Tereny Valfden > Dział Wypraw
Spotkanie po latach
TheMo:
-Uwierz mi, że sam wiele ganiałem za kretoszczurami na arenie. Wiedz, że kiedy atakujesz jednego, reszta nie czeka bezczynnie. Dlatego musisz mieć oko na wszystkich. Chyba czas iść spać. Jutro sprawdzę, czy się nadajesz.
Nie dokładał już do ognia. Zostawił go, aby dogasał, a sam wygodnie ułożył się spać.
Nardo:
Wzdychnął i poszedł spać gdy ognisko przestało się palić.
TheMo:
Noc minęła spokojnie.
Do jaskini zaczęło zaglądać słońce zwiastujące nowy dzień. Jaskinia miała wejście od wschodu, toteż została szybko oświetlona. Themo otworzył lekko oczy i przeciągnął się. Wstał i porozciągał pozostałe mięśnie i stawy. Słychać było przy tym chrupnięcie kości. Spojrzał na śpiącego wciąż Nardo i wyszedł na zewnątrz. Tam przedarł się przez krzaki i stanął okrakiem pod drzewem. Odpiął zbroję chroniącą strategiczne miejsce i opuścił kalesony. Gdy jaszczur znalazł się na wolności, Themo wydalił nadmiar płynów przerobionych przez nerki i inne organy, podlewając przy tym drzewko i rosnący na nim mech.
Nardo:
Przez świecące słońce Nardo się obudził. Przeciągnął się, podrapał lekko po głowie. Wyszedł z jaskini. Na północ było małe jeziorko z krystalicznie czystą wodą. Wyciągnął bukłak i zapełnił wodą do połowy. Sam umył sobie twarz aby poczuć się lepiej.Po czym Wrócił do jaskini i usiadł na ławce.
TheMo:
Themo przytaszczył jedno z ciał kretoszczura i rzucił je pod nogi kompanowi.
-No, teraz zobaczymy jak ty sobie poradzisz. Przyrządź nam śniadanie, ja rozpalę ognień.
Wyjął sztylet i podał go Nardo. Potem wyszedł z jaskini i skierował się w miejsce, gdzie wczoraj było powalone drzewo. ÂŁatwo je odnalazł, gdyż było widno. Wziął kilka większych kawałków i trochę cienkich gałęzi z suchymi liśćmi na podpałkę. Powrócił. Rzucił cały ładunek na ziemię. Z ogniska odrzucił te zwęglone kawałki a zostawiając kilka innych, by szybciej się rozpaliło. Popiół był jeszcze ciepły. Themo rozgarnął go trochę i ukazał się żar. Położył na niego trochę suchych liści i cienkich patyków i podmuchał. Liście zajęły się niewielkim ogniem, który potem, z pomocą Bękarta przeniósł się na patyczki, a z czasem na resztę drewna. Po dłuższej chwili ognisko było ładnie rozpalone. Pozostało tylko upiec mięso.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej