Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wyzwolenie Zuesh
Evening Antarii:
Trzeba przyznać, że Eve spała całkiem dobrze. Nie miała żadnych koszmarów związanych z zabijaniem demonów ani z egzorcyzmami, ani z prawdopodobnym oskórowaniem zdrajcy. Ciemność. To znaczy coś jej się tam śniło ale nie pamiętała co. Podobno każdy człowiek podczas spania ma pięć snów - po prostu ich nie zapamiętuje i wydaje mu się, że danej nocy nie śnił.
Po krótkiej toalecie (ponieważ nie wzięła ze sobą swoich pięciu wielkich kosmetyczek) wyszła przywitać się ze wszystkimi. Kunanie i Valfdeńczycy wyraźnie szykowali się do walki jak się później okazało - na sawannie.
Dopiero skończyło się Hemis, dlatego do wysokiej temperatury ciężko było się Eve przystosować. I na dodatek walczyć w takim ukropie. Całkiem miłe miejsce na wakacje, ale na pewno nie na starcie z hordą demonów.
-Nie znasz się- "przywitała się" z Dragiem, który już wyraził swoją opinię na temat tego uroczego miejsca. Samo w sobie było nawet ładne... szczególnie o wschodzie słońca.
Hagmar:
W trakcie wczorajszej bitwy Aragorn wpadł na genialny pomysł zabrania i zakonserwowania ręki Szeklana. Przecież teoretycznie po jej przyszyciu witalita mógłby ją naprawić. Toteż łapa jaszczura spoczywała zabezpieczona w ładowni "Miecza Boleści" zaś na okręt przysłano kunańskiego witalite, jednego z dwóch. Czekał aż Gordian sie obudzi.
Zaś przed miastem zbierało się wojsko, oczywiście najedzone i gotowe do marszu. Do Bisory było lekko ponad 40 kilometrów. Wprawny piechur przejdzie 30 dziennie o ile nie panuje upał.
- Eve ma racje.
Dragosani:
Drago stał sobie ze skrzyżowanymi rękoma na piersi. Zetknął na paladynicę, która to się zjawiła i już coś tam marudziła. Jak to kobieta.
- Pewnie dlatego też założyłem twój sweter - odparł złośliwie Evening. Też na powitanie.
Xvier aep Deler:
Na statku zbudził sie także krasnolud, suszyło go całkiem konkretnie po poprzedniej nocy, a do tego było cholernie gorąco.Krasnlud rozejrzał sie dookoła, większości ludzi na statku juz nie było, ale ważniejsze było zlokalizowanie jakiegoś płynu. W jednej beczek na statku Xvier znalazł wodę, napełnił nią butelkę po rumie i udał sie do miasta szukać towarzyszy. Myślał on jeszcze o jaszczurze, ale nie chciał go teraz budzić, biedak musiał odpoczywać, a do tego krasnolud był juz spóźniony. Wybiegł on czym prędzej ze statku i zaczął sie rozglądać za towarzyszami. Po drodze utknął w kilku ślepych uliczkach. W końcu zlokalizował towarzyszy kierując sie szumem w mieście. Podszedł do nich i przywitał się.
- Dobry!
Evening Antarii:
-He he. Ależ ty zabawny!- dała mu kuksańca w bok a potem zrobiła tak -.- . I wcale się nie przejęła, phi!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej