Tereny Valfden > Dział Wypraw
Cień skryty w mroku
Lithan le Ellander:
Istota tylko stała i patrzyła. Nie poruszyła się. Zamarła w ślepym patrzeniu w Ciebie.
Nawaar:
Chyba będzie lepiej jak sobie pójdę.
Pomyślał i zaczął się cofać do tyłu ani na moment nie spuszczając z oczu potwora.
Lithan le Ellander:
Maszkara stała i nie ruszała się aż znikła Ci z oczu pośród osnutego mgłą lasu. Las nie wydawał żadnych dźwięków. Nie było tutaj żadnych zwierząt, drzewa wyglądały jak martwe. Po chwili cudem chyba trafiłeś na Lithana
- Gdzie żeś był. Chodź...
Po kolejnej godzinie marszu doszliście do drzew które były niczym kolumny. Skryliście się za jednym z nich i wyjrzeliście. Zobaczyliście wielki tron i równie wielki ciemny byt na nim zasiadający.
Nawaar:
Dhampir otarł pot z czoła o ile to był pot. Szczęście go jeszcze nie opuściło, bo jakimś cudem dotarł do Lithana.
- Podążyłem za czymś, co powinien sobie odpuścić. Moja ciekawość i głupota sprowadzi kiedyś na mnie śmierć, ale na szczęście to nie wydarzyło się teraz.
Odpowiedział elfowi i ruszył dalej za nim marsz znów trochę trwał, ale w końcu znaleźli się znów w dziwnym miejscu gdzie drzewa piętrzyły się wysoko tak, że nie można było dojrzeć koron. Jednakże największą uwagę jego przykuł tron pośrodku lasu, a na nim siedziała jakaś zjawa albo inne coś. Pewnie podróżnicy zaraz się dowiedzą kim jest ów jegomość.
- Co robimy?
Zapytał cicho wskazując palcem w kierunku tronu wychylając się za drzewa.
Lithan le Ellander:
- Ominiemy to... - powiedział Lithan i udał się dalej. Obeszliście tron wielkim łukiem. Kiedy byliście już sami Lithan rzekł
- Im jesteś podlejszy i im więcej zła w Tobie tym masz tutaj większą władzę. Nie chcę myśleć czym musiała być ta istota, że postawiła sobie tron.
Poszliście dalej. Lithan pomimo iż nie raz krążył w tym świcie zawsze znał drogę. Kierował się na razie w jedno miejsce. Na skraj wody.
Wyszliście z lasu znów pośród czarnej mgły. Znów wasze postaci nie były widocznie w ciemności. Ponownie był tam tylko mrok, pustka, cisza, mgła i nicość.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej