Themo przytaszczył jedno z ciał kretoszczura i rzucił je pod nogi kompanowi.
-No, teraz zobaczymy jak ty sobie poradzisz. Przyrządź nam śniadanie, ja rozpalę ognień.
Wyjął sztylet i podał go Nardo. Potem wyszedł z jaskini i skierował się w miejsce, gdzie wczoraj było powalone drzewo. ÂŁatwo je odnalazł, gdyż było widno. Wziął kilka większych kawałków i trochę cienkich gałęzi z suchymi liśćmi na podpałkę. Powrócił. Rzucił cały ładunek na ziemię. Z ogniska odrzucił te zwęglone kawałki a zostawiając kilka innych, by szybciej się rozpaliło. Popiół był jeszcze ciepły. Themo rozgarnął go trochę i ukazał się żar. Położył na niego trochę suchych liści i cienkich patyków i podmuchał. Liście zajęły się niewielkim ogniem, który potem, z pomocą Bękarta przeniósł się na patyczki, a z czasem na resztę drewna. Po dłuższej chwili ognisko było ładnie rozpalone. Pozostało tylko upiec mięso.