Tereny Valfden > Dział Wypraw
Cień skryty w mroku
Nawaar:
Dhampir pokiwał głową na słowa Lithana i ruszył za nim a gdy oddalili się do potencjalnego przeciwnika powiedział bardzo interesującą rzecz.
- Każdy świat rządzi się swoimi prawami, ale ten jest naprawdę mroczny i zły.
Skomentował krótko, by nie stracić przewodnika z oczu, by znów nie pobłądzić będąc rozproszony przez tutejsze istoty. Towarzyszą udało się ujść z lasu cało, ale jak to bywa cała sytuacja znów miała zły obrót z powodu tego, że gdy wyszli z lasu znów ogarnęła ich ciemność i nicość. Czarna mgła, której nie da się dojrzeć najmniejszego fragmentu swojego ciała. Silvaster starał się wsłuchiwać w odgłosy stóp elfa, aby iść jego śladem.
Lithan le Ellander:
Lithan po chwili zatrzymał się. Spojrzałeś w dół. Zauważyłeś miarowy ruch. To woda. Staliście nad brzegiem jeziora, morza, oceanu, nie wiedziałeś. Woda nie wydawała szumu, był zupełnie cicha. Daleko, bardzo daleko przed wami płonął słup ognia. Był bardzo daleko, ale bardzo widoczny
- To imaginacja Meaneba. Zawsze kiedy z nim się kontaktowałem szedłem właśnie tam. On tam jest, kiedy ogień rozwija się to znak że on patrzy. Ten wymiar to połączenie pomiędzy światami, umożliwia komunikację, przesył myśli i informacji. Słowa odbijają się tutaj przez setki kilometrów. Wszyscy mogą je słyszeć. Lepiej więc podróżować tak jak my teraz. Chodźmy stąd, lepiej żeby Meaneb nie wyczuł mojej obecności.
Nawaar:
Dhampir zatrzymał się w tym właśnie momencie, co elf a spoglądając sobie pod nogi zauważył płaską powierzchnię, która jakby się poruszała. Wtedy zrozumiał, że znajdują się tuż przy tafli wody, ale jak wcześniej bywało nie mógł się w niej przejrzeć, bo była cała ciemna i praktycznie niezauważalna na tyle, że ciężko byłoby ją odróżnić od zwyczajniej ziemi. Dlatego też dalej się nie poruszył od przodu, ale spoglądając w dal zauważył słup ognia był bardzo daleko i żarzył się na czerwono niczym stal wrzucona do paleniska. Silvaster wyczuwał tam zło, którego nie mógł ogarnąć, a słowa Lithana upewniły go w tym na tyle, że przeszły po nim ciarki.
- To tam przesiaduje największe zło tego świata? Nigdy nie przypuszczałem, że będę miał okazję ujrzeć, Jego ojca króla. Czuję jak stamtąd napływa mrok i zło aż mnie ciarki przeszły na samą myśl, co mógłby nam tutaj zrobić. Chodźmy stąd póki czas.
Lithan le Ellander:
- Chodźmy - ruszyliście w mrok. Przemierzaliście ciemność. Co chwilę obok was przemykało coś. Kilka razy widzieliście blade jak trupy postacie które stały i patrzyły w nicość. Pojawiały się tuż przed wami a ich oczy były niewidome, zamglone. Nie poruszały się. Stały i patrzyły jak odchodzicie. Fala mocy niby przypływ, niby ganny wichrem huk fal uderzyła w wasze głosy. CZARNY SMOK UMIERA usłyszeliście w swoich umysłach. Lithan, Silvaster i Kenshin. Fala rozeszła się. W mroku zaroiło się od cieni, on duchów które przypominały czarny dym. Nie były widoczne, były cieniami, które kryły się w mroku. Lithan stał chwilę rozmyślając po czym ruszył. Pośród czarnego dymu zobaczyliście jednak tunel...
Nawaar:
Towarzysze ruszyli dalej idąc przed siebie, by znów wejść w ciemne otchłanie innego świata. Przemierzając tak, po omacku natrafili wiele razy na cienie, te same cienie, które sprowokowały dhampira do zmiany ścieżki i opuszczenie na chwilę Lithana, ale tym razem nie zamierzał tego robić i szedł równo z elfem. Postacie wyglądały i zachowywały tak samo jak wcześniej, czyli stały bez ruchu i patrzyły się swoimi trupimi twarzami z wyłupionymi oczyma. Ten i tak niecodzienny widok zagłuszył nagły krzyk o smoku i jego umieraniu. Silvaster rozejrzał się nerwowo dookkoła siebie i zatkał rękoma swoje uszy na chwilę, by stłumić wrzask w jego głowie. Tego sobie nawet nie wyobrażał, co się dzieje teraz, bo nagle znikąd pojawiło się masę cieni, ale tym razem zupełnie innych albowiem ukazały się w postaci czarnego dymu, czyżby to był ten smok? Tego obecnie nie wiedział, ale spoglądając na zamyślonego elfa, który po chwili namysłu ruszył dalej i dhampir bez wahania tak samo postąpił. Idąc jednak dalej dotarli do dziwnego tunelu, którego kolumny stanowiły gigantyczne szkielety z kapturami na głowie. Idąc tak obok Lithana zapytał.
- Co to za miejsce?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej