Tereny Valfden > Dział Wypraw

Cień skryty w mroku

<< < (47/52) > >>

Nawaar:
Dhampir zwijał się w spazmach bólu do czasu aż coś nie weszło, przez otwory w katedrze a była to wiązka światła, która zaczęła wypełniać pomieszczenie swym blaskiem, a tuż za pierwszą pojawiły się kolejne tworząc jasny byt. Wyglądał on na motyla bądź wróżkę. Silvaster sam nie mógł lepiej tego określić, ale będąc pod ciągłym bólem umysłu mogło przewidzieć mu się właściwie wszystko. Teraz gdy duch otoczył swą świetlistą aurą towarzyszy to do pomieszczenia wdarło się kilka ogników, które zaatakowały złego ducha postać rodem z najczarniejszych piekieł, ale niestety ulegały one silniejszej mocy magicznej mrocznego, co nie mogło się dobrze skończyć. Dhampir czując otaczającą go dobrą aurę powoli odzyskiwał zmysły, a krzyk zanikał toteż przestał się drzeć i tarzać, po podłodze. Dziecko świtu kątem oka obserwowało Lithana, który tak samo nie odczuwał bólu mentalnego. Silvaster zdjął już dłonie z uszu i znów poczuł, że palec mu doskwiera lecz tym razem się nim tak bardzo nie przejmował mając nadal w pamięci ten wewnętrzny krzyk. Na szczęście nie stracił całkowicie słuchu, tylko został poważnie ogłuszony na tyle, że ledwo słyszał dźwięki wydawane przez ostatniego z ogników. Ognik ten stał, przy drzwiach i jakby nawoływał towarzyszy, by ruszyli się i opuścili to miejsce jak najszybciej. Silvaster spojrzał jeszcze raz na dobrego ducha, który przelał na dhampira swoją moc nadając mu sił, ale niestety zauważył też, że jego dobra aura znika. Dlatego wiedząc, co powinien uczynić powstał stawiając jedną nogę, potem drugą i mocno przygarbiony zaczął szurać nogami i zataczać się w stronę drzwi tam gdzie stało jedyne światełko w tunelu, czyli do ognika.

Lithan le Ellander:
Wybiegli razem za ognikiem, który szybko zaczął ich prowadzić. Z groty rozległ się ryk i w mrokach wielkiej sali ze schodami w której byli wcześniej rozpaliły się dwoje oczu. Coś zaczęło ich ścigać. Ognik prowadził. Biegli chwilę, a już byli daleko za kanionem, w środku pustki w którą przybyli z normalnego świata. ÂŚwiat ten bowiem miał tysiąc tysięcy drzwi, a ogniki wiedziały które otworzyć. Na skraju lasu zobaczyli jednak to, co ich ścigało, to co zostało po nich wysłane.

Nawaar:
Dhampir podążał za ognikiem nie rozglądając się za bardzo na boki. Teraz towarzysze ratowali swoje życia, które mogli stracić w każdej chwili i tak właśnie było, bo gdy minęli wielką sale ze schodami prowadzącymi do góry znów usłyszeli złowrogi ryk a przez sekundę błysk nowych dwóch kul ognia, lecz tym razem nie był on tak potężny by mógł powalić uciekinierów wraz z ognikiem, co nie zmieniło faktu że dziwna postać ruszyła za nimi w pościg. Ognik prowadził ich wyjątkowo sprawnie, na tyle że wydawało się Silvasterowi, że uniknęli zagrożenia widocznie ta mała kulka energii magicznej znała lepsze i szybsze przejścia, które znane było jedynie im? Dhampir niestety nie mógł tego jasno określić, ale mógł powiedzieć jedno, że to działało i w ciągu chwili towarzysze znaleźli się na skraju lasu gdzie już niedaleko było do powrotu do swojego wymiaru, ale co dobre szybko się kończy. Dhampir już uradowany czekał aż Lithan ich wyciągnie z tej czarnej pustki dopóki na skraju lasu dojrzeli to, co ich ścigało cóż można było stwierdzić, że nie tylko ogniki znają sekretne przejścia ale przeklęte istoty również znały swoje. W takiej sytuacji Silvasterowi rzedła mina i przestał się już uśmiechać a nawet zaakceptował obecną sytuację. Wiedział, że to co ujrzeli nie puści ich stąd żywym. Dlatego zimnym i lodowatym głosem zapytał elfa. - Będziemy musieli z tym walczyć? Potem rzucił na bestię lodowate spojrzenie i zaczął je obserwować. Stwór ten był wielki na oko miał gdzieś z 3 metry wzrostu, łapy czarne niczym smoła zakończone ostrymi jak wydawać się mogło pazurami, włosy rozłożyste i spiczaste a w oczach zażył się ognień nienawiści i unicestwienie wszystkiego. Silvaster stał tak i obserwował dopóki Lithan nie zrobi pierwszego ruchu.

