Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Wyzwolenie Zuesh

<< < (156/191) > >>

Xvier aep Deler:
Generalnie cała sytuacja z kupą była bardzo zabawna, wprost na poziomie inteligencji prostego chłopa, a taką on posiadał. Niestety nie wypadało mu się śmiać, nie chciał sobie robić nowych wrogów, w szczególności że podejrzewał iż Dragostani jest wampirem, a do tego ta ręka... Nigdy takiej nie widział.

TheMo:
Themo jak zawsze robił wszystko w swoim tempie. Zignorował dzwony i wstał wtedy, kiedy sam uznał, że to najwyższa pora. A wstał, kiedy słońce zaczęło mu świecić po twarzy. Zszedł z koja i zaspany podszedł do bulaju. Otworzył okno i nieco opuścił kalesony. Oddał mocz, jak to czynił zawsze po przebudzeniu. Potem poszedł się obmyć. Ręce, twarz i nieco ochlapać skołtunione włosy i brodę. Po tej porannej toalecie zaczął zakładać zbroję. Następnie przypiął sobie wszystkie bronie i wyszedł z kajuty. Na pokładzie zauważył, że jest gorąco, więc wziął na zapas bukłak z wodą pitną. Tak, wodą. Czystą, bezalkoholową wodą. W takich warunkach picie różnych procentowych napitków łatwo doprowadziłoby do odwodnienia, więc tak obładowany opuścił statek i udał się do reszty wojska.

Hagmar:
Przyprowadzono wozy z zaopatrzeniem i konia Aragorna z ładowni okrętu. Gdy wszyscy się zebrali kompania ruszyła.

//10:00 28.5*C zero chmur, zero wiatru, parno i duszno. Idziemy w otoczeniu 200 kunańskich wojów, 100 ludzi z BÂŚ i 15 nosorożców + kilka bawołów ciągnących wozy z zaopatrzeniem oraz działa z okrętu Aragorna bo Melkior pomyślał że mogą się przydać.

Mohamed Khaled:
Choć było parno, gorąco i ogólnie fuj dla wszystkich, Maurenowi nie było duszno. Mohamed urodził się na Ishgar, gdzie takie upały, jak tutaj, spotykano na co dzień. Uśmiechnął się. Niektórzy, docierając do Basir, będą najpewniej wykończeni i spaleni jak szaszłyki. Jemu to nie groziło, przynajmniej nie spalenie. Z pierwszą rzeczą, jest wiele kwestii spornych. Sam nie męczył się aż nazbyt, chociaż dłuższa wędrówka, z działami, otoczony ponad trzystoma osobami, mogło zmęczyć...

Nawaar:
Twarz dhampira zalała się potem, kiedy dano znak do wymarszu. Kawał drogi, który musieli przejść był po prostu za duży. Słońce paliło jego twarz, bo nie założył hełmu nie chciał się jeszcze dobijać i mocniej dogrzewać. Mimo wszystko Silvaster szedł równo z innymi siły wampira działały nawet w dzień, więc mógł dotrzymać kroku całej ekipie. W myślach czasami przeklinał, że ma na sobie zbroję Jednak potrzebował tej zbroi do ochrony siebie i nikogo innego, nie miał ze sobą ukochanej osoby nad którą musiałby czuwać, więc pilnował siebie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej