Krasnolud wstał z krzesełka i udał się w stronę drzwi. Cała ta sprawa zaczynała go niepokoić. Znowu jakiejsik nie wiadomo co, ktoś straci pewnie łape, albo noge. Przynajmniej wyszedł na zewnątrz i cały ten gwar ustał, a krasnolud mógł normalnie pomyśleć, ale nawet nie zdążył bo zorientował się, że nie wie w którym kierunku.
- To kaj idymy?