Lithan le Ellander:
- Wychodzimy! Szybko! - zawołał Lithan. Stwór ruszył na was biegnąc i wymachując łapami jak wahadłami. Był już blisko kiedy Lithan skupił się i impulsem wyrzucił ich z palantira. Szybko puścił Silvastera, odłączył się mentalnie od artefaktu. Ten zagotował się od środka ogniem dziwnie świecących ślepi. Lithan zarzucił na palantir alfistrowe sukno i tym samy wygasił artefakt. Wizja Kenshina i Progana skończyły się. Opuszek palca Silvastera pokrywała czarna martwica. Cóż, starł do kości palec w tamtym wymiarze, w tym ta część palca obumarła.
Lithan uśmiechnął się po tym co przeżyli. Przeżyli.

Nawaar:
Dhampir nawet się nie zorientował kiedy Litah rzekł, że wychodzimy stąd a wtedy stwór ruszył na nich wymachując swoimi łapami niszcząc wszystko na swojej drodze. Na szczęście w ostatniej chwili elf skupił w sobie moc magiczną i wyciągnął ich z tego koszmarnego i pełnego dziwactw miejsca. Silvaster poczuł, że wrócił do normalnego świata, bo wszystko widział. Zauważył elfa, orka, człowieka a co najważniejsze spoglądając na palantir dojrzał, że ten zaczął się wypełniać na czerwono, jakby pełno było w nim rozżarzonych węgli. Jednak to nie był węgiel a pewnikiem było, że to ślepia kreatury goniącej ich aż z katedry. W tym właśnie momencie elf zasłonił palantir nieznajomym mu materiałem i zapanowała cisza. Cisza, którą uwielbiał i mógł niej się zakochać do czasu aż poczuł, że jego starty palec do kości dawał oznaki swojej egzystencji. Dhampir nie mógł teraz stwierdzić czy palec nadawałby się do regeneracji albo długotrwałego leczenia, ale patrząc na niego zauważył pojawiającą się martwicę skóry znaczy się to koniec dla niego i normalnego witania się z każdym napotkanym kolegą. Jednakże pomimo przeciwności losu przeżyli, ale uśmieszek elfa oznaczał, tyle że też cudem uniknął śmierci nawet dhampir lekko uniósł wargi robiąc uśmiech i powiedział. - ÂŻyjemy! A już myślałem, że po nas. Odpowiedział w euforii trzymając się za dłoń z uszkodzonym palcem. - To, co przeżyliśmy powinno znaleźć się w jakiejś książce a przynajmniej w kronice. Teraz chociaż wiemy, co sprowadziło tutaj ponuraki, ale niestety nie odbyło się bez strat! Tutaj pokazał na prawie martwy palec. - Lithanie i Proganie znacie kogoś, kto jest w stanie go ożywić? Chciałbym chociaż otrzymać taką nagrodę za pomoc waszemu społeczeństwu. Powiedzcie, że istnieje chociaż cień szansy na to, że będzie on normalnie wyglądał. Zapytał z nadzieją w głosie choć rzadko to czynił, ale głęboko wierzył że są w stanie to odczynić.   

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej