Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Bramy wiedzy
Mordrag:
Nagle zatrzymaliście się. Mordrag zdjął Ci z głowy worek, górski obóz stanął przed Twoimi oczyma. Zapewne spodziewałeś się ujrzeć kilkunastu najemników, oprychów, broń i twardych ludzi gór. Obraz obozu rewolucjonistów był zgoła odmienny niż rysują go więźniowie kolonii. Była to górska wioska zbudowana wysoko na stromych szczytach, po uliczkach biegały dzieci, kobiety zajmowały się praniem, szydełkowaniem i gotowaniem. Myśliwi powracali ze zwierzyną, nawet lokalny kowal pracował w pocie czoła, jakby miał wykonać zlecenie dla całej kompanii królewskiej. Sielankowy obraz zdradzały porozwieszane flagi w barwach rewolucjonistów.
- Podejrzewam, że nie tego się spodziewałeś.
Rakbar Nasard:
- To prawda, choć nie ulegam opiniom ludzi. - Rakbar przyglądał się mieszkańcom i powoli ulegał, choć był ciągle zdystansowany. - Czasami jednak pozory mylą i tylko lepsze zrozumienie pozwala właściwie oceniać. Podejrzewam, że nie jest wam tu łatwo, to trudny teren.
Mordrag:
- Nie mamy innego wyjścia. Zapuszczamy się tylko do lasu, dzięki tym dziwnym anomaliom ludzie Gomeza trzymają się daleko od gór. Pikanterii dodaje jeszcze obraz ludzi gór jaki udało nam się wszczepić umysły tych idiotów z obozu króla. Być może nasze techniki nie były moralne i nie usprawiedliwiają nas, ale chronią nasze kobiety i dzieci przed tymi popaprańcami. Zapewne nie znasz kolonii z tej strony co? Myślałeś pewnie, że cały teren sumiennie oczyszczono z ludności cywilnej, by magowie mogli utworzyć barierę w tym miejscu? W praktyce wyglądało to tak, że kilku wojskowych dało nam wybór: wynoście się lub zostajecie więźniami...z rozkazu miłościwie panującego nam króla. Pierdolę takiego króla! Takiego namiestnika! I piekło jakie nam zgotowali! Kiedy mieliśmy jeszcze szansę opuścić Mor Andor nikt nie przyszedł nam z pomocą, musieliśmy uciec przed demonami w góry. Po przejęciu władzy przez Gomeza nie mamy szans przeprowadzić tyle ludności pod portal i prosić o przepuszczenie nas bez glejtu. Nikt nam teraz nie uwierzy. To król i jego ludzie zgotowali nam ten los, dlatego walczymy o wolność! Dla nas, dla kolonii!
Rakbar Nasard:
- Trudne życie zgotował wam los, jednak nie możecie patrzeć jednowymiarowo. Powstanie magicznej bariery było czymś podyktowane, gdyby nie jej stworzenie zginęłoby całe państwo. Nie traktuj tego, jako obronę króla, bo jeśli faktycznie zostawił was samych sobie, odbierając jednocześnie prawa, to zrobił źle. W dodatku musi być z niego kiepski taktyk, skoro dał sobie przejąć strategiczne miejsce jakim niewątpliwie jest kolonia karna. Wspomniałeś o anomaliach, mógłbyś mi o tym opowiedzieć?
Mordrag:
- Magiczne drzwi pojawiające się w lesie, fioletowe mgły, podszepty i demony zjawiające się znikąd. To potrafi odstraszyć intruzów.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej