Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wyzwolenie Zuesh
Xvier aep Deler:
W międzyczasie Xvier odprowadził szeklana niesionego przez 2 orków na okręt. Następnie wrócił posępniały do oddziału, wszedł na ucztę, całość wyglądała wyśmienicie, piękne kuraki, świnie, a do tego pełno piwa, jednak nie mógł się cieszyć wyśmienitym jedzeniem. Cała ta sytuacja ciągle zaprzątała mu głowę.
Hagmar:
- Na Valfden nie ma podatków, niewolnictwa, mamy konstytucję a władza jest w rękach ludu. Przynoszę...
- Poddaństwo! Królestwo Zuesh...
- Na bogów Valoor! Posłuchaj sam siebie! Królestwo? Czym chcesz władać? Morzem ruin i traw? Garstką ludzi? Posłuchaj co pieprzysz!
Aragorn spojrzał na Gordiana Funerisa i Eve jak na posłańców samego Zartata, w jego oczach było można odczytać "Ratuj waść bo zbije sie a potem ich".
- O! Następni... Wielki Kanclerz Valoor.
- Witajcie, jam jest Khal Vashir Sarah. Siadajcie z nami. Może wy przemówicie temu staremu sierściuchowi do rozumu...
Funeris Venatio:
- Który to ten stary sierściuch, mości Khalu? Widzę tutaj samych szlachetnie urodzonych Kunan twardo stąpających po ziemi, na której przyszło im mieszkać - powiedział, skłaniając głowę w stronę Valoora. Nie żeby trzymał jego stronę, ale po prostu trochę politycznych gierek to było to, co im właśnie było trzeba po tych całych walkach. Co prawda Funeris w drugiej fazie natarcia wydawał więcej rozkazów i pilnował szyku niż stawał w pierwszej linii, ale jeszcze przyjdzie mu się nawalczyć.
Gordian Morii:
- Wielki Kanclerz? - zdziwił się Morii słysząc to jakże niezwykle profesjonalne powitanie kota.
- Skoro tak bardzo przeszkadza Ci nasza obecność, możemy odejść stąd szybciej niż przybyliśmy. Ja nie mam żadnego interesu by dłużej narażać siebie i swoich towarzyszy skoro tak znamienity Kunanin zarzuca nam same negatywne przywary. Ale zanim to zrobię chciałbym zadać pytanie całej waszej zacnej rasie... Skoro przybywamy tu tylko podbić wasze ziemię i rzucić was na kolana zakuwając wcześniej w kajdany, to dlaczego w ogóle tutaj jesteśmy? Czy nie prościej byłoby poczekać, aż demony wyrżną wszystkich w pień? Przecież sam też równie dobrze dalibyśmy sobie z nimi radę. Na Valfden jest nie jeden i nie dwa takie oddziały. Gdybyśmy chcieli moglibyśmy rzucić przeciw demonom, które wtedy władałyby wyspą tysiące, a nie setki wojowników. A jednak przybyliśmy was wesprzeć. Po co?
- urwał na chwilę.
- Jakoś nie widzę, by ktoś inny oponował w sprawie naszego pojawienia się na wyspie. Tylko Ty jeden mości Kanclerzu, więc może to tylko Tobie nie na rękę? Nie widziałem Cię w polu, nie zabijałeś najeźdźcy. A teraz stoisz i krytykujesz. Rzekłbym nawet, że wyrażasz wręcz szczerą nienawiści do tego iż nie polegliśmy tam wszyscy, a za to wyszliśmy zwycięsko i teraz możemy przynajmniej świętować.
Dragosani:
A Drago dostał nieco krwi w niewielkiej fiolce w lazarecie i poszedł sobie do stołu, popijając czerwoną ciecz. Usiadł gdzieś tam, w losowym miejscu. Do jego skrajnie wyczulonych zmysłów docierały fragmenty rozmowy politycznej arystokracji. Przez moment zastanowił się, czy nie byłoby zabawnie, gdyby użyć na tym kanclerzu Hipnozy i wydobyć powód jego niechęci. Albo napić się łyku jego krwi i sprawdzić, czy nic nie ukrywa. Bo jego zachowanie zdawało się być nieco dziwne. Mógł żywic niechęć, ale w jego interesie leżało to, aby mieć siły do pokonania demonów. Siły, które Valfden tutaj wysłało.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej