Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wyzwolenie Zuesh
Hagmar:
19:45
Kompania dojechała nad spore jezioro, zarządzono postój i rozbito tymczasowy obóz.
Dragosani:
Dragosani szedł sobie i liczył kroki. Zaczął to robić jakieś dziesięć kroków temu. Doliczył do dwudziestu i znudził się. Bękarty sobie tam gaworzyły radośnie, Kunanie idący obok też. Rycerze z Bractwa pewnie też. A Drago sobie szedł. Szedł przez sawannę. Szedł i rozmyślał. Idealna scena na obraz. "Idący sawanną" symboliczny obraz drogi przez życie istot zamieszkujących świat. Odzwierciedla trudy tej drogi i jej nieodgadniony lecz nieubłagany koniec. Tak, długi marsz nakłania do rozmyślań. Kim jesteśmy i dokąd zmierzamy? I te głębokie rozmyślania przerwało mu pacnięcie w ramię. Lewe. Przez umysł wampira przemknęła sekwencja ruchów. Niczym grom, w jednej chwili. Uderzenie łokciem lewej ręki, szybki obrót połączony z wyciągnięciem broni i odskok. Analiza sytuacji. Zamiast tego Drago, odwrócił się po prosu za siebie. W lewo. Eve coś tam grzebałą przy pasku i tyle. Pewnie mu się zdawało. Odwrócił się do przodu i szedł dalej.
Szedł aż doszedł. Do końca tego etapu drogi. Nad jeziorem. Zbliżał się wieczór. Rozbito obóz. Wampir gdzieś tam sobie usiadł, aby odpocząć po drodze. Zastanawiał się, czy potem, w nocy, sobie nie wskoczyć do jeziora. Bo czemu nie?
DarkModders:
Jaszczur wstał siadając na łóżku. Na statku było cicho co świadczyło że nikogo nie było oprócz tych orków. Jaszczurowi zaschło w gardle. Wziął ze stolika butelke z wodą, odkorkował i wypił do dna powoli. Ubolewał że nie może wygrzewać sie na słońcu.
Nawaar:
Dhampir uśmiechnął się na wieść, że kompania robi sobie przystanek. Taki przystanek był bardzo potrzebny wszystkim, którzy maszerowali. Silvaster spojrzał na jezioro, które mimo upału nie wyschło ale za to pewnie było ciepłe i pełno nowych, i niebezpiecznych zwierząt w nim pływało. Dlatego nawet nie zamierzał się kąpać dopóki ktoś nie wejdzie pierwszy, bo szanował swoje zdrowie i jedyne życie jakie posiadał. Tak sobie szukając miejsca do siedzenia i odpoczynku wybrał miejsce, przy jeziorze tam były cisza i spokój. Chciał się wyciszyć popijając wodę z manierki oraz zagryzając jakimś suchym prowiantem zastanawiał się nad jutrzejszą walką i jej przebiegiem, a w końcu wyciągnął się jak długi i patrzył w gwiazdy.
Xvier aep Deler:
Nastał wieczór, powietrze zaczęło robić się chłodne, a kompania po całym dniu męczarni dotarła nad jeziorko. Krasnoludowi podobała sie ta pora, temperatura całkiem znośna, juz nie trzeba było iść, a nogi wchodziły mu do dupy. Podszedł on do Silvy i usiadł sobie obok niego usatysfakcjonowany.
- To co, jutro zaś sie lejemy? - zagadał
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej