Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Wyzwolenie Zuesh

<< < (158/191) > >>

TheMo:
-Jakbym zawsze tak nie robił.
Wziął łyk wody z bukłaka.
-Jak ci minęła noc? Ja miałem dziwny sen.

Evening Antarii:
Upał dawał się we znaki. Tak samo jak kroczenie po piaszczystej i kamienistej ziemi, nierównej, pełnej norek jakichś zwierzaków które skryły się przed przemarszem wojsk. Nawet suche drzewa nie dawały cienia, na dodatek nie było ich tu wiele. Urocze miejsce... Wcześniejszy zachwyt wschodzącym słońcem minął. Eve nie miała zamiaru ugotować się w tej zbroi... Szła sobie za Dragiem, blisko jego pleców, chowając się w jego cieniu. Lepsze to niż nic, przynajmniej chroniła głowę przed promieniami. Na szczęście wampir już nie śmierdział. Od czasu do czasu coś tam marudziła, żeby szedł wolniej albo szybciej, albo żeby przesunął się bardziej w lewo albo prawo.
Strasznie chciało jej się pić. Podchodziła wtedy do wozu i zaspokajała pragnienie, ale na krótko. Kropelki potu pojawiały się na jej skroniach i czole, też wokół nosa.
Niby Astas jest fajne, ale bez przesady. Na pewno nie wtedy gdy jest się zamkniętym w metalowej puszcze a do przejścia ma się trzydzieści kilometrów. Tak więc paladyn szła sobie, chowając się częściowo za Dragiem, a w myślach sobie marudziła albo próbowała odwrócić uwagę od upału.

Xvier aep Deler:
Generalnie gorąco w cholerę, upał, prawie jak przy piecu hutniczym, przy nim zdarzało się krasnoludowi pracować, więc zawsze mogło być gorzej, ale niestety w kopalniach przynajmniej dało się schłodzić, a tutaj nie było szansy. Cała kompania szła tak już jakiś czas, a z butelki krasnoluda już troche ubyło, w końcu był na lekki kacu, a że mu się zaczęła droga dłużyć to podszedł do swoich kompanów.
- Mam nadzieję, że ta tarcza nie jest przeklętą. - wskazał tarcze na plecach.

Dragosani:
Drago nie jechał konno. Nie zabrał na tę zamorską wyprawę swojego wierzchowca. "Dlaczego?" zapytał by ktoś? Otóż, hipotetyczny, ciekawski czytelniku, po prostu nie chciał narażać się na jego stratę. Koń to spory wydatek, szczególnie porządny, a nie pierwsza lepsza szkapa. W podróż na wizytację własnych ziem można go wziąć. Ale na bitwę z demonami już średnio. Tak przynajmniej odpowiedziałby rozsądny człowiek, albo też wampir. Drago chociażby. Natomiast, dajmy na to, taki krasnolud odpowiedział by zapewne "Spierdalaj". I tak oto rozwikłano zagadkę braku wierzchowca Dragosaniego.
Sam Dragosani szedł sobie gdzieś tam, obok wozów. Nie pocił się tak jak inni. Nie odczuwał upału w taki sposób jak oni. Czuł, że jest ciepło i przyjemnie, lecz nie przeszkadzało mu to. Mutacja obdarowała go niewrażliwością na takie sprawy. Nie mógł cierpieć przez upał, jak i nie odczuwał dotkliwego mrozu. Oczywiście wciąż pozostawała słabość jego rasy i jej sprawca - słońce. Ale przynajmniej nie przeszkadzał mu upał. Idąc przed Evening ignorował całkowicie jej narzekania, aby się przesunął czy coś. W ogóle zastanawiał się, czy sobie nie wskoczyć na wóz. Jako wampir miałby w sumie ku temu powód.

Nawaar:
Dhampir również trochę wypił i część wody wylał sobie na głowie, kiedy Themo zadał pytanie o noc zdziwił się trochę.
- Weź mi nie mów o nocy. Całą noc śnił mi się ten skurczybyk, co zaatakował nas na dachu. Gdyby nie wino, które zabrałem w cale bym nie zasnął. Istna masakra. Teraz twoja kolej.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej