Tereny Valfden > Dział Wypraw
Cień skryty w mroku
Lithan le Ellander:
Mroczna istota unosiła się nad ziemią koncentrując się do wydania mentalnej wiadomości. Nie była świadoma jeszcze waszej obecności. Jej oczy były jakoby wygaszone. Po chwili zaczęła mówić...
Nawaar:
Dhampir oczywiście wszedł do środka za elfem, jakie wielkie zdziwienie pojawiło się na twarzy Silvastera kiedy zamiast normalnego pomieszczenia weszli do jaskini. W środku niej ujrzeli dwie kule jasnego ognia, które rozjaśniały pomieszczenie. Jednak to nie był koniec, bo ogniste kule zostały trzymane przez jakąś istotę. Oczywiście jak wszystko w tym wymiarze musiało być dziwne i niepojętne dla niego, ale dhampir odczuwał moc od osobnika. Energia, którą miał w sobie odpychała od niego. Silvaster nawet zastanowił się czy ten osobnik nie jest przypadkiem BAA - DAA. Dziecku świtu chciało nawet zadać pytanie, ale z własnej woli się powstrzymał nie chciał by znów coś mu się coś stało. Jeszcze ból z palca się nasili kiedy o tym sobie pomyślał. Dhampir jeszcze raz spojrzał na istotę, która na szczęście ich nie zauważyła i miała zamknięte oczy, co jednak nie przeszkodziło jej przemówić do umysłów towarzyszy, a tą wiadomością było.........
Lithan le Ellander:
- Ēkhana andhakārēra madhyē lukānō saba kathā balatē. Ēkhānē āmi āmādēra sarbaśaktimāna ēbaṁ aparājēẏa prabhu dbārā nirbācita karachi. Tini parājita haẏēchē nā haẏēchē kintu tini tākē āmāra pathē yārā a yākā'unṭa. Hē āmādēra pālanakartā Dhabah, aparājēẏa śēṣa ēbaṁ śuru haẏa ēbaṁ natuna ādēśa tāra śatrudēra sraṣṭāra rahamata jāni nā. Biśbēra jībana jānēna nā ēbaṁ mr̥tyura prarōha habē nā kintu bisphōrita karā habē, ēbaṁ śikhā saba yārā bāsa ēbaṁ yārā jaẏī haẏēchē, Adanos akathya sbīkāra mahābiśba bārna karā habē yē ēkaṭi bīja pariṇata haẏēchē yakhana, bachara āgē janmagrahaṇa karēna. A-sattāra janma Dhabah saba kichu, jaṛa ēbaṁ nihata māsṭāra. Tāra mukha adhīna tādēra nijēdēra pētē ēbaṁ āmādēra sarbaśaktimāna āpani jībita sabakichu saṅgē yud'dha karāra jan'ya āsuna. Āmi imēja tāra mr̥tyura nā, kāraṇa tini ēkā mr̥tyura kōna ēksēsa āchē yā anastitba haẏa. Andhakārēra rājatba samagra biśbēra āliṅgana karabē yakhana āpani pratiṭi akathya bhā'i abhiśāpa thēkē mukta hatē pārē. Āmi tāra mukha thēkē āpani kala! Āmi āmāra ādēśa anuyāẏī āpani kala! Tāra abhyarthanā biśba prastutira jan'ya kāraṇa āmādēra prabhu abhiṣikta chila! Āsē!
Twarz Lithana zamarła wsłuchując się w dialekt, którego nie chciał nigdy więcej usłyszeć. Rozpoznawał niektóre słowa. Niektóre zwroty. Rozpoznał również i to...
- Nie Baa-daa... - wyszeptał zauważając przewrotność tego świata - lecz Daa-baa.
Wtedy oczy mrocznej postaci zapłonęły. Spojrzały na was. W jego oczach widzieliście płomień który okryć miał całą ziemię. Spalić na popiół góry i wysuszyć morza, zaś równiny zamienić w martwe, suche pustkowia gnane dymem spalonego świata.
Postać wydawała z siebie ryk, od którego podcięły się wam nogi, upadliście na kolana łapiąc się za głowy, gdyż nienaturalny ryk... głos tej postaci robił z waszego umysłu sieczkę.
Nawaar:
Dhampir niestety nie zrozumiał przekazu to w żaden sposób nie przypominało wspólnego jeżyka, ale może i dobrze, bo gdy spojrzał na Lithana to zauważył na jego twarzy strach i przerażenie. Elf widocznie nie spodziewał się takiej treści przekazu, ale na obecną chwilę dhampir mógł stwierdzić, że był naprawdę długi. Jednakże zamarcie elfa nie trwało długo i już, po chwili się odezwał a wyglądało to tak, jakby Lithan poprawił dziwną postać. Właśnie to spowodowało następujące przykre doznania, których nikt nie lubił. Postać jak dotąd lewitowała z zamkniętymi oczyma, ale jak można było się spodziewać otworzyła je i spojrzała na towarzyszy swoimi ognistymi ślepiami niczym najgroźniejszy na świecie smok. Dziecko świtu spoglądając w jego oczyska od razu poczuło się przytłoczone i podstawione pod ścianą, ba nawet poczuło jak grunt pod nogami mu się osuwa na tę chwile zapomniał już o bolącym go palcu. Jednakże to jeszcze nie był koniec, bo patrząc się nadal w dwie kule ognia ujrzał jakby fala płomieni przeszyła całą ziemię nie pozostawiając, po sobie niczego oprócz dymu i pustyń. Dhampir przeraził się jeszcze bardziej robiąc wielkie oczy i zaczął się trząść, nie chciał być na takim świecie, na którym nie będzie nikogo ani niczego. Ten obraz świata przeraził go na poważnie, ale na obecną chwilę nie wiedział ani co mógłby zrobić, poza patrzeniem i dygotaniem ze strachu. Następne chwile były już pełne bólu, gdyż postać wydała z siebie przeraźliwy ryk, który był zdolny powalić najsilniejszego wojownika na ziemi. Silvaster upadł na kolana trzymając dłonie na uszach chciał w ten sposób przytłumić dźwięk krzyku. Niestety nic to nie dało, bo jego wyczulone zmysły działały teraz bardzo dobrze potęgując ból kilkukrotnie. Dziecko świtu czuło jak w jego głowa miałaby zamiar eksplodować. Dhampir nie mógł tego wytrzymać i zaczął się tarzać na lewo i prawo, co jakiś czas starając się wrzeszczeć . - PRZESTAĂ!.................. DOÂŚĂ, NIE WYTRZYMAM TEGO DÂŁUÂŻEJ!.....................LITHAN! ZRĂB COÂŚ NA BOGĂW! Teraz na chwilę się zamknął, ale tuż po paru sekundach zaczął znowu. - ZARAZ UMRĂ!................. POMOCY!!................... MOJE USZY!! Dhampir od czasu do czasu powtarzał krzyki w ten sposób starał się ulżyć nagromadzonemu się w nim bólu.
Lithan le Ellander:
Wtem przez ścianę w pomieszczeniu wdarła się wiązka światła, za nią kolejna aż w końcu do groty przeniknął świetlisty byt.
Za duchem do groty przeniknęło dziesięć ogników. Duch roztoczył świetlistą tarczę nad wami i moc Złego nie miała już do was przystępu. Powoli odzyskiwaliście sprawność członków i jasność umysłu. Dziewięć z dziesięciu ogników ruszyły na Złego, lecz jego mroki duszy raniły ogniki. Ostatni stanął przy drzwiach, trząsł się, niecierpliwił, drżał. Wołał. Ponaglał do biegu, do ucieczki. Duch światłą rozlał swą otoczkę nas wami, dodał wam sił. Lecz zaczął gasnąć, słabnąć. Wiedzieliście, że nie możecie zmarnować danej wam szansy na ucieczkę. Za podążaniem za ognikiem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej