Tereny Valfden > Dział Wypraw
Cień skryty w mroku
Lithan le Ellander:
Oczy Lithana i Silvastera zamknęły się jak na rozkaz. Pogrążyli się oni w nicości. Otaczający świat zniknął. Nastała pusta. Staliście pośród ciemności, ramię w ramię chociaż siebie nie widzieliście. Nie widzieliście też niczego innego. Wszystko spowijał mrok i mgła, dym bez koloru ani zapachu. Nie dobiegał do was żaden dźwięk, żaden bodziec czuciowy, zapachowy czy smakowy. Była to kraina nicości. Podłoże było idealnie gładkie, płaskie.
Mimo iż nie widziałeś Lithana usłyszałeś jego słowa. Był tam, obok Ciebie jednakże nie mogłeś go widzieć. On także nie widział Ciebie. Była to bowiem kraina nicości
- Nie mów za wiele. Nie jesteśmy u siebie - wyszeptał Lithan poruszając ustami, ruch którego zobaczyć mógł Progan bowiem nie złożył dłoni na kamieniu, nie uczestniczył więc w wizji. Lithan szeptał dalej, bardzo cicho - Nasze ciała zostały tam niczym puste naczynia. Tutaj zaś pośród morza ciemności są istoty, które pragną żyć. Które pragną znaleźć ciało, przejmując je za przebranie. Chodź - powiedział. Nie widziałeś gdzie jest, ale kierował waszymi krokami, szliście wolno ponieważ każdy krok odzywał się echem w ciemności.
Nawaar:
Dhampir pomimo niechęci zamykania oczu zrobił to natychmiast, jakby zaklęcie zostało na niego rzucone. Wtedy też ogarnął go mrok, nic nie było słychać ani wydać nawet zapachu nie było choć oni stali cały czas pośrodku puszczy, co było dla Silvastera niezrozumiałe. Wtedy też poczuł nagle twarde podłoże, po którym mógł iść ale mimo swojego widzenia w ciemności nie mógł dostrzec elfa, który przecież chwilę temu stało obok niego. Dziecko świtu już chciało zacząć go wołać, bo nigdy nie znalazł się w takiej sytuacji, ale gdy usłyszał jego głos uspokoił się.
- Rozumiem będę się miał na baczności, a więc naprzód.
Silvaster ruszył za głosem elfa, którego nie mógł dostrzec.
Lithan le Ellander:
Ciemność was ogarniała. Ciemność i poczucie odosobnienia. Mimo tego że brnęliście ponad godzinę nie doszliście nigdzie. Cały czas przed wami rozciągała się ciemność i czarna mgła. Nie było tutaj gwiazd, nie było świateł. Nie było niczego. Nicość. Podłoże po którym kroczyliście nie było widoczne. Kiedy wyciągnęliście swoje ręce do przodu nie widzieliście swoich palców. Dookoła była nieprzenikniona cisza. Dlatego też maleńkie światełko setki kilometrów od was zauważyliście bez trudu
- Ogniki... - szepnął Lithan - Nie podążaj za nimi. To duchy rządzone przez Panią Jeziora. Służą tylko jej. Wszystkich innych wiodą na bezdroża, z których nie ma powrotu. Silvasterze... Jeśli się zgubisz, nigdy już Cię nie odnajdę.
Nawaar:
Dhampir teraz poznał znaczenie słowa ciemność, bo jeżeli on ze wszystkich tutaj zebranych nie zobaczył swojej ręki, która była tuż przednim oznaczać mogło, że ta przytłaczająca go pustka jest tworem magicznym, na którym on się w ogóle nie znał. Silvaster czuł się odosobniony, może nawet i samotny? Dziecię świtu lubiło samotność i ciszę, ale co za dużo to i krowa nie zeżre, bo zawsze wiedział że w każdej chwili może wrócić do swojej chatki albo pogadać z kimś na mieście, ale tutaj było mu nawet smutno. Teraz tak brocząc w tej ciemniej otchłani chyba, przez godzinę zobaczyli światełko w tunelu. Jakiś mały punkt świecił i zapraszał do siebie, jakby był tutaj tylko po to, aby wskazywać drogę wędrowcom. Jednak dobrze, że Lithan ostrzegł go w ostatniej chwili nim Silvaster podążył za tym punktem, ale teraz nasunęło się pytanie, bo stali w martwym punkcie.
- Dzięki za ostrzeżenie, ale kim jest Pani Jeziora? I co robimy dalej skoro do przodu iść nie możemy?
Wiedział, że stojąc w miejscu niczego nie zdziałają. Dlatego padły dość podstawowe pytania.
Lithan le Ellander:
- Silvasterze - miałeś wrażenie że Lithan stoi tuż przed Tobą - To miejsce nie ma końca. Jest jak niekończące się pustkowie. To co tu istnieje istnieje chwilowo. ÂŚwiat ten nie zna pojęcia czasu ani życia. Dzięki temu wszystko co nie żywe może tu bytować i czekać na okazję aby wejść do naszego świata. Jeśli twój umysł wypełni pytanie, możliwe, że znajdziesz tutaj na nie odpowiedź.
Szliście dalej. Co jakiś czas pojawiały się światła - kolejne ogniki. Widziałeś czarne byty które do nich zmierzały. Im były bliżej światła, tym światełko oddalało się od nich, prowadziło daleko, daleko za okrąg naszego świata. Gdy spojrzeliście przed siebie zauważyliście kształt. Był on niecałe 10 cm od was. Pień drzewa. Doszliście do lasu?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej