyła ramionami od niechcenia. - Pamiętam, że te korytarze łączą się po drugiej stronie. Tworzą taki jakby kwadrat... Więc spotkamy się w połowie. Nie wiem czy "król-naukowiec" ma jakieś tajemne przejścia. Jednak... nie sądzę. - wyciągnęła z pochwy sztylet i sprawdziła palcem jego ostrość. Potem spojrzała w stronę prawego korytarza prowadzącego w ciemność. Teraz mogłaby wziąć głęboki wdech lecz to chyba nie było najlepsze miejsce na zrobienie tego. - Ruszamy.
Oczko napierała na kolejne drzwi. Pierwsze były otwarte i zgrzytnęły przy otwieraniu. Wnętrze wypełnione było wysokimi półkami na których stały różne pudełka. A na nich napisy np. "elfie zęby", "paznokcie orków" albo tajemniczo oznaczone cyframi, jakimiś kodami i oznaczeniami zrozumiałymi tylko dla Króla. Jednak było ono puste.
Kolejne drzwi ustąpiły dopiero po kilku mocniejszych kopniakach Oczka. Tutaj była swoista baza danych. Daty urodzenia, jakaś dokumentacja, zeszyty wypełnione rysunkami wnętrza każdej rasy, obliczenia dawek trucizn, schematy przeszczepów. Ani śladu Króla.
Szła dalej.
Dwóch kolejnych drzwi dziewczyna nie dała rady otworzyć.
Potem był pokój z beczkami wypełnionymi śmierdzącymi substancjami. Może to były rozpuszczone szczątki albo płyny ustrojowe. Na podłodze leżał zdechły szczur. Króla nie było.
Szła dalej.
Dragosani:
Drago skinął głową na znak zgody i ruszył w drugą stronę. Nie wyciągał broni. Nie dobył ani szabli, ani sztyletu, ani pistoletu. Nie zamierzał zabijać Króla. Chciał dać tę szanse dziewczynie. Sam planował go tylko schwytać. Ruszył więc przed siebie, sprawdzając kolejno wszystkie drzwi. Niektóre otwierał bez problemów. W zamkach innych musiał pogrzebać wytrychami, przypominając sobie to co wiedział o otwieraniu zamków. Jeszcze inne po prostu wyważał uderzeniem pięści lub kopnięciem. Przeszukiwał każde pomieszczenie. Szukał zarówno Króla, jak i dowodów na jego zbrodnie. Chociaż widział już wystarczająco wiele. Sprawdzał także, czy w pokojach nie ma czegoś cennego, co po ich akcji Królowi mogłoby się już nie przydać. Chociaż priorytetem był sam mieszkaniec tych podziemi.
Evening Antarii:
Drago w pierwszym pokoju widział słoiki wypełnione jakimś śluzem. Pływały w nich oczy albo uszy. Zdarzyły się też języki albo nerki i inne narządy wewnętrzne w większych słojach. To był bowiem magazyn narządów i części zamiennych. Wszystko skatalogowane i dokładnie opisane.
Kolejne pomieszczenie to były dwa stoły. Na jednym leżało rozcięte od gardła pod pachwin ciało ludzkie. W środku wybebeszone. A na drugim stole leżały jelita, wątroba, serce, płuca i reszta, poukładane zgodnie z tym, jak występują w ciele. Lecz nie było tu Króla.
Następny pokój był większy i ciekawszy od reszty. Tu bowiem Drago odnalazł "żywy inwentarz". Najróżniejsze rasy siedziały w stalowych klatkach. Kilkanaście istot i każda walczyła o przeżycie. Tu śmierdziało wyjątkowo, odchodami, moczem, psującym się mięsem, brakiem świeżego powietrza. Ktoś akurat jadł zawzięcie zdechłą mysz, gdy wampir otworzył drzwi po dłuższym kombinowaniu z zamkiem. Klatki były ciasne, poustawiane w rzędach jedna przy drugiej. Ludzie i nieludzie byli głodni, ich wychudzone ciała przypominały trupy. Jakiś człowiek leżał już martwy w swych płynach ustrojowych, sama skóra i kości.
Na ścianie jakiś ork wydrapał imię "Judasz".
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej